Komisja Europejska przedstawiła plan w związku z uchodźcami z Syrii, a ministrowie krajów Unii mają się spotkać w poniedziałek, aby je przedyskutować. Propozycja Komisji jest w dużej mierze dobra, ale powinna zostać nieco powściągnięta. Co najważniejsze – powinna być przedstawiana jako pierwszy krok.

Szef KE Jean-Claude Juncker zasugerował obowiązkowy podział 160 tys. uchodźców pomiędzy kraje członkowskie UE. Oczywiście wskazanie kwot jest potrzebne, ale uczynienie z nich kwot obowiązkowych jest już błędem.

Dzięki współczuciu dla imigrantów, jakie powstało na skutek rozprzestrzenienie się w sieci zdjęć martwego, syryjskiego chłopca Aylana Kurdi’ego Juncker mógł zyskać większe poparcie dla swojego planu. Nie mniej, zmuszanie sceptycznych co do obowiązkowych kwot krajów do realizacji planu Komisji jest zwyczajnie nierozsądne.

Imigracja jest tematem politycznie wrażliwym w każdej demokracji. Jeśli kraje takie jak Polska i Słowacja zostaną zmuszone do przyjęcia swojej puli imigrantów, ponieważ zostaną przegłosowane, Juncker zgotuje Unii kolejne problemy, których Wspólnota i tak już doświadcza.

Rządy te powinno się przekonać do przyjęcia imigrantów, ale w żadnym razie nie nakazać. Dobrzy by było, aby rządy tych krajów potrafiły przekonać również swoich wyborców poprzez odwołanie się do podstawowej przyzwoitości. Imigranci wzbogacają kraje, które ich przyjmują.

Jak widać na załączonym wykresie, wiele krajów Europy Wschodniej, które są przeciwne przyjmowaniu imigrantów, zmaga się z problemami demograficznymi i emigracją. Niemcy zdają się rozumieć, że przyjęcie dobrze wykształconych uchodźców z Syrii będzie korzystne dla gospodarki.

Choć plan Junckera wydaje się być użyteczny, to nie trafia do sedna problemu, czyli kwestii, dlaczego tak wielu uchodźców chce w pierwszej kolejności uciekać do Europy. Powinno się zatem przedsięwziąć pewne kroki.

Po pierwsze, Unia powinna wypracować program przesiedleńczy. Zamiast czekać na uchodźców, którzy z narażeniem życia przedostaną się na teren Europy, Unia powinna umożliwić im składanie wniosków o azyl w swoich konsulatach na Bliskim Wschodzie. Dzięki temu uchodźcy mogliby zostać legalnie i w bezpieczny sposób przetransportowani do Europy. ONZ ma już dziś taki system, wystarczy go wdrożyć.

Po drugie, Bruksela powinna pomóc ONZ, która dziś opiekuje się zdecydowaną większością 4 mln syryjskich imigrantów, którzy znajdują się dziś w Jordanii, Libanie i Turcji. Jak widać na jednym z wykresów, Europejczycy robią niewiele w tej kwestii.

Po trzecie, Europa powinna zająć się programem długoterminowego rozwoju w krajach sąsiadujących z Syrią, wspomagając rozbudowę mieszkań, szkół i systemów opieki zdrowotnej, które mogłyby obsłużyć uchodźców. Wiele wskazuje na to, że Syryjczycy szybko nie wrócą do swoich domów. Jeśli sąsiedzi Syrii nie będą wystarczająco rozwinięci, wówczas jednym wyborem dla uchodźców będzie bogata Europa.

Po czwarte, liderzy Unii powinni zrobić wszystko co w ich mocy, aby doprowadzić do zakończenia wojny w Syrii. Co prawda rozwiązanie nie leży w ich rękach, ale mogliby być bardziej aktywni w próbach przełamania dyplomatycznego impasu. Jak dotąd, Europa była prawie nieobecna w tym obszarze.

I po piąte – Europa musi przyjąć odpowiednie proporcje. Dziś Stary Kontynent nie zmaga się z kryzysem uchodźców. Nawet jeśli każda osoba, która opuściła Syrię, znalazłaby się jutro w Europie, to imigranci odpowiadaliby za mniej niż 1 proc. europejskiej populacji. Problem ten da się rozwiązać, tylko jak dotąd, europejskie rządy sobie z nim nie radziły.

>>> Czytaj też: Upadek Rosji, atak islamu na Europę i III wojna światowa? To koniec świata, jaki znamy