Najnowsze dane na temat chińskiej gospodarki to brutalna wiadomość dla przewodniczącego Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinpinga: Jego dotychczasowe plany podtrzymania wzrostu spełzły na niczym. Nie chodzi tylko o 5,5 procentowy spadek eksportu, ale przede wszystkim o 13,8 procentowy spadek importu, który wskazuje na to, że popyt krajowy jest coraz słabszy.

Dobrą wiadomością jest to, że Xi postanowił zmienić taktykę. Zamiast skupiać się na sztucznym pobudzaniu gospodarki i giełdy, chiński przywódca postanowił zdwoić wysiłki zmierzające do zreformowania nieefektywnych i nietransparentnych przedsiębiorstw państwowych, które są dziś jedną z największych słabości chińskiej ekonomii. Innymi słowy, Xi wreszcie zajął się wzmacnianiem fundamentów China, zamiast skupiać się na tapetowaniu pęknięć. Złą wiadomości jest natomiast to, że działania chińskiego przywódcy mogą jeszcze bardziej pogrążyć gospodarkę Państwa Środka.

Pekin planuje publiczną sprzedaż udziałów w państwowych spółkach (ang. State-Owned Enterprise, w skrócie SOE), aby wstrzyknąć więcej rynkowej dyscypliny do zarządzania tymi firmami, wynika z dokumentów do których dotarła agencja Bloomberg News. Plan obejmuje działania zmierzające do zwiększenia liczby zewnętrznych dyrektorów w zarządach, opracowania odpowiednich poziomów wynagrodzeń i promowania konsolidacji. Głównym celem Xi jest jednak przede wszystkim zachęcenie kapitału prywatnego do przejęcia kontroli nad państwowych spółkami, a nie całościowa reforma przedsiębiorstw państwowych, która uczyniłaby je bardziej konkurencyjnymi. Tym samym Chiny mogą zmierzać w kierunku korporacjonistycznego zagarnięcia kapitału, które miało miejsce w postsowieckiej Rosji, kiedy to wiele państwowych przedsiębiorstw trafiło w ręce znienawidzonej dziś klasy oligarchów.

>>> Czytaj też: Jak srebro zrujnowało Chiny

Gdyby Moskwa mogła cofnąć jakąkolwiek decyzję podjętą w ciągu ostatnich 25 lat, to z pewnością dotyczyłaby ona transformacji sowieckich aktywów. Zamiast przekształcić Rosję w nowoczesny zindustrializowany kraj, prywatyzacyjna bonanza stworzyła szereg młodych miliarderów i monopolistów. W swojej retrospektywie z 2008 roku, brytyjski „The Guardian” określił rosyjskich oligarchów jako „mężczyzn palących zwitki pięćdziesięciofuntowych banknotów przed sierocińcem”. Rosja przekształciła się w petro-państwo, które staje się coraz mniejszym punkcikiem na ekranach monitorów inwestorów.

Chiny nie mogą sobie pozwolić na taki scenariusz, i to nie tylko z tego powodu, że brakuje im zasobów naturalnych Rosji. Kraj ten potrzebuje dużego i dobrze prosperującego sektora prywatnego. Problem polega na tym, że to polityczne koneksje wciąż odgrywają najważniejszą rolę w świecie chińskiego biznesu. Istnieje więc duża szansa, że jedynie najwięksi potentaci skorzystają na planowanej sprzedaży akcji przedsiębiorstwa państwowych, które trafią w ich ręce na niezwykle korzystnych warunkach. A jeśli przy tym jednocześnie będą oni otrzymywać tanie kredyty od państwowych banków, to dyslokacja kapitału, która dręczy chińską gospodarkę, będzie się pogłębiać.

Aby pokonać klątwę średniego dochodu, Chiny muszą stworzyć setki milionów nowych, dobrze płatnych miejsc pracy w elastycznych branżach. Oznacza to wyrównanie szans i stworzenie odpowiednich zachęt dla młodych przedsiębiorstw, które mogłyby zaburzyć gospodarkę obciążoną nadmiarem mocy. Powierzenie tego zadania w ręce grupy chciwych potentatów mogłoby zrujnować potencjał Chin. Choć wciąż skorumpowana, Chińska Partia Ludowa przewodniczącego Xi jest przynajmniej zmuszona do dzielenia się owocami 7 procentowego wzrostu gospodarczego. Oligarchowie nie będą mieć takich skrupułów.

Chiny mogą uniknąć losu Rosji jeśli tylko nie postawią wozu przed przysłowiowym koniem. W Państwie Środka istnieje ponad 150 tysięcy państwowych przedsiębiorstw, co stanowi około 80 procent indeksu CSI 300. Mówimy więc o samym rdzeniu drugiej gospodarki na świecie. Zamiast tworzyć nowych krajowych potentatów, Chiny powinny więc wykorzystać tę okazję do konsolidacji przemysłu w sposób, który zwiększyłby jego wydajność innowacyjność i konkurencyjność. Oznacza to, że przed prywatyzacją, państwowe przedsiębiorstwa powinny zostać zreformowane. Chodzi przede wszystkim o wyplenienie nieefektywnego kierownictwa, rezygnację z nierentownych projektów, zwiększenie transparentności i zaostrzenie procesu raportowania.

>>> Czytaj też: Morgan Stanley ostrzega: Chiny zafundują światu globalną recesję

Gdy przedsiębiorstwa będą już gotowe do sprzedaży, Pekin powinien sprzedać je w całości, a nie utrzymywać ogromne udziały publiczne. Dla przykładu, państwo wciąż jest właścicielem aż 97 procent koncernu PetroChina, największego producenta ropy naftowej i gazu w Chinach. Kto chciałby kupić udziały w „spółce prywatnej”, nad którą nie ma jakiegokolwiek wpływu? Proces prywatyzacji musi być otwarty, uczciwy i rygorystyczny.

Wreszcie, Xi musi zinstytucjonalizować swoją antykorupcyjną kampanię. Jak do tej pory, przypomina ona bardziej próbę wyeliminowania rywali i wyrównania politycznych rachunków, aniżeli szeroki i metodyczny projekt oczyszczenia Chin z nadużyć. Potrzebna jest jasna lista zasad, wytycznych oraz barier, które sprawią, że nowe podmioty nie podzielą losy skorumpowanych spółek państwowych.

Serce Xi jest na właściwym miejscu. Ale powinien on pamiętać, że dryfowanie w kierunku Rosji nie zaprowadzi Chin w takim kierunku, w jakim chciałyby zmierzać.