Greckie media piszą, że po raz pierwszy w historii tego kraju rządząca partia wzywa do strajku przeciwko swojej własnym działaniom. Mówią o politycznym paradoksie,
opozycja krytykuje rząd za hipokryzję i dwulicowość. Tymczasem przedstawiciele Syrizy odpowiadają, że partia i związki zawodowe będą walczyć o swoje postulaty niezależnie od tego, kto będzie u władzy. Dodają, że im większy będzie udział społeczeństwa w dzisiejszych manifestacjach, tym lepiej wpłynie to na toczące się negocjacje z wierzycielami.

Apel Syrizy wzywający do strajku wywołał burzę komentarzy na Twitterze. Jego użytkownicy ironicznie pytają, czy podczas manifestacji mają stać po stronie rządu, czy też Syrizy, i czy sam premier Aleksis Tsipras weźmie udział w manifestacji przeciwko własnym reformom? Dodają, że Syriza tęskni za czasami, kiedy organizowała paraliżujące kraj strajki i demonstracje zapominając jednak, że teraz zmieniły się role - to ona tworzy rząd. To tragikomiczne - podsumowują.

W centrum Aten rozpoczęły się manifestacje zorganizowane przez związki zawodowe i ruch „PAME”.

Starcia z policją

Podczas demonstracji w centrum Aten doszło do starć z policją. Użyto koktajli Mołotowa i granatów hukowych. Przed greckim parlamentem manifestowali przeciwnicy reform wprowadzanych przez rząd Aleksisa Tsiprasa.

Grupa około dwustu chuliganów zaatakowała oddziały policyjne przed greckim parlamentem, na co służby bezpieczeństwa odpowiedziały gazem łzawiącym. Wcześniej chuligani wrzucili koktajle Mołotowa do pobliskich sklepów i gmachu ministerstwa gospodarki. Manifestacja, którą zorganizowały związki zawodowe sektora państwowego i prywatnego oraz przeciwny Unii Europejskiej ruch "Pame" została rozbita. Jak mówią demonstranci, zamieszki wywołali młodociani awanturnicy. Podkreślają oni, że na trasie pochodu nie było w ogóle policji. Jej oddziały znajdowały się jedynie przed parlamentem.

>>> Czytaj więcej: Strajk powszechny w Grecji. Kraj będzie dziś sparaliżowany