Instytut badawczy Pro Publicum i Ośrodek Badań i Analiz Systemu Finansowego Alterum na zlecenie Związku Banków Polskich zapytały środowisko ekonomistów, profesorów wyższych uczelni, naukowców, kto w ich przekonaniu jest ekspertem od bankowości. Mieli wskazać tych, których opinie chcieliby poznać. Polecili 94 osoby, które uznali za autorytety, i które ostatecznie wzięły udział w ankiecie. Nie jest to więc zwykłe badanie opinii, ale opinii eksperckiej, i z tego względu ma swoją wagę i znaczenie. Ankieta była anonimowa.

– W odpowiedziach zaznaczają się obawy, iż politycy zdemolują polski sektor bankowy – mówi dyrektor Alterum, wykładowca UW i SGH Lech Kukliński po prezentacji badań.

– Władze polityczne mogą spowodować, że zjedziemy bardzo szybko z autostrady rozwoju.

Politycy powinni zostać uświadomieni, jakie byłyby tego koszty i ryzyka dla gospodarki – dodaje profesor SGH Stanisław Kasiewicz.

W czasie kampanii wyborczej zerwany został konsensus, który wobec polskiego sektora bankowego trwał przynajmniej od czasu, gdy wybuchł kryzys. Polskie banki nie zaraziły się nim, choć choroba dotknęła wielu ich właścicieli. To zdrowie i stabilność w czasie kryzysu okazało się wartością. Teraz politycy deklarują wprost, gdzie będą szukać pieniędzy na realizację własnych celów.

– Dzisiaj politycy myślą: w bankach są pieniądze, można po nie sięgnąć – mówi prezes mBanku Cezary Stypułkowski.

Jakie są słabości polskich banków

Ocena, jaką wystawili eksperci polskiemu sektorowi bankowemu, nie wypada imponująco. Oprócz analizy SWOT i ocen jakościowych, biorący udział w ankiecie wystawili bankom także notę syntetyczną, w skali od 1 do 7. Wypadła na 4,9. To zaledwie ocena przeciętna z lekkim plusem.

Najniższą notę – 3,5 uzyskały ceny usług bankowych. Jeśli dodamy do tego ocenę jakości świadczonych usług (4,7), czyli poniżej całościowej dla sektora, mamy pierwszy sygnał ostrzegawczy: banki sprzedają przeciętnej jakości usługi po zbyt wygórowanej i nieadekwatnej cenie.

Drugi poważny sygnał ostrzegawczy bierze się z niskich ocen etyki zawodowej bankowców (3,8), transparentności funkcjonowania instytucji (4,0) i ich reputacji (4,2). Za wszystko to – zaraz po cenach usług – specjaliści przyznali najniższe noty.

Najwyższe uzyskały natomiast zaawansowanie technologiczne sektora (6,3), bezpieczeństwo usług (5,7) oraz gęstość placówek (5,7).

– Sektor jest zasadniczo dobry, ale są obszary wymagające poprawy. Poza pozytywnymi cechami nie zaspokaja wielu istotnych potrzeb klientów. Najbardziej zmian wymaga edukacja finansowa klientów, etyka w biznesie oraz relacja władz gospodarczych i politycznych z sektorem – mówi Jerzy Głuszyński, prezes instytutu Pro Publicum.

Banki słabo kredytują gospodarkę

Wśród silnych stron polskiego sektora bankowego największe uznanie zyskały jego nowoczesność i zaawansowanie technologiczne. Aż 42 proc. ankietowanych wskazało na to właśnie jako na największy atut polskich banków. Poza tym dla niemal jednej trzeciej ankietowanych do silnych stron należy bezpieczeństwo sektora, a dla jednej piątej – stabilność. Wysoka jest także ocena nadzoru (16 proc. wskazań), dobrej kapitalizacji (15 proc.) i bogatej oferty produktowej (13 proc.).

Pierwszą ze słabości, która zwraca uwagę, jest to, iż bogatą ofertę produktową banki mają wyłącznie dla klientów detalicznych. Nadal nie radzą sobie z finansowaniem gospodarki. Wśród słabości 13 proc. ankietowanych wskazało, że nie mają atrakcyjnej oferty dla małych i średnich firm. Bankowcy sami to przyznają.

– Mamy jeden z najsilniejszych systemów bankowych, być może na świecie, jeśli chodzi o detal. Nie można tego powiedzieć o zaawansowaniu bankowości korporacyjnej. Banki nie mają dobrego pomysłu i strategii jak obsługiwać sektor MŚP. Bankowość korporacyjna jest słabo rozwinięta – mówi Paweł Borys, dyrektor pionu Analiz i Strategii PKO BP.

W latach 2000-2014 udział kredytu dla przedsiębiorstw zwiększył się zaledwie o jeden punkt procentowy w relacji PKB – z 16 do 17 proc. W tym samym czasie kredyty dla gospodarstw domowych wzrosły z 10 do 34 proc. PKB, a aktywa banków ogółem – z 57 do 89 proc. PKB.

