Europejczycy, którzy chcą twardszej postawy wobec Rosji jeśli chodzi o sytuację na Ukrainie, muszą zmierzyć się z niepokojącym faktem, że Europa w gruncie rzeczy potrzebuje rosyjskiego gazu, aby nie marznąć w zimie. Około 1/3 europejskiego gazu pochodzi z Rosji, a przerwa w dostawach gazu z 2006 i 2009 roku może jedynie być bolesnym przypomnieniem o pozycji Rosji.

Ukraina stanowi tutaj centralny problem, bowiem wybudowany jeszcze w czasach sowieckich gazociąg, który biegnie przez Ukrainę, odpowiada za 1/3 rosyjskiego eksportu gazu do Europy. Ostatnie przerwy w dostawie gazu za pomocą tego gazociągu sprawiły, że kraje, które dostały rykoszetem, zaczęły bardzo intensywnie budować interkonektory czy inwestować w instalacje LNG, służące dywersyfikacji kierunków dostaw surowca. Co prawda istnieje wiele bardzo dobrych źródeł, z których Europa mogłaby importować gaz, ale są one znacznie droższe niż rosyjski gaz. Surowiec ten zatem pozostaje istotnym elementem rosyjskiej polityki zagranicznej.

Rosja i Ukraina w ramach umowy popieranej przez Unię Europejską, porozumiały się we wrześniu, aby wznowić przesył gazu jeszcze przed zimą. Dostawy gazu zostały wstrzymane latem ze względu na konflikt o niezapłacone rachunki za surowiec. Gazprom stoi na stanowisku, że ukraiński Naftohaz musi zapłacić Moskwie ponad 29 mld dol. za poprzednie lata.

Prezydent Władimir Putin zagroził Ukrainie w lutym, gdy nasiliły się walki w Donbasie, że odetnie ją od gazu. Europejscy politycy dyskutowali wówczas o różnych metodach dywersyfikacji źródeł energii i możliwych zabezpieczeniach na wypadek odcięcia przesyłu gazu przez terytorium Ukrainy.

>>> Czytaj też: Europa ma kolejny problem: wojnę z nowym polskim rządem o energetykę

Ukraina, aby uzupełniać swoje zapasy gazu, potrzebowała rosyjskiego surowca, ale w obliczu odcięcia od dostaw, pozyskiwała go od Słowacji, Polski i Węgier w ramach przesyłu zwrotnego.

W kwietniu 2015 roku Unia Europejska oskarżyła Gazprom o nadużywanie swojej pozycji na rynku w niektórych krajach Europy Wschodniej. Przy najniższych od dekady cenach gazu, Gazprom zgodził się na obniżenie cen i dzięki temu obronił swój udział w rynku.

Rosja rozpoczęła eksport gazu do Polski w latach 40. XX wieku, a potem w latach 60. położyła gazociąg, aby dostarczać błękitne paliwo do swoich państw satelickich. Dalsze dostawy na Zachód Europy były zablokowane ze względu na zimną wojnę.

Dwie największe przerwy w dostawach gazu były spowodowane sporem pomiędzy Gazpromem a Naftohazem. Rosja oskarżała Ukrainę, że podbierała gaz, który był przeznaczony do dalszego transportu.

Jedna z największych przerw w dostawach gazu miała miejsce w zimie 2009 roku i trwała prawie dwa tygodnie. W jej wyniku wstrzymano tranzyt gazu do Unii przez Ukrainę. Słowacja i niektóre państwa bałkańskie musiały racjonować błękitny surowiec i zamknąć kilka fabryk i elektrowni.

Unia wezwała do zmniejszenia ryzyka, a rynki gazowe państw UE zostały w pewnej mierze zintegrowane.

Rosja w 2012 roku zakończyła budowę gazociągu Nord Stream, tworząc w ten sposób bezpośrednie połączenie z Niemcami – największym klientem rosyjskiego gazu. Możliwości przesyłowe bałtyckiego połączenia zostaną w 2019 roku podwojone. Udział Gazpromu w rynku wzrósł do rekordowego poziomu w 2013 roku i utrzymał się na nim w 2014. Rosja planuje także sprzedawać więcej surowca do Chin.

W grudniu ubiegłego roku Moskwa przedstawiła plan budowy gazociągu South Stream do Europy, tym razem przez Morze Czarne, z ewentualnym odgałęzieniem w kierunku Turcji.
Jakakolwiek przerwa w dostawach surowca do Europy może jeszcze bardziej pogrążyć rosyjską gospodarkę, która już i tak musi się zmagać z niskimi cenami ropy i sankcjami Unii. Wpływy z tytułu sprzedaży ropy i gazu odpowiadają za ponad połowę rosyjskiego budżetu.

Uzależnienie Europy od rosyjskiego gazu różni się w zależności od państwa. I tak w przypadku krajów bałtyckich i Finlandii wynosi 100 proc., dla Francji wskaźnik ten to zaledwie 19 proc. Takie zróżnicowanie utrudnia Unii Europejskiej zajęcie jednego stanowiska wobec Rosji.

Podjęcie wysiłków, które miały na celu walkę z uzależnieniem od rosyjskich surowców energetycznych, stało się trudniejsze ze względu na Niemcy. Berlin bowiem podjął decyzję o zamknięciu wszystkich elektrowni atomowych i węglowych, a także sprzeciwia się wydobywaniu surowców z łupków. Rozwiązania te są droższe niż działania alternatywne.

Tymczasem uwolnienie się Europy od zależności surowcowej od Rosji kosztowałoby 200 mld dol. inwestycji – wynika z analiz Stanford Bernstein.

Inne alternatywy o charakterze długoterminowym to sprowadzanie gazu z Azerbejdżanu i innych części rejonu Morza Kaspijskiego oraz import gazu z USA.