Autorzy raportu OECD porównali dane z 2009 i 2012 roku (ostatnie dostępne wyniki Międzynarodowego Programu Oceny Uczniów PISA). Jak zapewne się spodziewacie, liczba komputerów w szkołach i gospodarstwach domowych znacząco wzrosła w ciągu tych trzech lat. Równie mocno zwiększyła się ilość czasu spędzonego przez dzieci online. W krajach OECD oraz w Rosji przeciętny uczeń w 2012 roku poświęcał średnio 2 godziny dziennie na surfowanie po internecie, w tym 25 minut – na korzystanie z sieci w szkole. Biorąc pod uwagę wysyp tańszych smartfonów i laptopów z dostępem do mobilnego internetu, od tego momentu ilość tego czasu z pewnością zwiększyła się jeszcze bardziej.

Wykorzystanie komputerów na zajęciach szkolnych zwiększyło się szczególnie w krajach zachodnich. Obecnie liderami pod tym względem są Australia, Holandia, Dania i Norwegia. W tym ostatnim państwie 67 proc. uczniów deklaruje, że podczas lekcji matematyki pracuje na arkuszach kalkulacyjnych, a 31 proc. – że tworzy wykresy z wykorzystaniem komputera. W Australii w szkole dzieci spędzają niemal godzinę dziennie online. W Danii 35 proc. uczniów ma dostęp do szkolnych tabletów.

>>> Polecamy: Pedagogiczne grzechy główne: jak nie wychować dzieci-pierdół?

Wśród państw OECD są jednak także wyjątki. Japonia, Chiny, a nawet kochające technologię Korea Południowa – w tych krajach odsetek uczniów korzystających z komputerów w szkole spadł do 42 proc. w 2012 roku z 63 proc. w 2009 roku.

Ten trend może coś oznaczać. Jak wynika z badania OECD, wykorzystanie komputerów jest negatywnie skorelowane z osiągnięciami uczniów na testach matematycznych.

Zależność ta nie odnosi się tylko i wyłącznie do matematyki: w państwach, w których więcej uczniów używa internetu w szkole, umiejętność czytania poprawia się znacznie wolniej niż w innych krajach. W niektórych przypadkach nawet się pogarsza.

Zgodnie z powyższymi obserwacjami, uczniowie w Korei Południowej i innych państwach azjatyckich, w których komputery są mniej zintegrowane z procesem nauczania niż w Australii czy na północy Europy, radzą sobie lepiej nawet w zadaniach powiązanych z komputerami – w tym w tzw. „czytaniu cyfrowym”, które polega na czytaniu ze zrozumieniem treści online zawierającej hiperłącza.

Spadek osiągnięć uczniów jest szczególnie widoczny w państwach, gdzie uczniowie korzystają z czatów podczas zajęć lekcyjnych. „Być może brakuje im bardziej efektywnych aktywności lekcyjnych” – twierdzą autorzy raportu OECD.

Mniejsze wykorzystanie komputerów w klasach nie oznacza jednocześnie, ze uczniowie są mniej zaznajomieni z technologią. Zgodnie z raportem OECD, koreańscy i singapurscy uczniowie radzą sobie lepiej niż dzieci z innych państw w poruszaniu się po sieci, ponieważ „już teraz są biegli w myśleniu wyższego rzędu i procesach rozumowania w innych dziedzinach” – czytamy w raporcie.

Wyniki badań nie są jednak jednoznaczne. Australijscy uczniowie są dobrzy w czytaniu online. Wysokie wyniki z testów matematycznych, osiągane przez dzieci z Danii i Norwegii przeczą zaprezentowanym w raporcie negatywnym zależnościom między wykorzystaniem komputerów a ocenami w nauce. Znaczenie ma tu jakość edukacji. W Norwegii nauczyciele pozwalają uczniom doskonalić na komputerach umiejętności praktyczne, a nie tylko prezentować teorię.

>>> Czytaj też: Edukacyjna bańka pęka. Nawet doktorat przestaje mieć wielką wartość

Głównym problemem jest fakt, że nauczyciele często sami nie potrafią sprawnie wykorzystywać technologii. Niejednokrotnie są na tym poziomie, co uczniowie, jeśli chodzi o produktywne wykorzystywanie komputerów. Zarówno nauczyciele, jak i ich uczniowie wciąż błądzą w ciemności.

„Szkoły i systemy edukacyjne nie są zwykle przygotowane do odpowiedniego wykorzystania korzyści płynących z technologii. Luki w umiejętnościach komputerowych zarówno uczniów, jak i nauczycieli, trudności w zastosowaniu wysokiej jakości cyfrowych zasobów naukowych zamiast tych najniższej jakości, brak wyznaczonych celów nauczania i niewystarczające przygotowanie pedagogiczne do wdrażania technologii w programach nauczania i zajęciach lekcyjnych – wszystko to tworzy lukę między oczekiwaniami a rzeczywistością. Jeśli szkoły i resorty edukacji nie zaczną stawiać czoła powyższym wyzwaniom i odnosić się do nich w ramach swoich programów z dziedziny IT, technologia może wyrządzić więcej krzywdy niż dobrego w relacjach nauczyciel-uczeń, które stanowią podstawę głębszego rozumowania koncepcyjnego i myślenia wyższego rzędu” – czytamy w raporcie OECD.

W większości przypadków, nauczyciele są lepsi w przekazywaniu uniwersalnych teorii i pojęć i umiejętności rozumowania. Uczniowie będą próbować zastosować zdobytą wiedzę online, bądź też w jakimkolwiek innym środowisku. Praca nad cyfrowymi umiejętnościami jest przydatna – dla przykładu, w Norwegii wyrasta właśnie pokolenie geniuszy Excela. Rozwój technologii następuje jednak tak szybko, że już niebawem takie umiejętności mogą stać się przestarzałe. Tak samo jak dziś wiedza z zakresu fotografii analogowej. Szkoły powinny przygotowywać uczniów do życia w XXI wieku, ale nie mogą być pewne tego, że sposób życia nie zmieni się diametralnie w ciągu kolejnej dekady, tak jak miało to miejsce w minionych 20 latach. Warto więc trzymać się podstaw.