Profesor SGH Małgorzata Iwanicz-Drozdowska podaje, że od 1996 do 2014 roku akcja kredytowa dla gospodarstw domowych wzrosła 28 razy, a dla przedsiębiorstw – zaledwie 4,5. Jeśli nawet dodać do kredytu dla przedsiębiorstw 100 mld zł udzielonych mikrofirmom i osobom prowadzącym działalność gospodarczą, obraz byłby tylko nieco lepszy.

– Od końca 2004 roku akcja kredytowa dla gospodarstw domowych wyprzedza akcję kredytową dla przedsiębiorstw – mówi Małgorzata Iwanicz-Drozdowska.

Z drugiej strony w latach od wybuchu kryzysu firmy swoje inwestycje wolały realizować ze środków własnych. Kredyt korporacyjny w ciągu ostatnich lat zależał także od popytu, a ten był skromny. Wynika to prawdopodobnie z utrzymującej się niepewności co do perspektyw gospodarki. Trwające spowolnienie wzrostu przypuszczalnie znowu negatywnie wpłynie na popyt na kredyt ze strony przedsiębiorstw. Banki już od kilku lat przewidują wzrost dynamiki kredytów korporacyjnych w skali dwucyfrowej, a faktycznie jest ona znacznie wolniejsza.

Kryzys wizerunkowy

Brak orientacji na trwałe, partnerskie relacje z klientem (27 proc. odpowiedzi w ankiecie) oraz nadmierne nastawienie na zysk, wynik krótkookresowy i sprzedaż (26 proc.), a więc shorttermism, to największe słabości polskiego sektora bankowego – twierdzą eksperci. Przypomnijmy również, że jedne z najniższych ocen uzyskały etyka zawodowa, transparentność i reputacja.

– W sumie 72 proc. ankietowanych zwraca uwagę, że jest problem w relacjach banku z klientem, choć rozmaicie to określa. To jest jednak świadectwem poważnego kryzysu wizerunkowego – uważa Lech Kurkliński.

– Trzeba zmienić nastawienie do klienta – podkreśla Małgorzata Iwanicz-Drozdowska.

W czasach, kiedy banki zmagają się z coraz ostrzejszą konkurencją wyrastającą poza sektorem bankowym i obejmującą różne sfery działalności bankowej, jak systemy płatności czy udzielanie kredytów, relacja z klientem przestaje być wyłącznie kłopotem wizerunkowym, a staje się problemem biznesowym.

– Banki przejdą przez najbliższe kilka lat wielką transformację. Priorytetem będzie dbanie o relacje z klientem, nie dlatego, że jest presja społeczna czy regulacje, ale dlatego, żeby klienta utrzymać – mówi Paweł Borys.

– Jesteśmy w momencie gwałtownej zmiany paradygmatu. Dynamika relacji miedzy bankiem a klientem dramatycznie się zmienia. Zaczynamy się koncentrować na relacji z klientem – dodaje Cezary Stypułkowski.

Zdaniem Henryka Pietraszkiewicza banki powinny się skupić na problemie inkluzji finansowej ok. 2,4 mln klientów nadmiernie zadłużonych na w sumie ponad 40 mld zł, jak podają biura informacji gospodarczej. Do tej pory banki potrafiły jedynie wystawiać takim klientom tytuły egzekucyjne. Prawdopodobnie nowe przepisy dotyczącej upadłości konsumenckiej wymuszą zajęcie się także tym problemem.

37 proc. ankietowanych wymieniło konieczność zmiany etyki w zachowaniach biznesowych. Na drugim miejscu wśród wszystkich niezbędnych zmian.
Edukacja, głupcze

Gorzej, niż spodziewali się tego bankowcy, eksperci ocenili kwalifikacje bankowych kadr.

– Niska ocena, jaką dostała kadra menedżerska, była dla mnie zaskoczeniem. To wymaga poważnej refleksji – przyznaje Małgorzata Iwanicz-Drozdowska.

Na pierwszym miejscu wśród obszarów, w których polski system bankowy wymaga zmian, znalazła się edukacja klientów. Odpowiedziała tak połowa ankietowanych. Wiedza ekonomiczna, znajomość produktów i różnych aspektów ich „używania”, świadomość ryzyk makroekonomicznych oraz ich oddziaływania na produkty, wszystko to – pomimo unijnych regulacji – tkwi jeszcze nawet nie w cieniu, ale w głębokich ciemnościach.

– Można się zastanawiać, czy pracownicy mają odpowiednie kompetencje i czy to nie sprzyja nieprzejrzystym relacjom z klientem. To zaniedbaliśmy trochę. To, co trzeba zrobić, to edukacja klienta, jakie ryzyka tkwią w poszczególnych produktach – mówi Małgorzata Iwanicz-Drozdowska.

Jeśli dodać do siebie przeciętne kwalifikacje kadr, kulejącą etykę zawodową i presję na sprzedaż oraz dramatycznie niski poziom wiedzy ekonomicznej klientów, mamy mieszankę w postaci kredytów we frankach na 150 proc. LTV, polisolokat, opcji walutowych i szerokich obszarów nadmiernego zadłużenia. Być może to ryzyko, o wciąż drzemiącym potencjale, trudno nazwać systemowym, ale może przesądzić o szansach rozwoju niejednego banku.

