W pierwszych ośmiu miesiącach tego roku policja wypełniła ponad 50 tys. kart w związku ze stwierdzeniem przemocy w rodzinie. Minimalnie mniej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego (w całym 2014 r. było to 77 tys. przypadków).

Przede wszystkim odnotowywana jest przemoc fizyczna, a głównym powodem agresji jest pijaństwo. 64,5 proc. osób, wobec których istnieje podejrzenie, że stosują przemoc w rodzinie, było pod wpływem alkoholu. Policjanci wypełniający niebieską kartę zwracają jednak uwagę na rosnący udział gnębienia psychicznego i o podłożu ekonomicznym.

Skala tej ostatniej, zdaniem nadkomisarz Wandy Mende z Komendy Głównej Policji, jest niedoszacowana. Powodem jest m.in. brak definicji pojęcia przemocy ekonomicznej. Mende podaje przykład sytuacji, w której mąż restrykcyjnie i na zasadzie szantażu wydziela pieniądze na utrzymanie domu. Przez jednego policjanta zostanie to zakwalifikowane jako przemoc ekonomiczna. Inny uzna za sytuację, do której nie należy się mieszać. W okresie do sierpnia 2015 r. policja odnotowała ok. 1104 przypadki przemocy o podłożu ekonomicznym. W analogicznym okresie ubiegłego roku było ich 907.

>>> Czytaj też: Egocentryzm: choroba, która nas kiedyś zabije

Niedoszacowana może być również liczba krzywdzonych dzieci. Również w tym wypadku problemem jest definicja. Jeżeli wobec dzieci w sposób bezpośredni nie jest stosowana przemoc, a jedynie są one świadkami przemocy dorosłych, nie zostają uwzględnione w statystykach. W tym przypadku jest szansa na zmiany. Definicje mogą zostać doprecyzowane, gdy prawo zostanie dostosowane do ratyfikowanej przez Polskę Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Według przepisów konwencji dzieci, które są świadkami przemocy domowej, należy uznać za jej ofiary.

Z danych policji wynika, że ofiarami przemocy nadal są głównie kobiety. Równocześnie rośnie liczba pań, które są sprawcami. W okresie ośmiu miesięcy 2012 r. (pierwszy rok, w którym zaczęto tworzyć statystykę) kobiety stanowiły 6,52 proc. (2231, w całym 2012 r. – 3.5 tys.) w ogólnej liczbie osób, wobec których istnieje podejrzenie, że stosują przemoc w rodzinie. W analogicznym okresie br. stanowią 6,82 proc. (3484).

Jednym z plusów karty jest fakt, że z automatu uruchamiane jest działanie interdyscyplinarnego zespołu pomocy rodzinie (złożonego z kilku specjalistów, w zależności od przypadku. W jego skład mogą wchodzić lekarz, nauczyciel, policjant i pracownik socjalny).

Jeżeli powodem agresji był alkohol, zespół może sam zadecydować o skierowaniu sprawcy na leczenie. – Składamy wniosek do komisji alkoholowej działającej w gminie, która bada, czy dana osoba zgłosi się dobrowolnie na leczenie, czy też kieruje sprawę do sądu, a ten może wydać nakaz przymusowego leczenia – tłumaczy Justyna Gawior, przewodnicząca komisji interdyscyplinarnej w urzędzie w Solcu-Zdroju. Plusem jest to, że takiego wniosku nie musi składać ofiara. – Decyzje i bieg sprawie nadaje zespól interdyscyplinarny. To bardzo ważne, bo zdejmuje odpowiedzialność z ofiary, która często jest sterroryzowana przez sprawcę i ma obawy przed złożeniem wniosku o leczenie odwykowe – mówi Gawior.

Kolejnym plusem jest to, że pod opiekę specjalistów dostają się rodziny, o których pracownicy socjalni nie mieliby szansy się dowiedzieć. – Wiele rodzin posiadających niebieską kartę nie korzystało wcześniej z naszej pomocy. Więc gdyby nie ten dokument, nie dowiedzielibyśmy się o ich problemach – dodaje.

Jako wadę wymienia zbyt małe uprawnienia zespołów interdyscyplinarnych. Na przykład jeżeli sprawca przemocy wzywany na spotkanie nie chce przyjść, zespół nie ma narzędzi, które mogłyby go to tego zmusić. Podaje też inną sytuację: ostatnio dziecko przyznało w szkole, że zostało zranione w policzek przez ojca nożem. Ale prokuratura sprawę umorzyła, bo pracownicy szkoły przyznali – zgodnie z prawdą – że nie byli naocznym świadkami zdarzenia.

Kontrolerzy NIK, którzy dwa lata temu analizowali działanie niebieskiej karty, wskazywali na jeszcze jeden aspekt. Ich zdaniem zwiększa się liczba dokumentów zakładanych instrumentalnie. Na prośbę kobiet, które potrzebują ich do rozwodu. W takiej sytuacji łatwiej o prawo do mieszkania czy wyłączności do opieki nad dzieckiem.

Kłopotem jest także to, że nadal głównie policja i pomoc społeczna sporządzają niebieskie karty. Mogą się tym zajmować również nauczyciele, pedagodzy i lekarze. Takich przypadków jest jednak niewiele. Jak podaje Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, w zeszłym roku na 77 tys. policyjnych kart pracownicy oświaty wypełnili 6,3 tys., lekarze zaledwie 627.

>>> Czytaj też: Najlepsze kraje dla businesswoman. Polska w czołówce rankingu