Maszyna rozbiła się w sobotę na egipskim półwyspie Synaj. Zginęły 224 osoby, w większości rosyjscy turyści.

To, że szczątki samolotu są porozrzucane na znacznym obszarze, i fakt, że maszyna rozleciała się w powietrzu na bardzo dużej wysokości, każe przypuszczać, że był to zamach - uważają specjaliści z Francji. Nie wiadomo jednak, czy przyczyną był wybuch bomby na pokładzie czy też Airbus został zestrzelony przez rakietę, a taką bronią dysponują islamiści.

Ekspert w dziedzinie terroryzmu i dżihadu Romain Caillet nie wierzy, że to nie był zamach terrorystów z Państwa Islamskiego. Podkreśla, że poza jednym przypadkiem - atakiem na rosyjskie koszary - oni zawsze się przyznawali do zamachów, których dokonali. Na tym budują swoją wiarygodność w kręgach dżihadu. Dla Romaina Caillet symboliczne znaczenie ma także to, że katastrofa wydarzyła się w Egipcie - jedynym państwie arabskim, które poparło interwencję rosyjską w Syrii.

Francuscy komentatorzy przypominają, że w rejonie masywu góry Synaj od kilku lat działa grupa terrorystów mająca bliskie kontakty z Państwem Islamskim w Iraku i w Syrii.

>>> Czytaj też: Takiego rozmachu można zazdrościć. Chiny budują zmilitaryzowane wyspy, USA się boją