Jest małe prawdopodobieństwo, że klienci sami z siebie podejmą trudny wysiłek edukacyjny. Misja jest po stronie banków i staje się kluczowym zagadnieniem dla przyszłości. Prawdopodobnie banki nie powinny jej traktować jak koszt, lecz jako inwestycję. Niestety – stopa zwrotu z tej inwestycji byłaby raczej długoterminowa.

>>> Polecamy: Wielka wojna ze śmieciówkami. Państwo naprawia, co samo zepsuło

Kto ulega pokusie nadużycia

Fakt, że najgorzej oceniane są relacje banków z klientami oraz etyczne prowadzenie biznesu pokazuje jasno – polskie banki – przynajmniej w kilku aspektach działalności – uległy pokusie nadużycia. Przy oczywistej koniczność rozliczenia tego stanu rzeczy – w ramach procedur nadzorczych czy prawnych – skala i jakości, w jakiej w Polsce zagościł hazard moralny, są bez porównania mniejsze niż na przykład w USA czy w Wielkiej Brytanii. Tam zresztą w sektorze bankowym działa swego rodzaju „laboratorium” toksycznych dla klientów produktów, których know-how rozprowadzane jest następnie po świecie.

Bankowcy zaczynają to zresztą rozumieć.

– Kredyty hipoteczne we frankach. Czy popełniliśmy błąd? Tak – uważa Piotr Czarnecki, prezes Raiffeisen Polbanku.

Prawdopodobnie bankowcy zamierzają przedstawić kolejną propozycję rozwiązania problemu tych kredytów jeszcze w tym roku. W ocenie ekspertów kredyty we frankach nie stanowią obciążenia przesądzającego długoterminowo o odporności sektora bankowego i jego zdolności do kredytowania gospodarki. Gdy jednak zsumować zarówno wskazanie uznające za największe zagrożenie nierozwiązanie problemu tych kredytów, jak i nierozsądne koncepcje rozwiązania go, okazuje się, że należy on do najbardziej ważnych.

Lekcję nieodpowiedzialności i hazardu moralnego ze strony polityków mieliśmy ostatnio. Początkowo rozsądna propozycja ustawy i podziału kosztów operacji, biorącego pod uwagę ryzyko kredytów o najwyższej LTV, nieoczekiwanie zmieniły kierunek i mogły doprowadzić do skumulowania strat w sektorze bankowym rzędu 22 mld zł w krótkim okresie. Projekt ostatecznie nie został rozpatrzony przez Sejm i umrze naturalną śmiercią.

Ustawowa obniżka opłaty interchange przetransferowała zyski szacowane przez bankowców na 840 mln zł w skali roku nie do kieszeni konsumentów, choć taka była idea tego działania, ale do detalistów, głównie wielkich sieci handlowych. Jakie są tego skutki?

– Politycy przetransferowali zysk do detalistów i pozbawili państwo podatku, bo detaliści dzięki cenom transferowym podatku dochodowego nie płacą, gdyż nie wykazują zysku – mówił Piotr Czarnecki.

Zamiast wyposażenia nadzoru – przy niedawnym uchwalaniu zmian w Prawie bankowym – w silniejsze narzędzia oddziaływania na zarządy banków, co umocniłoby ich korporacyjną suwerenność wobec zagranicznych właścicieli, mitygowało zapędy do hazardu moralnego i sprzyjało „udomowieniu” banków, Skarb Państwa usiłował zmienić statuty zależnych od niego spółek sektora finansowego (PKO BP i PZU) w taki sposób, by mieć nieograniczony wpływ na skład ich zarządów i procedury korporacyjne.

To tylko najbardziej spektakularne przykłady pokusy nadużycia, której ulegają tym razem nie menedżerowie sektora finansowego, ale politycy. Partie, które mają spore szanse na zdobycie władzy po wyborach, zgłaszają pomysły kolejnych obciążeń sektora bankowego – podatku bankowego w niewiadomej formule albo podatku od transakcji finansowych, także w bliżej nieokreślonej wersji.

– Powinien być podatek od transakcji – mówił podczas kongresu FinReg Instytutu Allerhanda Cezary Mech, wiceminister finansów w latach 2005-2006.

– Twierdzenie, że budżet ma być „zrównoważony”, powoduje, że jesteśmy zakładnikami sytuacji – albo zwiększyć dług, albo podnieść podatki – dodał.

Można przypuszczać, że jeśli zapadną decyzje polityczne o wzroście podatków, to na pewno na pierwszy ogień pójdą banki. Powstaje pytanie, jaka skala obciążeń sektora jest dopuszczalna z punktu widzenia jego stabilności.

– Gdyby było wysokie ryzyko rynkowe, kredytowe i polityczne, to nie bylibyśmy w stanie strat sfinansować – mówi Stanisław Kasiewicz.

Ryzyko rynkowe stoi już za progiem, a ujawni się w pełni wraz z oczekiwaną podwyżką stóp procentowych w USA. Ryzyko kredytowe zmaterializuje się, gdy wzrosną stopy procentowe w Polsce. Niedoszacowane pozostaje ryzyko polityczne.