Menedżer z Holandii odpowiada za operację „trzy w jednym”. Powołana właśnie spółka PKP Cargo Connect do końca roku przejmie kompetencje działów handlowych zakładów PKP Cargo, a także zastąpi spedycyjną firmę Trade Trans i specjalizujący się w transporcie intermodalnym Cargosped. Dotychczas kompetencje tych trzech podmiotów z grupy PKP Cargo nie były do końca czytelne, a niekiedy wręcz się dublowały. Sytuacja prowadziła do absurdu: konkurencji wewnątrz grupy i utraty marży. Twan Steenweg dostał zadanie otwarcia grupy na rynek międzynarodowy i stworzenia „jednego okienka logistycznego” (tzw. one stop shop), w którym kontrahent dostanie przewóz, spedycję, obsługę celną, intermodal, przeładunek i składowanie.

Na korytarzach PKP Cargo nazywają go Leo Benhakkerem, a także Latającym Holendrem. Ma to swoje uzasadnienie w życiorysie zawodowym – po zrealizowaniu zadania przeskakiwał do kolejnej firmy. Biegle mówi po holendersku, angielsku i niemiecku, potrafi dogadać się też po hiszpańsku. Usposobienie pomaga mu w pracy, bo jak mówią współpracownicy, jest jowialny i dowcipny.

Twan Steenweg przez większość życia zawodowego obraca się w branży logistycznej. Początkowo nie miał nic wspólnego z koleją, bo chciał zostać marynarzem. W tym celu w latach 80. skończył Szkołę Nawigacji Morskiej w Delfzijl w Holandii. Przez pierwszych dziesięć lat kariery był związany z morzem, dużą część tego czasu spędził na statkach w roli m.in. bosmana i mata. Pracował też jako menedżer projektu przy budowie morskich platform wiertniczych. Morze porzucił dopiero po założeniu rodziny. – Chciałem się ustatkować. Życie na morzu jest dobre dla młodych – wspomina.

Zszedł na ląd, a konkretnie do dysponującej 120 ciężarówkami spółki Schoonen, gdzie został szefem sprzedaży na Holandię, i Sivo rozwijającej usługi transportowe w Rosji, Finlandii, Albanii i Czarnogórze (tu był generalnym menedżerem). Jednocześnie uzupełnił edukację o dyplom MBA na Uniwersytecie w Tilburgu w specjalizacji transport i logistyka.

W 2000 r. wpadł w oko łowców głów z brytyjskiej grupy Exel PLC zajmującej się logistyką międzynarodową. To właśnie tu po raz pierwszy zetknął się z regionem Europy Środkowo-Wschodniej. W latach 2004–2006 odpowiadał za joint-venture w Rumunii z firmą z 7 mln euro obrotu rocznie i zatrudniającą 110 osób. Tamta operacja się powiodła, w efekcie czego Holender wziął odpowiedzialność za rozwój na terenie dziewięciu kolejnych europejskich krajów, w tym Polski i Rosji. Z Exel PLC rozstał się po przejęciu tej firmy przez niemieckiego giganta DHL, który zarządził wymianę kadry kierowniczej.

W 2006 r. trafił do koncernu Ikea, w którym objął funkcję dyrektora ds. logistyki na Europę Wschodnią i kraje nordyckie. Tu zarządzał czterema biurami zatrudniającymi bezpośrednio 60 osób. Odpowiadał za logistykę koncernu, która w przypadku przypisanego mu w Ikei regionu kosztowała ok. 350 mln euro rocznie. To wtedy spędził półtora roku w Warszawie, skąd nadzorował także Czechy, Słowację, Węgry i Rosję. Przygoda ze szwedzkim koncernem trwała dwa lata. – Opuściłem to miejsce z podziwem dla ich fantastycznej organizacji pracy – wspomina.

W 2007 r. dołączył do wywodzącej się z Kuwejtu grupy Agility, która wyrosła przed laty na zleceniach transportowych od amerykańskiego wojska. Tu w jego gestii znalazła się organizacja łańcucha dostaw w transporcie drogowym w Europie Wschodniej, Austrii i Turcji. Rolą Twana był wybór strategii wejścia dla poszczególnych rynków. Już po roku był odpowiedzialny za biznes drogowy koncernu w całej Europie.

W 2011 r. dostał zaproszenie od Kuehne+Nagel, szwajcarsko-niemieckiego giganta z obrotem 21 mld franków szwajcarskich rocznie. Na dzień dobry otrzymał stanowisko wiceprezesa ds. globalnej sprzedaży i rozwoju produktu. W 2012 r. awansował, biorąc odpowiedzialność za sprzedaż w transporcie drogowym dla grupy. W zakresie jego obowiązków była budowa sieci sprzedażowej m.in. dla Chin, Indii i Brazylii. Potem przeskoczył do silnej za Atlantykiem amerykańskiej spółki C.H. Robinson, dostawcy usług transportowych i logistycznych.

Twan Steenweg ma CV długości książki telefonicznej, a PKP Cargo to kolejny – zapewne nie ostatni – etap w jego karierze. ©

>>> Polecamy: 4 mld zł rocznie za obecność światowych marek w Polsce