Wnioski o upadłość złożyły kilka dni temu Przedsiębiorstwo Robót Górniczych z Mysłowic oraz PRKiS Mysłowice. Potwierdza to Włodzimierz Grudzień, udziałowiec obu spółek.

– W ostatnim czasie o ogłoszenie upadłości wystąpiło znacznie więcej przedsiębiorstw, które kooperują z kopalniami. Takie przypadki nie są jednak nagłaśniane i niestety niewiele się o nich mówi – twierdzi Monika Piątkowska, prezes Krajowej Organizacji Innowatorów Przemysłu. To założone niedawno stowarzyszenie, które zrzesza firmy pracujące na rzecz polskiego górnictwa i które chce bronić ich interesów. Zamierza np. protestować przeciwko powołaniu Nowej Kompanii Węglowej, jeśli długi miałyby zostać w starej KW bez gwarancji ich uregulowania.

>>> Czytaj też: Wszyscy uciekają z tonącego okrętu. PGNiG nie chce ratować górnictwa

Piątkowska ocenia, że wkrótce upadłości będzie więcej: kolejni kooperanci koncernów węglowych już przygotowują odpowiednie pisma. Zasadniczy powód – odbiorcy nie regulują swoich zobowiązań na czas. – Nie można wprawdzie powiedzieć, że Kompania Węglowa czy Jastrzębska Spółka Węglowa w ogóle nie płacą, jednak opóźnienia są tak duże, że szczególnie dla mniejszych firm jest to zabójcze – podkreśla szefowa KOIP.

Tadeusz Widuch, ekspert z Instytutu Spraw Energetycznych, zwraca uwagę, że interesy potencjalnych członków stowarzyszenia nie są spójne. – Duże grupy producentów stać na dłuższe kredytowanie kopalń, co więcej, godzą się na to w zamian za podtrzymanie znaczących zamówień. Natomiast małe spółki nie mogą sobie pozwolić na wydłużanie terminów płatności. One mają nóż na gardle – ocenia Widuch. Jego zdaniem kluczowe byłoby zweryfikowanie zakupów, jakich dokonują koncerny węglowe. – Dziś nie jest już tajemnicą, że kopalnie bedą ograniczać wydobycie, co musi oznaczać zmniejszenie zamówień – wyjaśnia ekspert. 

>>> Czytaj też: Prywatyzacja albo śmierć. Petru: "To jedyna szansa dla górników"