RCEP to największy na świecie układ o wolnym handlu pod względem rozmiarów rynku. Rozmowy prowadzą kraje ASEAN wraz z Australią, Chinami, Indiami, Japonią, Koreą Południową i Nową Zelandią. Zgodnie z szacunkami Pacific Economic Cooperation Council porozumienie przyniesie sygnatariuszom korzyści w wysokości prawie 618 mld dol. wpływów z eksportu, z czego 250 mld dol. trafi do kasy w Pekinie. Sprawa finalizacji rozmów staje się paląca nie tylko ze względów finansowych, ale nade wszystko politycznych. RCEP pretenduje bowiem do miana wschodniego odpowiednika niedawno podpisanej umowy o Partnerstwie Transpacyficznym (TPP).

Efekt braku efektów

Inicjatywę RCEP można uznać za konsekwencję fiaska Rundy Doha. Stanowi ona także azjatycką odpowiedź na dążenia UE i USA zmierzające do skonstruowania nowej architektury przepływów międzynarodowych w świecie (sygnowanie TPP, negocjacje TTIP). Oficjalnie misją RCEP jest zacieśnianie współpracy (głównie ekonomicznej) między jego sygnatariuszami. Trudno jednak zaprzeczyć, że układ stanowi kolejną próbę Pekinu (po bankach AIIB czy New Development Bank) mającą na celu stworzenie przeciwwagi dla wpływów Zachodu. Chociaż oficjalnie władze Chin zapewniają, iż TPP nie szkodzi ich interesom a nawet przyjmują porozumienie z zadowoleniem, to liczby mówią coś odmiennego. Zgodnie z szacunkami Peterson Institute utracone dochody Chin z tytułu utworzenia TPP mogą sięgnąć 47 mld dol. i przyczynią się do obniżenia wzrostu produkcji o około 0,3 proc., co w obliczu spowalniającej gospodarki może być dotkliwe.

Na pierwszy rzut oka TPP i RCEP są bardzo podobne pod względem obszarów, które regulują (dostęp do rynku, wspieranie wymiany handlowej, działalność usługowa, inwestycje, zasady konkurencji i współpracy, własność intelektualna, czy rozwiązywanie sporów między członkami). TPP dodatkowo normuje sfery związane z ochroną środowiska, zamówieniami publicznymi i rynkiem pracy. Jednak jeżeli bliżej przyjrzeć się zapisom w ramach poszczególnych obszarów widać różnice między porozumieniami w poziomach szczegółowości i punktach ciężkości. Przykładowo, obie umowy regulują sferę własności intelektualnej, lecz jedynie TPP wspomina o rozszerzaniu WTO TRIPS (Trade-Related Aspects of Intellectual Property Rights – Porozumienie ws. Handlowych Aspektów Praw Własności Intelektualnej). Oba układy zapewniają o wspieraniu handlu, jednak tylko TPP podkreśla kwestie środków sanitarnych i fitosanitarnych czy barier technicznych w handlu.

W przeciwieństwie do RCEP, TPP nie pominęło zagadnień kontrowersyjnych i wymagających skomplikowanych negocjacji. Rozmowom w ramach RCEP dotąd nie towarzyszyła debata publiczna. Generalnie RCEP koncentruje się na aspektach dostępu do rynku oraz powiązaniach produkcyjnych, pozostawiając pozostałe kwestie rozwiązaniom zgodnym z ogólnie przyjętymi standardami międzynarodowymi.

Maszynki do robienia eksportu

Porównując te dwa układy nie można jednak zapominać, iż RCEP tworzą narody o znacznie bardziej zróżnicowanym stopniu zaawansowania gospodarczego niż w przypadku TPP. Z jednej strony mamy kraje najwyżej rozwinięte (np. Japonia, Australia), natomiast z drugiej: państwa z gospodarką tradycyjną (np. Kambodża, Birma). Dywergencja ta utrudnia wprowadzenie jednolitego unormowania bardziej zawiłych kwestii współpracy.

RCEP mają tworzyć kraje generujące obecnie 29 proc. światowej produkcji, z czego lwia część pochodzi z rynku chińskiego. Z kolei konkurencyjne porozumienie transpacyficzne skupia państwa posiadające wyraźnie wyższy, bo 36-proc. udział w globalnym PKB. Również w zakresie PKB przypadającego na mieszkańca TPP pozostawiają daleko w tyle RCEP. W minionym roku średni PKB per capita w państwach zrzeszonych w TPP stanowił ponad 5-krotność tej wielkości osiąganej w krajach RCEP. Chociaż państwa należące do TPP generują imponującą część światowej produkcji, to pod względem udziałów w globalnych obrotach handlowych ich wyniki są gorsze od RCEP.

