Umacniający się amerykański dolar oraz spadające ceny surowców naturalnych i produktów rolnych powodują, że powiększa się zadłużenie krajów Afryki Subsaharyjskiej. Dotyczy to zwłaszcza tych państw, które w ostatnich kilku latach wyemitowały obligacje denominowane w dolarach. Teraz mają one coraz większy problem z obsługą długu.

Afryka Subsaharyjska należy do najszybciej rozwijających się regionów świata. Od początku tego wieku nie było roku, by wzrost gospodarczy spadł poniżej 4 proc. PKB, a przez połowę tego okresu przekraczał nawet 6 proc. Nie mogło to ujść uwadze inwestorów, którzy w czasie, gdy kraje wysoko rozwinięte pogrążone były w kryzysie gospodarczym, szukali nowych możliwości zarabiania pieniędzy. Afryka miała być obok rynków wschodzących jednym z motorów światowej gospodarki. Kraje afrykańskie wykorzystały to zainteresowanie oraz wysokie ceny surowców do zaciągania pożyczek na rozwój infrastruktury. Niektóre z nich, jak np. bogata w złoża miedzi Zambia, po raz pierwszy weszły na rynek obligacji. W latach 2009–2015 wielkość zaciągniętego w ten sposób długu przez kraje Afryki Subsaharyjskiej wzrosła ponad czterokrotnie – z 2 mld do 8,5 mld dol.

Ta hossa jednak szybko się skończyła. Kraje wysoko rozwinięte wychodzą na dobre z kryzysu, więc inwestorzy na ich rzecz porzucili rynki wschodzące. Od ponad roku umacnia się dolar, przez co tracą na wartości wszystkie inne waluty, w tym te afrykańskie. A spowolnienie w Chinach powoduje, że tanieją surowce naturalne, które są głównym towarem eksportowym Czarnego Kontynentu. W efekcie pożyczki, które miały pomóc w cywilizacyjnym skoku, stają się coraz większym obciążeniem. – Bez wątpienia zmieniło się nastawienie do Afryki. Jest poczucie, w niektórych przypadkach mające realne podstawy, że część krajów pożyczała zbyt szybko. Spadek kursu ich walut powoduje, że obsługa długu jest dla nich trudniejsza – mówi Bloombergowi Giulia Pellegrini, ekonomistka zajmująca się tym regionem w banku JPMorgan Chase.

W skali całego kontynentu problem może nie jest wielki, bo Afryka Subsaharyjska nadal jest najmniej zadłużonym regionem świata, ale w przypadku poszczególnych państw – już tak. Obligacje w dolarach sprzedała mniej więcej jedna trzecia krajów tego regionu. W efekcie zadłużenie zagraniczne Ghany od 2010 r. wzrosło z 20 proc. do 38 proc. PKB, Mozambiku z 35 do ponad 50 proc., a Zambii z 8 do prawie 20 proc. Takich przykładów jest zresztą znacznie więcej. Waluty trzech wspomnianych krajów od początku roku straciły na wartości wobec dolara po co najmniej 15 proc., przez co spłacanie długów w dolarach staje się większym obciążeniem. Przyczynia się do tego także rosnąca rentowność obligacji, na które nie ma już wielkiego popytu. W sierpniu rentowność 10-letnich obligacji Zambii z terminem zapadalności w 2024 r. po raz pierwszy przekroczyła 10 proc. Takie same obligacje Ghany miały rentowność na poziomie 10,5 proc., zaś Nigerii – 8,5 proc. Tymczasem poziom powyżej 7 proc. jest uznawany w dłuższym okresie za krytyczny.

– Stosunek długu do PKB w krajach mających dostęp do rynku obligacji wzrósł znacząco w ostatnich latach. Wprawdzie poziom długu jest nadal do opanowania, ale dalsza deprecjacja ich walut w stosunku do dolara amerykańskiego może prowadzić do szybkiego wzrostu ich zagranicznego zadłużenia – ostrzegł niedawno Bank Światowy. A taki scenariusz jest bardzo realny. W związku ze spodziewanym podniesieniem stóp procentowych przez amerykańską Rezerwę Federalną kurs dolara będzie rósł, zaś coraz większe obawy o spowolnienie w Chinach powodują, że ceny surowców będą zapewne w trendzie spadkowym. Tymczasem np. dla Zambii eksport miedzi – w dużej mierze właśnie do Chin – stanowi 70 proc. przychodów z eksportu.

Rząd tego kraju na razie wyklucza zwrócenie się o pomoc do Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Ale np. Ghana, której głównymi towarami eksportowymi są złoto i ropa, zrobiła to już na początku roku. To, że jej śladem pójdą inni, wydaje się kwestią czasu. ©

>>> Polecamy: Drogowy tryb wyborczy. Zobacz, jakie inwestycje zostaną oddane przed czasem