Ukraiński prezydent Petro Poroszenko przez długi czas nie mógł zrozumieć, że zachodnie wsparcie dla jego rządu jest warunkowe. Teraz przywódcy Francji i Niemiec powiedzieli mu to w jasny sposób: porozumienie o zawieszeniu broni we wschodniej Ukrainie główny ciężar kładzie nie po stronie Rosji i prezydenta Władimira Putina, ale po stronie Ukrainy.

Podczas piątkowych negocjacji Ukrainy z udziałem francuskiego prezydenta Francis Hollande i niemieckiej kanclerz Angeli Merkel Petro Poroszenko wydawał się być wręcz wojujący. Jego ostre przemówienie na forum ONZ było w całości poświęcone agresywnym działaniom Rosji na Ukrainie. Ukraiński minister spraw wewnętrznych Arsen Awakow wyrażał publicznie zadowolenie, że Ukraińska Gwardia Narodowa „wreszcie” otrzymała amerykańskie karabiny i granaty przeciwpancerne.

Francuski dyplomata Pierre Morel, który był w bliskim kontakcie z Moskwą i rebeliantami ze wschodniej Ukrainy, przygotował plan, który przywódcy Rosji, Ukrainy, Francji i Niemiec mieliby przyjąć podczas paryskiego spotkania. Według tego plany, Ukraina miałaby uchwalić prawo, które zezwalałoby na przyjęcie specjalnych zasad wyborczych na terenach okupowanych przez prorosyjskich separatystów. Byłby o sprytny sposób, aby rozbroić bombę z opóźnionym zapłonem, którą stworzono w lutym przy okazji podpisania porozumień mińskich. Wówczas uzgodniono, że Rosja i jej sojusznicy (rebelianci) przeprowadzą wybory według ukraińskiego prawa do końca roku, ale wiadomo było, że nie są oni do tego przygotowani. Obowiązujące na Ukrainie prawo wyborcze bowiem nie różnicuje terenów zajętych przez rebeliantów od innych terenów na Ukrainie. Rebelianci zagrozili w tej sytuacji, że przeprowadzą w połowie października swoje własne wybory, a to mogłoby doprowadzić do ponownego wybuchu walk.

Poroszenko zdyskredytował sugestię francuskiego dyplomaty jako „prywatną opinię pana Morela”. Ukraiński prezydent chciał bowiem domagać się od Rosji przestrzegania porozumienia z Mińska, anulowania „fałszywych wyborów” i przywrócenia kontroli Kijowa nad wschodnią granicą do końca roku.

Jak widać, Petro Poroszenko nie doceniał determinacji Francji i Niemiec, aby nie dopuścić do realizacji ukraińskich postulatów. Po pięciu godzinach rozmów w Pałacu Elizejskim plan Pierre’a Morela został nie tylko nałożony na Ukrainę, ale dodatkowo nałożony w formie, która jest jeszcze bardziej korzystna dla Putina. Po pierwsze, Ukraina jest zobowiązana do wprowadzenia specjalnego prawa wyborczego w konsultacji z Moskwą i separatystami. Następnie Kijów musi objąć amnestią liderów separatystów, aby ci mogli startować w wyborach lokalnych. Nowe wybory powinny się odbyć w ciągu 80 dni od momentu przegłosowania nowego prawa przez ukraiński parlament. Następnie, jeśli międzynarodowi obserwatorzy uznają wybory za akceptowalne, Ukraina jest zobowiązana do przywrócenia kontroli na granicy z Rosją. Francois Hollande powiedział reporterom, że najprawdopodobniej nie stanie się to w tym roku, ze względu na potrzebę przygotowania odpowiedniego prawa i wyborów.

Paryskie rozmowy do policzek dla Poroszenki. To prawie niemożliwe, aby ukraiński prezydent przepchnął przez parlament ustawę, którą zaakceptuje wcześniej Moskwa. Poroszenko miał już problem, aby skłonić parlament do zaakceptowania poprawki konstytucyjnej, która ustanawiałaby specjalny status dla ogarniętych rebeliami regionów. Podczas głosowania nad tą ustawą przed ukraińskim parlamentem wybuchły zamieszki i policja musiała interweniować. Próba przegłosowania prawa korzystnego dla Moskwy może oznaczać zerwanie rządzącej Ukrainą koalicji i przyspieszone wybory, w wyniku których do władzy może dość znacznie mniej przychylna Poroszenie władza.

„Paryż po raz kolejny potwierdził, że w obronie własnych interesów narodowych Ukraińcy mogą liczyć tylko na siebie” – napisał w gorzkim komentarzu Piotr Szuklinow na łamach liga.net. „Berlin i Paryż zdecydowały się pełnić funkcję arbitrów. Nikt jednak nie chce podjąć zdecydowanych działań, aby zakończyć wojnę w centrum Europy” – dodał.

Oprócz tego wszystkiego, Putin będzie miał dodatkową przyjemność, obserwując kluczącego Poroszenkę, który będzie się starał przepchnąć plan Morela, a ostatecznie Moskwa będzie mogła stwierdzić, że nie starał się wystarczająco mocno. Jakakolwiek porażka Poroszenki pod tym względem da Putinowi możliwość zamrożenia konfliktu na wschodzie Ukrainy destabilizacji kraju, gdy zajdzie taka potrzeba. Co więcej, jeśli to piłka zostanie po stronie Ukrainy i Ukraina nie będzie chciała przyjąć planu z Paryża, Zachód może mieć usprawiedliwienie dla zniesienia sankcji wobec Rosji, która będzie się jawić jako gracz, który chciał rozwiązać konflikt, ale z winy Ukrainy się nie udało.
W tym samym czasie Poroszenko będzie musiał się zmierzyć z europejskimi przywódcami, którzy mogą stać się wobec niego bardziej podejrzliwi.

Angela Merkel i Francois Hollande uważają, że Poroszenko powinien być zainteresowany reintegracją wschodniej Ukrainy, zatem powinien współpracować ze zwycięzcami wyborów lokalnych. To europejski sposób rozwiązywania problemów, który niestety w niewielkim stopniu pomoże zażegnać konflikt.

Poroszenko mógłby uzyskać znaczące wsparcie Zachodu, gdyby pokazał swoje zaangażowanie we wprowadzanie bolesnych reform, które zbliżałyby Ukrainę do Zachodu. Jak dotąd, działania takie nie zostały podjęte. Tymczasem Ukraina tonie w korupcji i jest przedmiotem walk pomiędzy różnymi oligarchicznymi klanami. W obliczu braku ustaw deregulacyjnych i podatkowych, wzrost gospodarczy pozostanie bardzo słaby.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) o obniżył Ukrainie prognozy wzrostu PKB na ten rok. Zgodnie z nowymi przewidywaniami, ukraińska gospodarka skurczy się w tym roku aż o 11 proc. (wcześniejsza prognoza wynosiła 9 proc.). Ukraiński rząd przegrywa zatem kolejną wojnę – przeciw złemu zarządzaniu i nadmiernej regulacji.

To właśnie to, czego chciał Putin. Problem w tym, że Putin może poczekać, a Porosznko nie, bo czas działa na jego niekorzyść.

>>> Czytaj też: Syria to dla Putina druga Ukraina. Rosja zostanie tam na dłużej