Liczba producentów ekologicznych w 2014 r. zmniejszyła się o 1666 do 25 427, a rolników mających ekologiczne uprawy o 1769 do 24 829 – wynika z najnowszego raportu Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Eksperci zauważają jednak, że nie oznacza to, iż rynek jest w odwrocie. – Nadal się rozwija w tempie 10–15 proc. rocznie. Obecnie jego wartość jest szacowana na ok. 750 mln zł, co stanowi 0,3 proc. całego rynku spożywczego. Dla porównania na zachodzie Europy udział żywności ekologicznej w całości sprzedaży wynosi od 2 do 6 proc. To tylko pokazuje, że wciąż jesteśmy na początku drogi – komentuje Sławomir Chłoń, prezes zarządu Organic Farma Zdrowia, największej w kraju sieci z ekologicznym jedzeniem.

Skoro popyt na zdrową żywność nie maleje, skąd bierze się spadek liczby producentów. Nasi rozmówcy wskazują dwa powody. Pierwszym jest konsolidacja rynku. Potwierdza to raport JIHARS. Według niego w ubiegłym roku odsetek gospodarstwach rolnych o wielkości do 5 ha zmalał do 14,5 proc. z 18,8 proc. rok wcześniej. Zwiększył się natomiast o 4,3 proc. odsetek gospodarstw o powierzchni od 10 do 50 ha. Łącznie ich udział sięga już 28,5 proc.

Innym powodem jest przechodzenie rolników z powrotem na konwencjonalne uprawy. Wielu z nich chciało spróbować swoich sił w tej branży. Po latach dochodzą do wniosku, że im nie odpowiada taka produkcja. – W kraju ciągle niewystarczająco jest rozwinięta dystrybucja ekologicznej żywności, zwłaszcza tej świeżej. Do tego wiele sieci odmawia jej przyjęcia – tłumaczy Agnieszka Górnicka, prezes firmy badawczej Inquiry Market Research.

Największy kłopot ze zbyciem swoich towarów mają rolnicy oddaleni od dużych miast, gdzie w tej chwili skupia się popyt na żywność ekologiczną. To oni najczęściej podejmują decyzję o rezygnacji.

Wreszcie z rynku wykruszyli się ci, których celem było jedynie zarobienie na dopłatach. Tę ostatnią tezę potwierdza tegoroczny raport Najwyższej Izby Kontroli. Wynika z niego, że w ciągu 10 lat z programu dopłat do ekologicznych upraw sadowniczych i jagodowych skorzystało ponad 14,5 tys. rolników. Otrzymali w sumie ponad 708 mln zł. Mimo tego produkcja spadła z 15 do 1 t na hektar. Za to aż ośmiokrotnie wzrosła powierzchnia upraw.

W przypadku przetwórni ekologicznych ciągle widać natomiast przyrost. W ubiegłym roku ich liczba zwiększyła się do 484 z 407 rok wcześniej. Rośnie zwłaszcza przetwórstwo owoców i warzyw – udział takich firm w rynku zwiększył się do 34,1 proc. z 29,2 proc. rok wcześniej.

To dobra wiadomość, bo im bardziej rośnie konkurencja, tym bardziej ceny produktów maleją. Na razie ich wybór na rynku jest niewielki. W sklepach w żywności przetworzonej na półkach dominują towary z importu, produkowane co ciekawe z ekologicznych surowców pochodzących z… polskich upraw.

– Już wiele ekologicznych produktów kosztuje tyle samo co ich odpowiedniki wytwarzane konwencjonalnymi metodami. Przykładem mogą być wina, które znaleźć można już poniżej 20 zł za butelkę, jaja, sery czy niektóre owoce i warzywa. Nadal jednak dużo droższe są wyroby mięsne i drobiarskie, co jest efektem właśnie niskiej ich podaży – tłumaczy Sławomir Chłoń. Choć przetwórców przybywa, to nadal jest ich mało w porównaniu na przykład do Niemiec. Tam działa ich 9,5 tys.

W ocenie ekspertów w tym roku na rynku ekologicznych producentów jeszcze może być widoczna stagnacja. W przyszłym roku natomiast powinno nastąpić odbicie. Rusza bowiem nowe rozdanie funduszy unijnych. Dopłaty z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich, którego budżet na lata 2014–2020 wynosi 13,5 mld euro, są przewidziane na zwiększenie konkurencyjności i rentowności gospodarstw rolnych, w tym też na tworzenie gospodarstw ekologicznych.