Napięcie w Jerozolimie i na pozostałych terenach izraelsko-palestyńskich rośnie od połowy września, kiedy to doszło do starć między Palestyńczykami a izraelską policją przed świętym dla muzułmanów meczetem. Od tego czasu mnożą się incydenty z udziałem nożowników, a ze Strefy Gazy już kilkakrotnie w kierunku Izraela leciały rakiety.

Izraelski dyplomata David Roet w trakcie dzisiejszego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ, poświęconego narastającemu konfliktowi, zapowiedział że jego kraj nie zgodzi się na jakąkolwiek obecność międzynarodowych sił w Jerozolimie. "Taka obecność byłaby złamaniem status quo." - podkreślił. O wprowadzenie sił międzynarodowych apelował Riyad Mansour, przedstawiciel Palestyńczyków w ONZ.

Poziom przemocy i niemal codzienne ataki nożowników sprawiły, że zaczęto mówić o możliwości wybuchu trzeciej intifady, czyli palestyńskiego powstania. Tak obecne wydarzenia nazwał już przywódca libańskiego Hezbollahu Hasan Nasr Allah.

>>> Czytaj też: W kasie firmy zabrakło 100 mln euro. Kolejny skandal z udziałem byłego szefa MFW