Po tym, jak w 2009 roku globalna gospodarka sięgnęła dna, banki zaczęły masowo pompować pieniądze w chiński rynek. Ich całkowite roszczenia wobec chińskiego rządu i spółek – w tym kredyty i papiery wartościowe, wzrosły o niemal 1 bln dol. od połowy 2009 do połowy 2014 roku – wynika z danych Banku Rozrachunków Międzynarodowych (BIS). Obawy o spowolnienie gospodarcze w Chinach i rosnące zadłużenie Państwa Środka spowodowały jednak, że trend ten zaczął się odwracać. Od czerwca 2014 roku do czerwca 2015 roku, całkowite zaangażowanie banków w Chinach zmniejszyło się o 34 mld dol. (dane skorygowane o zmiany kursowe). Na wykresie poniżej widać, jak ekspozycja globalnych instytucji finansowych na rynek Państwa Środka zmieniała się w poprzednich latach.

>>> Polecamy: Chiny jednak zwalniają. Propaganda przekłamuje dane gospodarcze

Wycofywanie kapitału z Chin stało się powszechnym zjawiskiem. Banki z niemal każdego rozwiniętego kraju redukowały swoje zaangażowanie na tym rynku. Jak wynika z danych BIS (nieskorygowane o zmiany kursowe), zaangażowanie brytyjskich banków zmniejszyło się o 24 mld dol. (11 proc.) w połowie 2015 roku w ujęciu rocznym. Banki z państw strefy euro ograniczyły ekspozycję o 16 proc., japońskie – o 6 proc. Jedynym przypadkiem znaczącego zwiększenia swojego zaangażowania w Chinach okazały się banki amerykańskie – wzrosło ono w tym czasie o 22 mld dol., czyli o 25 proc.

Czy to oznacza, że amerykańskie banki będą pełnić teraz rolę dawniej tradycyjnie przypisaną bankom niemieckim – spóźnią się na przyjęcie i będą musiały same zapłacić rachunek? Nawet jeśli tak się stanie, na razie nie wygląda na to, żeby bezpośrednie starty były szczególnie dotkliwe. Sięgająca 110 mld dol. całkowita ekspozycja banków z USA jest niewielka w porównaniu z wartością ich aktywów i stanowi zaledwie 1 proc. krajowego PKB. W takim ujęciu, to Wielka Brytania powinna się bardziej obawiać – z ekspozycją na Chiny sięgającą 186 mld dol., roszczenia brytyjskich banków wobec Państwa Środka dochodzą do prawie 7 proc. PKB. Wciąż jednak można się zastanawiać, co takiego widzą w Chinach amerykańskie banki, czego nie widzą banki z innych państw.

>>> Czytaj też: Wielka Brytania „najlepszym przyjacielem” Chin na Zachodzie. Pekin stawia na Londyn