Na rynek wchodzi nowa, długo działająca insulina dla cukrzyków. Tańsza niż te, które były do tej pory dostępne na rynku. Kłopot w tym, że cena tych dwu pozostałych wzrośnie blisko dwukrotnie.

Chorzy są rozżaleni: w aptece za analogi długodziałających insulin, które dotychczas stosowali, zapłacą zamiast 70 zł (co i tak było już dużym comiesięcznym obciążeniem finansowym) nawet i 120–130 zł. Jednak trzeci lek, który jest odpowiednikiem istniejących na rynku analogów długodziałających i od września trafił do aptek, kosztuje 54 zł.

System działa tak, że za omawiane analogi chorzy płacą 30 proc. ceny oryginalnej. Resztę dopłaca NFZ. Kłopot polega na tym, że po wejściu tańszego leku, o tych samych właściwościach, zmalała również dopłata ze strony państwa. Tak działa algorytm wyliczający, kto ile płaci. A jak przekonuje ministerstwo, jest to sztywny mechanizm i nie można go zmienić.

Dlatego według ministerstwa rozwiązania są dwa: albo pacjenci przejdą na nowy, tańszy lek i wtedy będą płacić nawet mniej niż do tej pory. Albo firmy farmaceutyczne zmniejszą cenę swoich produktów, tak by ich leki stały się dostępne cenowo dla chorych.

Koncernom to jednak bardzo nie na rękę. – Firma Novo Nordisk oferuje w Polsce jedne z najniższych cen w Unii Europejskiej, aby polscy pacjenci mogli mieć dostęp do skutecznych i bezpiecznych terapii – tłumaczy Radek Popiel z firmy NovoNordisk, producenta jednego z analogów.

Ministerstwo odpowiada, że ceny nie mogą być jednakowe, wiele zależy od zasobności obywateli, a także od budżetu na ochronę zdrowia. W Polsce należy on do jednych z najniższych w Europie. Dlatego negocjują z firmami obniżki cen. – O tyle, o ile zostanie obniżona cena, o tyle mniej zapłaci chory w aptece – podkreśla wiceminister zdrowia Igor Winnicki.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że z jedną z firm – dla której nowy lek jest bezpośrednim odpowiednikiem, zawiera bowiem tę samą cząsteczkę – jest szansa na ustalenie nowej, niższej ceny dla pacjentów.

Druga firma wskazuje, że lek nie jest pełnym odpowiednikiem. Ich zdaniem wzrost ceny ograniczy dostępność pacjentów, którzy byli do niego przyzwyczajeni.

Zdaniem lekarzy ministerstwo nie jest winne za podwyższenie cen, jednak prof. Maciej Małecki, prezes Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, uważa, że sprawa powinna być załatwiona wcześniej. Jeżeli było wiadomo, że wejście nowego preparatu podniesie ceny istniejących, należało rozwiązać sytuację przed faktem, a nie po fakcie. Tak by zaoszczędzić stresu chorym.

Ponadto wskazuje na drugi problem: trudno przestawić około kilkudziesięciu tysięcy chorych na nowy lek w tak szybkim czasie. I wylicza, że chorzy muszą się nauczyć obsługi nowego pióra (używanego do wstrzykiwania preparatu), zmiany w dawkowaniu etc. Tymczasem rewolucja dotknie wielu starszych pacjentów, którzy niechętnie podchodzą do zmian. Ponadto należy przyzwyczaić nie tylko chorych, ale i lekarzy, którzy ordynują leki. Diabetolog prof. Waldemar Karnafel mówi, że leki są podobne, nawet jeżeli jeden z nich ma jedną inną cząsteczkę. Jak tłumaczy, zależy od indywidualnego podejścia.

Zdaniem prof. Małeckiego obecna dyskusja powinna być początkiem do debaty na temat sytuacji chorych na cukrzycę w Polsce. Wskazuje, że już od kilku lat trwają rozmowy o wprowadzeniu nowoczesnych terapii cukrzycy. – Jesteśmy jedynym krajem w Unii Europejskiej, który tych terapii nie refunduje w żadnym zakresie – podkreśla.
Ministerstwo w trakcie nieoficjalnych rozmów przyznaje, że rozważało wprowadzenie do częściowej refundacji leku GLP1 – który ma podobne działanie jak analog długodziałającej insuliny, jednak oprócz tego ma wpływać m.in. na zahamowanie wagi u chorych z cukrzycą typu 2 (czyli cukrzycą nabytą), która jest potężnym problemem dla tych pacjentów.

Ale znowu: wszystko się rozbija o pieniądze. Firma produkująca lek podkreśla, że zaproponowała wprowadzenie preparatu, który – jak podkreśla – uzyskał pozytywną rekomendację Agencji Oceny Technologii Medycznej. Jednak Ministerstwo Zdrowia ponownie wskazuje, że oferowana cena jest zbyt wysoka.

Obecnie trwają negocjacje. Jeden ze scenariuszy jest taki – że gdyby firma obniżyła cenę na analogi insulin, resort zdrowia zgodziłby się wprowadzić do refundacji GLP1.
Eksperci podkreślają, że są różne mechanizmy finasowania, które pozwalają kontrolować koszt takiej refundacji – wytypowanie określonej grupy pacjentów. Przykładowo. w Wielkiej Brytanii GLP1 refunduje się przez pół roku. Jeżeli nie widać pozytywnego wpływu leku na wagę chorego, pacjent traci refundację.

Jak podkreśla resort, budżet na wszystkie leki to ok. 11 mld zł (tyle będzie w 2016 r.) i wszystko trzeba podzielić na leki każdego rodzaju. Zaś w roku 2013 wprowadzono opisywane wcześniej analogi długodziałających insulin. To zwiększyło wydatki z 11 mln zł na te leki w 2012 r. do 37, 8 mln zł w 2014 roku. Część ekspertów wskazuje, że być może w końcu warto się zastanowić nad wysokością budżetu, który jest bardzo ograniczony.

Na razie w budynku na Miodowej trwają rozmowy z firmami. A pacjenci, którzy są ich zakładnikami, wypatrują, kto pierwszy odpuści. Wtedy zobaczą, jakie leki staną się dla nich dostępne i przede wszystkim po jakiej cenie.

>>> Czytaj też: Egoizm, marzenia i roszczenia. Najstarsza matka w Polsce chce specjalnej emerytury