Premier Norwegii Erna Kolberg robi co może, by uciec przed recesją. Spadek cen ropy na globalnych rynkach mocno ugodził w uzależnioną od tego surowca, wartą 500 mld dol. gospodarkę Norwegii. Wpływy z podatku od wydobycia ropy spadły tu w zeszłym roku aż o 42 proc. Wiele wskazuje na to, że już w 2016 roku wydatki budżetowe tego skandynawskiego państwa przewyższą dochody – wynika z prognoz DNB. „I to przy założeniu, że ceny ropy będą powoli rosnąć w przyszłości” – podkreśla Kyrre Aamdal, starszy ekonomista DNB z Oslo. „Sięganie po środki z funduszu to dla Norwegii moment zwrotny, jego nadejścia spodziewano się dopiero za około kilka lat” – dodaje analityk.

W maju tego roku norweski rząd poinformował, że deficyt budżetowy z wyłączeniem sektora naftowego sięgnie w tym roku rekordowych 180,9 mld koron (ok. 21,6 mld dol.). Wydobycie ropy w Norwegii wyraźnie spada, jednocześnie topnieją ceny surowca. W ślad za nimi lecą w dół dochody państwa ze sprzedaży ropy – jak wynika z szacunków rządu, w tym roku wyniosą one 251,6 mld koron. To o prawie 30 proc. mniej niż zakładały prognozy. Co ważne, wyliczenia te przeprowadzano przy założeniu, że cena ropy będzie wynosić 69 dol. za baryłkę. Tymczasem jej średni tegoroczny kurs to 56 dol.

>>> Czytaj też: Dlaczego dla Norwegów ropa po 50 dol. jest gorsza niż globalny kryzys finansowy?

Z danych norweskiego biura statystycznego wynika, że wpływy z podatku od wydobycia ropy w pierwszych trzech kwartałach tego roku wyniosły 138 mld koron. W tym samym okresie ubiegłego roku kwota ta sięgała 238,3 mld koron.

Wraz z taniejącą ropą osłabia się też norweska korona. W ciągu ostatnich 12 miesięcy waluta ta straciła już 13 proc. Gorzej radzi sobie tylko brazylijski real.

Przedstawiciele rządu zapewniają, że na potrzeby budżetowe będą wykorzystywane tylko środki pochodzące z zysków funduszu, co oznacza, że cały fundusz nie będzie naruszony. „Wykorzystując tylko odsetki i dywidendy do pokrycia deficytu, nikt nie będzie musiał rozbijać całej skarbonki” – mówi Knut Anton Mork, starszy ekonomista z Svenska Handelsbanken z Oslo.

Sam norweski fundusz majątkowy notuje jednak coraz słabsze zwroty z inwestycji. Zarządzający nim ostrzegają, że rekordowo niskie stopy procentowe mocno uszczuplają jego zyski. Zgodnie z prawem, około 60 proc. środków fundusz może lokować w akcje, 35 proc. w obligacje i 5 proc. na rynku nieruchomości. Do funduszu wpływa coraz mniej środków. W pierwszej połowie tego roku, fundusz został zasilony kwotą 17 mld koron. W ciągu ostatnich 10 lat średnia kwartalna wartość wpływów sięgała aż 60 mld koron. Szef banku centralnego Norwegii Oeystein Olsen już w lutym ostrzegał, że jeśli ceny ropy będą utrzymywać się na poziomie 60 dol. za baryłkę, transfery do funduszu majątkowego mogą się zatrzymać.