Euforię wśród deweloperów podgrzewa też program dopłat do kredytów „Mieszkanie dla młodych”, z pomocą którego kupiono co 6 nowe mieszkanie w największych miastach – wynika z szacunków Lion’s Bank opartych o dane firmy doradczej REAS oraz banku BGK.

Jeszcze nigdy w historii deweloperzy nie rozpoczynali tak wielu nowych inwestycji jak w bieżącym roku. Od stycznia do lipca br. firmy te zaczęły budowę aż 47 tys. lokali. To aż o 27% więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego, a także o 8% więcej niż w tym samym czasie rekordowego 2008 roku – wynika z danych GUS.

Euforia podgrzewana przez niski procent

Rekordy te w dużej mierze wynikają z najniższych w historii stóp procentowych. Przez nie to kredyt (także mieszkaniowy) jest rekordowo tani, a oprocentowanie lokat bankowych na tyle niskie (średnio poniżej 2% w przypadku lokat rocznych), że posiadacze kapitału szukają bardziej intratnych sposobów na pomnażanie majątku niż bankowy depozyt.

Efektem tych poszukiwań często są zakupy mieszkań w celu ich wynajęcia. Trudno się takiemu postępowaniu dziwić skoro na wynajmie przeciętnej kawalerki lub skromnych dwóch pokoi można w największych miastach zarobić rocznie około 4-6% wartości posiadanej nieruchomości i mowa tu już o zysku „na rękę”, a więc uwzględniającym podatki, koszty i fakt, że przez pewien okres w roku mieszkanie może być niewynajęte. Z drugiej jednak strony nie wszyscy inwestorzy mają świadomość jak wiele zachodu inwestycja taka może wymagać. Mieszkanie trzeba znaleźć, wykończyć, ogłosić chęć jego wynajęcia, wybrać najemcę, a potem rozliczać koszty, kontrolować wpłaty i stan lokalu czy reagować w przypadku sytuacji awaryjnych. Każdy przyzna, że możliwość osiągania wyższego zysku wymaga znacznie więcej zachodu niż posiadanie lokaty w banku, a do tego wyjście z inwestycji w mieszkanie na wynajem jest bardziej skomplikowane niż wizyta w banku lub kilka kliknięć w serwisie transakcyjnym.

Z danych NBP wynika jednak, że wiele osób decyduje się na zaangażowanie większej ilości czasu o ile mogą realizować znacznie wyższy zysk. Bank centralny już od dłuższego czasu pokazuje w swoich szacunkach, że na konta deweloperów trafia coraz więcej gotówki. Podczas gdy w 3 kwartale 2012 roku, gdy podstawowa stopa procentowa była na poziomie 4,75% na konta deweloperów w 7 miastach (Warszawa, Wrocław, Kraków, Poznań, Gdańsk, Gdynia, Łódź) trafiło niecałe 1,2 mld zł gotówki (poza kredytami mieszkaniowymi). Najnowsze dane za 1 kwartał br., w trakcie którego obniżono podstawową stopę procentową z 2% do 1,5% sugerują, że w tych samych miastach nabywcy wydali na nowe mieszkania ponad 2,7 mld zł gotówki. Jeśli tak wysokie wyniki utrzymają się przez kolejne kwartały, na badanych rynkach kupujący wydadzą ponad 10 mld zł gotówki na nowe mieszkania.

Co 6 mieszkanie sprzedane z dopłatą

W takim otoczeniu popyt na mieszkania nakręoliwy do ognia dolewa jeszcze budżet. Chodzi o program „Mieszkanie dla młodych”, dzięki któremu osoby młode mogą liczyć na rządową dopłatę do kredytu na zakup nieruchomości. Co prawda nieruchomość musi spełniać pewne warunki (nie być za droga, ani za duża), ale bez wątpienia program ten może stymulować i tak już duży popyt na nieruchomości. Co więcej do końca sierpnia br. z dopłat można było korzystać jedynie kupując nieruchomość nową, a i bez tego deweloperzy nie narzekali na pustki w swoich biurach sprzedaży. Potwierdzają to dane z firmy doradczej REAS, z których wynika, że przez ostatnie 12 miesięcy deweloperzy sprzedali o ponad jedną czwartą więcej mieszkań niż w roku przedkryzysowego boomu (2007). Na ile „MdM” pomaga deweloperom? W drugim kwartale br. deweloperzy na 6 największych rynkach (Warszawa, Wrocław, Kraków, Poznań, Trójmiasto i Łódź) sprzedali aż 17,4% swoich mieszkań (prawie co 6) beneficjentom programu „Mieszkanie dla młodych” – wynika z szacunków Lion’s Bank opartych o dane REAS i BGK.

Od września obszar działania programu rozszerzono i teraz z dopłat można już korzystać nie tylko kupując nowy, ale także używany dom lub mieszkanie. Pozwoli to większej części osób na skorzystanie z budżetowych pieniędzy, bo przecież używane „M” jest tańsze niż nowe, a poza tym w większości powiatów w Polsce deweloperzy nie działają, a więc oferty z dopłatą do niedawna nie było. Trzeba mieć jednak świadomość, że rynek nieruchomości jest systemem naczyń połączonych. Część osób, która sprzeda tanie mieszkanie używane wyda otrzymane pieniądze na zakup droższego lokum od dewelopera. Tym samym na popycie stymulowanym przez „MdM” na używane lokale skorzystać mogą także deweloperzy. 

>>> Czytaj też: Banki ostrzą sobie zęby na kredyty ze wsparciem rządu