Pesymizm w stosunku do Afryki jest tak powszechny, że ludzie nie manifestują go nawet głośno – po prostu zakładają z góry. Kiedy ekonomiści tacy jak Paul Collie piszą książkę zatytułowaną „The Bottom Bilion” (o kryzysie najbiedniejszych państw – przyp. red.), pamiętają o wspomnieniu o kilku krajach z Azji Centralnej, ale i tak wiesz, że książka będzie niemal w całości o Afryce. Podczas prób wyjaśnienia powodów zapóźnienia Afryki, pojawia się całe ich spektrum: od dziedzictwa kolonialnego wyzysku, uzależnienia od surowców naturalnych, endemicznych wojen aż do zdrowotnych skutków malarii.

Często w dyskusjach o Afryce wyczuć można podskórny rasizm.

Ale niezależnie od powodów przeszłych nieszczęść Afryki fakty są niezaprzeczalne. Sytuacja Afryki szybko się zmienia, co więcej, jest to zmiana na lepsze.

Największy zbiór danych zawierających korzystne trendy w afrykańskiej gospodarce zawierają prace oksfordzkiego ekonomisty Maxa Rosera. W swoim monumentalnym projekcie „Our Word in Data” („Nasz świat w danych”) znaczną część poświęcił Afryce. Roser jest specem od kolorowych map, który zestawia w nich tuż obok siebie kontrastujące liczby ukazujące, jak kontynent zmienił się w ciągu ostatnich kilku dekad w porównaniu z dysfunkcyjnym okresem z lat 80. i 90. Wybiorę tutaj w sposób losowy kilka ze stworzonych przez niego map, resztę można znaleźć na stronie internetowej uczonego wraz z linkami do pobrania danych.

Najbardziej uderzającym korzystnym trendem na Czarnym Lądzie jest rozwój edukacji. Poniżej znajduje się mapa pokazująca, jak cały kontynent zaczął „chodzić” do szkoły:

Pomimo wszystkich pesymistycznych opowieści o afrykańskiej edukacji szkolnictwo działa. Oto porównanie wskaźników dotyczących stopnia alfabetyzacji poszczególnych pokoleń:

Zmiana jest fenomenalna. Poziom alfabetyzacji wzrastał przez dwa pokolenia, w wielu krajach podwajając swoją wartość. Edukacja jest być może jedynie częścią opowieści. Technologie takie jak telefony komórkowe stały się wszechobecne, wymuszając na Afrykanach czytanie w celu prowadzenia działalności biznesowej i komunikacji.

Wraz z rozwojem edukacji doszło w Afryce do gwałtownego wzrostu gospodarczego. Od połowy lat 90. PKB rosło, a ubóstwo na kontynencie zmniejszało się. W rezultacie tego wskaźnik umieralności niemowląt wyraźnie spadł. Przerażający głód, który zazwyczaj oglądaliście w telewizyjnych przekazach o Czarnym Lądzie przeszedł do historii, a dostęp do pożywienia na osobę wyraźnie wzrósł.

Nawet słynne polityczne dysfunkcje zaczęły zanikać, a demokracja powoli wypierać autokrację jako podstawową formę rządów.

Ważne jest by mieć świadomość, że wszystkie powyższe pozytywne trendy wzmacniają się wzajemnie. Dobry rząd pozwala utrzymać wzrost gospodarczy. Wzrost czyni łatwiejszym i mocniej oczekiwanym edukowanie dzieci. Wyedukowane osoby dostarczają produktywniejszej pracy, która napędza inwestycje, a oświecone społeczeństwo utrzymuje demokrację, włączając w to instytucje.

Wiele afrykańskich gospodarek jest opartych o surowce naturalne. To skazuje kontynent na „przekleństwo zasobów”, a rządzących zmusza do koncentracji na wydobyciu kopalin, zamiast na zwiększaniu produktywności populacji. Utrzymuje to także Afrykę poza światowym łańcuchem produkcyjnym, który napędza kraje rozwijające się w pogoni za rozwiniętymi. Uzależnienie Czarnego Lądu od surowców sprawi też, że silnie odczuje chińskie spowolnienie, które już doprowadziło do wyraźnego spadku cen wielu surowców.

Nie możemy jednak twierdzić, że sensacyjny afrykański rozwój jest wyłącznie efektem surowcowego boomu z pierwszej dekady XXI wieku. Wzrost umiejętności pisania i czytania oraz rozwój edukacji może być w niektórych przypadkach finansowany z kapitału uzyskanego z eksportu surowców, ale z drugiej strony wzrost kapitału społecznego może dać kontynentowi możliwość rozwoju w bardziej wytwórczych branżach.

Produkcja przemysłowa na Czarnym Lądzie już rośnie. 15 proc. bezpośrednich inwestycji Chin w Afryce trafia do fabryk. Tak, to prawda – Chiny są fabryką świata, więc budują zakłady przemysłowe w niskokosztwej Afryce. Chociaż kontynent nadal pozostaje pod tym względem w tyle za innymi kontynentami, powoli zwiększa udział w globalnych inwestycjach. Umiejętność pisania i czytania, identycznie jak w wielu zakończonych sukcesem przemysłowych historiach jest czynnikiem, który czyni te zmiany możliwymi.

Kontynent znajduje się oczywiście na początku drogi. Afryka nie znajduje się jeszcze w pełnym biegu, wykazując jedynie oznaki gotowości do startu. Jednak opowieści o niej, jako o niezmiennie nieuleczalnym przypadku wydają się być coraz bardziej przestarzałe.

Istnieje jednakże jedno zagrożenie, które może zakończyć rodzący się powoli sukces Afryki – przeludnienie. Chociaż groźba ta nie zagraża już większości światowych regionów, Afryka ciągle notuje bardzo wysokie wskaźniki dzietności. To prowadzi do wzmożonej urbanizacji, która jest korzystna dla gospodarczego wzrostu. Miasta charakteryzują się też wysoką produktywnością, więc uważam że niska gęstość zaludnienia na kontynencie (historycznie o wiele niższa niż w innych częściach świata) była powodem tego, że stała się światowym gospodarczym maruderem. Jednak jeśli eksplodujący wzrost populacji wymknie się spod kontroli, z aktywa może przerodzić się w pasywo.

Nawet pomimo ryzyka przeludnienia afrykańska przyszłość rysuje się w jasnych barwach. Stali krytycy Czarnego Lądu powinni się obudzić i dostrzec, że znajdują w nowej rzeczywistości.

Noah Smith jest profesorem ekonomii na uczelni Stony Brook University oraz freelancerem piszącym dla kilku finansowych i biznesowych wydawnictw.

>>> Czytaj także: Stara, bezdzietna i gościnna. Unijna demografia przeraża socjologów