Optymizm względem układu azjatyckiego jednak maleje, gdy przeliczymy obroty handlowe przypadające na mieszkańca krajów objętych porozumieniami. Wówczas jawi się znaczna dysproporcja na korzyść TPP. Nie bez znaczenia dla wysokiej dynamiki wzrostu gospodarczego osiąganego przez RCEP pozostają wielkości populacji i zasobów siły roboczej. W tej sferze RCEP dosłownie nokautuje TPP. Azjatyckie ugrupowanie stanowi ponad czterokrotność populacji zamieszkującej państwa TPP oraz prawie połowę ludności globu. Natomiast zasoby siły roboczej RCEP to prawie 47 proc. wszystkich pracujących na świecie i ponad cztery razy więcej niż w krajach TPP. Takie wyniki są realizowane głównie dzięki Chinom i Indiom.

Słoń w potrzasku

Tak jak Chiny podczas ostatniego szczytu APEC dość wyraźnie określiły swoje stanowisko wobec przystąpienia do TPP (gratulujemy, nie przyłączymy się), tak Indie pozostawały długo niezdecydowane, którą ścieżką podążać. Przystąpienie Indii do TPP pozwoliłoby w większym stopniu zrównoważyć układ sił w Azji, jednak USA, jako główny konstruktor porozumienia, nie zaprosiły Indii do stołu negocjacyjnego. Także same Indie nie wyszły z inicjatywą podjęcia dialogu z TPP, chociaż nie powiedziały kategorycznego „nie” dla opcji przystąpienia do bloku w przyszłości.

W Indiach trwa debata, podczas której ścierają się zwolennicy wolnego handlu z opcjami obstającymi przy utrzymaniu praktyk protekcjonistycznych. Z jednej strony, przystąpienie Indii do TPP wiązałoby się ze znaczną liberalizacją handlu i dostosowaniem się do wielu wymogów bloku, które są bardziej skomplikowane niż w przypadku RCEP. Z drugiej strony: ściślejsza współpraca Indii z krajami objętymi RCEP idealnie wpisuje się w prowadzoną przez kraj politykę zagraniczną w ramach „Act East”. Ostatecznie nie chcąc ulec marginalizacji w systemie światowym, Indie zdecydowały się na negocjacje z blokiem RCEP. Tym samym częściowo zamknęły sobie drogę do TPP (przynajmniej w najbliższej przyszłości).

Zgodnie z szacunkami, po zniesieniu 98 proc. ceł między członkami TPP dojdzie do wystąpienia wyraźnego efektu przesunięcia handlu i – co za tym idzie – część towarów wytwarzanych w Indiach zostanie zastąpiona produktami członków TPP. Analizy wskazują na straty rzędu 2,7 mld dol. na indyjskim eksporcie w wyniku wejścia w życie TPP. Na podpisaniu RCEP Indie zyskają ponad 91 mld dol. Mogą jednak pojawić się negatywne efekty TPP, których nie można precyzyjnie skwantyfikować.

Indie są uznawane za szczególnie konkurencyjne w zakresie handlu usługami. W tej sferze kraje TPP cechują się bardzo wyśrubowanymi normami (np. w zakresie własności intelektualnej), których mogą nie wypełniać usługi pochodzące z rynku indyjskiego. Oczywiście twórcy TPP zapewniają, iż będą wspomagali kraje rozwijające się w spełnianiu tych wymogów, jednak takie obietnice są raczej mało przekonujące. Najbardziej problematyczne pozostają kwestie związane z działalnością inwestycyjną. Po wejściu w życie TPP, Indie mogą przestać być traktowane jako baza eksportowa dla wielu producentów, którzy przeniosą się do krajów członkowskich TPP, skąd uzyskają lepszy dostęp do chłonnych rynków.

Wejście w życie TPP wprowadza nową jakość i stanowi kolejne stadium w rozwoju układów o wolnym handlu, regulując więcej kwestii (przynajmniej teoretycznie) niż dotychczasowe porozumienia. Chociaż RCEP świadomie pomija w swoich negocjacjach drażliwe obszary, to jest traktowane jako przeciwwaga dla TPP. Kraje pozostające poza TPP narażone byłyby na częściowe wykluczenie w zakresie przepływów międzynarodowych, a równowaga rozkładu sił na świecie wyraźnie zostałaby zachwiana.

Ponadto marginalizację pogłębiałby fakt, iż członkowie RCEP cechują się mało sformalizowanymi relacjami handlowymi z Zachodem. Przykładowo, Indie próbują wynegocjować strefę wolnego handlu z Unią Europejską, jednak bez większych sukcesów. Usiłują też zakończyć rozmowy dotyczące partnerstwa gospodarczego z Kanadą. Z ostatniego wrześniowego spotkania Prezydenta Obamy z premierem Indii także nie wynikło nic wiążącego dla współpracy obu gospodarek. Z kolei Chińczycy dotąd podpisali umowy o wolnym handlu tylko z Islandią, Szwajcarią, Chile i Peru. Dlatego Pekin, będąc szczególnie zainteresowany ograniczaniem wpływów Zachodu, będzie dążył do jak najszybszego powołania RCEP.