Wielka Brytania nie dopuści do otwarcia nowej trasy przerzutu imigrantów do Europy - zapowiedział rzecznik rządu w Londynie.

Wielka Brytania jest w sporze z rządem w Nikozji o to, kto odpowiada za 114 imigrantów przybyłych w środę dwiema łodziami na plażę w brytyjskiej bazie Akrotiri na Cyprze.

W pierwszej chwili ministerstwo obrony w Londynie oświadczyło, że uchodźcy spędzą w bazie tylko jedną noc. Potem odpowiedzialność za nich przejmie rząd cypryjski, z którym Londyn podpisał 12 lat temu odpowiednią umowę. Ale Cypr nie chce przyjąć odpowiedzialności za przybyszów, chyba że koszty ich pobytu poniesie Wielka Brytania. Imigranci to Syryjczycy, Libańczycy i Palestyńczycy, nie wszyscy kwalifikują się więc jako uchodźcy wojenni. Wszyscy chcą natomiast jechać dalej, do Niemiec, lub Wielkiej Brytanii.

Imigranci twierdzą, że do Akrotiri trafili przypadkiem. Ale wkrótce po ich wylądowaniu, u bram bazy pojawiła się grupa zamieszkałych na Cyprze Libańczyków, która chciała powitać przybyłych krewnych. Jak się okazuje, obie łodzie przybyły jednak nie z Libanu, położonego 150 kilometrów od południowego wybrzeża Cypru, ale z Turcji, o wiele dłuższą trasą wiodącą wokół całej wyspy. Być może po to, by dotrzeć do brytyjskiego terytorium w Akrotiri i zaoszczędzić sobie tułaczki po wielu krajach, jak na trasie przez Grecję i Bałkany.

>>> Czytaj też: Stolica domknie wielki kolejowy ring? Rusza przetarg na modernizację linii obwodowej w Warszawie