Indeks Cen Transakcyjnych Home Broker i Open Finance wzrósł w ostatnim miesiącu o 0,02 proc. do poziomu 822,18 pkt, co oznacza wzrost o 0,55 przez ostatni rok. Od czerwca 2013 r. indeks porusza się w przedziale 800-820 pkt, sytuacja na rynku mieszkaniowym jest w skali kraju stabilna. W ostatnich czterech miesiącach wskaźnik nie zmienił się bardziej niż o ułamki procent, co można wiązać z okresem wakacyjnym. Do małego ożywienia może dojść pod koniec roku.

Indeks wyliczany jest na podstawie transakcji na rynku mieszkaniowym dokonanych przez klientów Home Brokera i Open Finance, pokazuje on realną zmianę cen na rynku mieszkaniowym w największych miastach.

Choć sam indeks od wielu kwartałów charakteryzuje się stabilnością, to w poszczególnych miastach dochodzi do zmian cen, choć warto zauważyć, że w tych największych ośrodkach są one niewielkie. Przez ostatni rok ceny najbardziej wzrosły w Białymstoku (o 4,8 proc.) i Lublinie (o 4,4 proc.), a spadły w Bydgoszczy (o 6,2 proc.). Zanotowana w tym ostatnim mieście obniżka sprawia, że drugi miesiąc z rzędu mediana ceny jest tam niższa niż 4 tys. zł za mkw., co poprzednio zdarzyło się na przełomie wiosny i lata 2014 r.

Z szóstki największych miast Polski jedynie w Gdańsku zmiana przekroczyła 2 proc. (wzrost cen o 2,5 proc.). W Krakowie, Poznaniu i Wrocławiu w ciągu roku ceny nie zmieniły się więcej niż o 1 proc. W największych aglomeracjach jest najwięcej transakcji, więc statystyka cen jest najbardziej obiektywna. W niedużym mieście wystarczy duża inwestycja deweloperska by zachwiać średnią ceną w całym mieście (nawet jeśli używa się mediany tak jak w przypadku Indeksu Cen Transakcyjnych).

>>> Czytaj też: Dlaczego Niemcy wolą wynajmować mieszkania a Polacy kupować?

Zróżnicowane rynki dużych miast

Największym rynkiem mieszkaniowym jest Warszawa. Stolica jest biznesowym, akademickim i kulturalnym centrum kraju, także mieszkaniami handluje się tutaj najwięcej. Według danych firmy REAS na koniec trzeciego kwartału 2015 r. w ofercie deweloperów było ok. 20 tys. mieszkań. Do tego dochodzi bardzo duży rynek wtórny. Stołeczny rynek jest jednak bardzo zróżnicowany, można na rynku wtórnym znaleźć mieszkanie za 3,5 tys. zł za mkw., ale do kupienia są i apartamenty w cenie kilkudziesięciu tysięcy złotych za metr kwadratowy.

Zresztą, w innych miastach jest podobnie. Na przykład w Trójmieście bliskość morza winduje ceny do warszawskich poziomów (w Sopocie zakup na rynku pierwotnym w cenie poniżej 10 tys. zł za mkw. jest w ogóle bardzo trudny), ale oddalając się od najbardziej prestiżowych lokalizacji można znaleźć mieszkania dużo tańsze, a średnia cena dla Gdańska i Gdyni to około 5 tys. zł za mkw.

Ciekawy rynek pierwotny

Na rynku nieruchomości szczególną uwagę warto obecnie zwracać na deweloperów. We wrześniu 2015 r. otrzymali oni ponad 10 tys. pozwoleń na budowę. To o 45 proc. więcej niż w analogicznym miesiącu rok wcześniej, a jednocześnie najwięcej od lata 2008 r. Ale pozytywne dane z GUS-u płyną już od dłuższego czasu. W ciągu 12 miesięcy rozpoczęto budowę 81,8 tys. mieszkań (wzrost o 24 proc. rok do roku), a do tego dochodzi 88,2 tys. pozwoleń na budowę kolejnych lokali (wzrost o 20 proc. rok do roku). Działalność deweloperów nakręca rekordowa sprzedaż mieszkań na rynku pierwotnym. Wg danych REAS-a w trzecim kwartale deweloperzy sprzedali w sześciu największych miastach ponad 13 tys. mieszkań bijąc tym samym rekord. Wysoka sprzedaż wpływa na strukturę dostępnych mieszkań, coraz trudniej jest kupić mieszkanie w budynku oddanym do użytkowania.

Rynek mieszkaniowy (szczególnie w dużych miastach) wciąż stymulowany jest przez aktywność inwestorów, którzy często kupują mieszkania za gotówkę lub z niewielkim udziałem finansowania bankowego. Te lokale trafiają potem głównie na rynek najmu, który ma przed sobą bardzo dobre perspektywy. Mieszkania na wynajem kupują nie tylko inwestorzy indywidualni, których nie zadowala 2 proc. zysku rocznie oferowane na bankowych lokatach, ale i Bank Gospodarstwa Krajowego rozkręcający Fundusz Mieszkań na Wynajem (kupuje on mieszkania od deweloperów i wprowadza na rynek najmu), za którym mogą za jakiś czas pójść inni inwestorzy instytucjonalni (np. zagraniczne fundusze inwestycyjne).

Oczywiście dobra koniunktura nie będzie trwała w nieskończoność. Wzrost stóp procentowych czy spadek dostępności kredytów hipotecznych to czynniki, które mogą ostudzić zapał kupujących i jeśli dojdzie wówczas do nadwyżki podaży nad popytem, to deweloperzy mogą zostać zmuszeni do obniżek stawek za mieszkania. Powinni więc zachować ostrożność i dokładnie monitorować rynek.