W „grubych” liczbach niewiele się zmienia: nieznacznie zwiększyła się grupa zamożniejszych, takich, których roczny dochód do opodatkowania przekroczył 85 528 zł. Takich podatników, rozliczających się w drugim przedziale skali podatkowej było około 2,7 proc. wszystkich płacących PIT. To więcej niż rok temu, wtedy stanowili oni 2,47 proc. O około 3 proc. wzrósł dochód opodatkowany według dwustawkowej skali podatkowej. Minimalnie wzrosła stawka efektywna podatku (czyli wielkość opodatkowania po uwzględnieniu wszystkich odliczeń, łącznie ze składką na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne) z 8,24 proc. do 8,41 proc.

Najciekawsze informacje dotyczą ulg. Dane MF po raz pierwszy pokazały jak na dłoni, jak bardzo nieefektywna była wcześniej ulga na dzieci. W pełni nie mogło z niej skorzystać aż 1,2 mln osób najuboższych podatników. Dokładnie tylu sięgnęło po dopłatę do ulgi (w tym roku mieli taką możliwość po raz pierwszy). W sumie otrzymali ponad 1,3 mld zł. Dzięki dopłatom wartość odpisów na dzieci wzrosła z 5,5 mld zł w rozliczeniu za 2013 rok do niemal 7 mld zł.

Michał Myck, dyrektor Fundacji CenEA mówi, że przed zmianą wprowadzającą dopłaty ulga prorodzinna była adresowana w zasadzie do rodzin najbogatszych. I nadal duża część trafia do tych, którzy mogliby się obejść bez wsparcia państwa.

- Kierunek zmian jest słuszny – wprowadzając dopłatę do ulgi stworzono coś w rodzaju ujemnego podatku dla rodzin o niskich dochodach. Teraz można by się zastanowić nad stopniowym wycofywaniem tego wsparcia dla najzamożniejszych ze względu na wysoki koszt całego systemu i ewentualnie przekierowanie środków do rodzin o niskich dochodach – mówi Michał Myck.

W sumie ulga liczona po nowemu objęła prawie 6,5 miliona dzieci – o około 640 tysięcy więcej, niż rok wcześniej.

Druga zauważalna zmiana to ponad trzykrotny wzrost wartości odliczeń od dochodu wpłat na indywidualne konta zabezpieczenia emerytalnego. Nominalnie kwoty nie są jeszcze duże – za ubiegły rok oszczędzający w IKZE odpisali 163,2 mln zł. Ale rok wcześniej było to tylko 46 mln zł. Możliwość odliczania wpłat na IKZE ma zachęcać Polaków do dobrowolnego oszczędzania na przyszłą emeryturę.

Paweł Majtkowski, główny analityk Aviva Centrum Finansowe uważa, że to właśnie ten podatkowy bodziec w postaci ulgi od dochodu nakręca zainteresowanie IKZE. Tu korzyść jest natychmiastowa, a jak w przypadku innych form oszczędzania w III filarze odłożona w czasie. Główne znaczenie ma ulga, bo największe zainteresowanie IKZE jest zwykle pod koniec roku: zainteresowani myślą na razie przede wszystkim jak zmniejszyć podatek, a nie o swojej przyszłej emeryturze.

- Ten system ma pewną wadę powoduje, że IKZE są zainteresowani przede wszystkim podatnicy płacący podatki według wyższej stawki, czyli ci bogatsi – bo ulga jest przecież odliczana od dochodu. W ten sposób promuje się oszczędzanie na starość w grupie, która i tak ma największą skłonność do oszczędzania. Może warto się zastanowić, jak zachęcać do oszczędzania również tych mniej zamożnych – mówi Majtkowski.

Analityk uważa jednak, że kierunek jest słuszny: w Polsce, przy generalnie niewielkiej skłonności do oszczędzania tylko bezpośrednia korzyść może do tego skłonić. Według niego wartość ulgi na IKZE będzie szybko rosła w kolejnych latach.