Młodzi hiszpańscy inżynierowie i inni specjaliści coraz częściej uciekają gdziekolwiek z kraju w poszukiwaniu pracy. Kto może ich winić, skoro startowe płace oferowane w Bawarii są dwukrotnie wyższe niż te, które mogą otrzymać we własnych branżach w kraju? Młodzi Hiszpanie są przykładem nowego rodzaju emigracji - wyedukowani i posiadający wysokie kwalifikacje pracownicy przenoszą się z peryferii Europy do jej centrum. Konsekwencji tych migracji dla gospodarki Hiszpanii i strefy euro nie należy lekceważyć.

Hiszpania, która do 2010 roku miała dodatnie saldo migracji, od tamtego czasu notuje spadek wielkości populacji - w 2013 roku miała ujemne saldo (w stosunku do innych państw strefy euro) w wysokości 40 tys. osób – wynika z raportu ośrodka badawczego Deutsche Banku. Co gorsza, podczas gdy emeryci ciągle przybywają do Hiszpanii, dobrze zmotywowani i mający najlepsze wykształcenie młodzi coraz częściej opuszczają kraj. Trend ten występuje we wszystkich krajach basenu Morza Śródziemnego. Odsetek wysoko wykształconych imigrantów z Hiszpanii, Włoch, Grecji i Portugalii napływających do innych europejskich krajów wzrosła z 23 proc. (w latach 2005-06) do 51 proc. (lata 2011-12):

Podczas gdy gospodarczy rdzeń Europy (czyli głównie Niemcy oraz do pewnego stopnia Wielka Brytania) czerpią korzyści z talentu i energii nowych napływających pracowników, siła napędowa hiszpańskiej gospodarki słabnie. Prowadzi to do wytworzenia błędnego koła hamującego wzrost produktywności, które praktycznie wygasza gospodarkę. Od lat 90. XX wieku Hiszpania znajduje się wśród najgorszych europejskich gospodarek pod względem wzrostu wydajności:

Co gorsza, Hiszpania ma ograniczone pole manewru. Od czasu wprowadzenia Euro kraj nie może zwiększyć swojej konkurencyjności poprzez osłabienie waluty. Hiszpania importuje niemieckie dobra i akumuluje deficyt na rachunku obrotów bieżących. Międzynarodowa pozycja inwestycyjna netto (NIIP) lub inaczej bilans tego, co Hiszpania jest winna zagranicy, wzrosła od 2000 roku z 34 do 94 proc. PKB, czyli osiągnęła jak dotąd najwyższy poziom ze wszystkich głównych światowych gospodarek. Do utrzymania i obsługi tych zobowiązań rząd będzie musiał jeszcze bardziej zwiększyć deflację, nakładając dodatkową presję na spadek płac i wypychając młodych, wyedukowanych i produktywnych Hiszpanów za granicę:

Ostatnie wyniki gospodarcze wymuszają od premiera Mariano Rajoya obniżkę podatków i reformę rynku pracy. Tegoroczny wzrost gospodarczy wyniesie według szacunków około 3 proc., a aktualny bilans obrotów bieżących wskazuje na niewielką nadwyżkę. Nawet słynne wysokie bezrobocie znajdujące się nadal na poziomie ok. 20 proc., porusza się we właściwym kierunku. Niestety, wyniki te zostały osiągnięte jednak przy ogromnych gospodarczych i społecznych kosztach i nie przyczynią się do wytworzenia warunków, które skłonią młodych Hiszpanów do pozostania w „domu”.

W celu zamortyzowania szoku powstałego na skutek kryzysu sektora bankowego i nieruchomości rząd „napompował” dług publiczny do poziomu 98 proc. PKB (z poziomu 69 proc. PKB w 2011 roku). Jednocześnie, nie doszło do przeprowadzenia jakichkolwiek reform rynku zatrudnienia i obniżki podatków, a przepisy rynku pracy pozostają restrykcyjne. Rzeczywiście,   w rankingu barier dla przedsiębiorczości wśród krajów OECD Hiszpania uplasowała się niedawno na ostatnim miejscu:

W lipcowym raporcie MFW streścił międzynarodową pozycję Hiszpanii w zaskakująco bezceremonialnym stylu:

Pomimo znacznej poprawy na rachunku obrotów bieżących od czasu przedkryzysowego szczytowego deficytu z 2007 roku, doprowadzenie do spadku NIIP i wyraźnego obniżenia bezrobocia wymagałoby znacznie słabszego realnego efektywnego kursu walutowego.

Innymi słowy, ceny hiszpańskiej produkcji przemysłowej w porównaniu z obowiązującymi u jej głównych europejskich partnerów muszą spaść. Logicznym i zarazem niemożliwym rozwiązaniem jest dewaluacja. To rzeczywiście jest mechanizm, który wykorzystywała Hiszpania w okresie, w którym posiadała jeszcze własną walutę. Dzisiaj brak tej możliwości dodatkowo potęguje „drenaż mózgów”.

>>> Czytaj też: Odrodzenie potęgi nad Bosforem. Oto prognoza geopolityczna dla Turcji