Już pół roku temu IAR informowała o tym, że jeżeli nie wejdzie ona w życie do końca tego roku, to Polska może stracić 400 milionów euro z Unii. Od tego czasu udało się rządowi przyjąć jedynie założenia do tej ustawy.

Wiceminister edukacji Ewa Dudek przekonuje, że prace nad ustawą są już na ostatniej prostej. Ministerstwo zakłada, że w listopadzie mogłyby zacząć się 30-dniowe konsultacje społeczne. Nie ma zatem szans, by ustawa zaczęła obowiązywać do końca tego roku. Ewa Dudek uważa jednak, że na wdrożenie tych przepisów mamy jednak rok więcej. Bo nie jest ważne wprowadzenie ustawy tylko funkcjonalność systemu. Ta ma zostać osiągnięta do końca przyszłego roku.

Ramy kwalifikacji to system obowiązujący praktycznie w całej Unii. Pozwala on ludziom w klarowny sposób sprawdzić jakie szkoły czy kursy należy ukończyć i jakie ewentualne egzaminy należy zdać, aby móc wykonywać określony zawód. Dopasowanie krajowych ram to ich odpowiedników w innych krajach Unii ułatwi poszukiwanie pracy w innym państwie.

Gospodarzem ustawy jest Ministerstwo Edukacji, na jego efekty czeka jednak wiele innych resortów, przede wszystkim Ministerstwa Pracy. Szef tego resortu Władysław Kosiniak-Kamysz nie będzie jednak popędzać kolegów z gmachu przy alei Szucha. Zapewnia jednak, że Ministerstwo Pracy służy w razie potrzeby swoim doświadczeniem.

Na te rozwiązania czekają pracodawcy. Lewiatan wystosował w tej sprawie list do minister edukacji. Firmy szkoleniowe apelowały do premier Kopacz o przyśpieszenie prac. Jolanta Kosakowska ze Związku Rzemiosła Polskiego też czeka tę ustawę. Taki dokładny opis umiejętności pracownika przyda się z pewnością pracodawcą, a to wszystko pozytywnie wpłynie na rynek pracy.

Przygotowanie ustawy o kwalifikacjach to dopiero początek drogi. Później trzeba go wypełnić opisem wszelkich kwalifikacji. W praktyce trzeba opisać każdy zawód, jak ma wyglądać ścieżka kariery, aby móc wykonywać daną profesję.

>>> Czytaj też: Dlaczego w Polsce rodzi się mało dzieci? Bo brakuje ojców