Jak wynika z naszych rozmów z politykami PiS, nowy rząd nie zamierza podważać dokonanych podziałów kwoty uchodźców między poszczególne kraje. I tak wątpliwe, czy byłby w stanie to skutecznie zrobić. Za to Polska będzie starannie i dokładnie sprawdzać imigrantów, którzy mieliby do nas trafić.

Na mocy dotychczasowych porozumień mamy przyjąć 7 tys. uchodźców. W praktyce od osób, które zadeklarują chęć przyjazdu do Polski, nasze władze będą domagały się udokumentowania swojej przeszłości. To oznacza, że takie osoby muszą mieć nie tylko dokumenty, ale powinny potrafić udowodnić, że faktycznie są uchodźcami i prowadziły w swojej ojczyźnie działania, za które grożą im prześladowania. Imigranci ekonomiczni nie będą przyjmowani. – Taka osoba musi też zadeklarować chęć życia w Polsce i przestrzegania naszego prawa. Bezpieczeństwo i jeszcze raz bezpieczeństwo ma być najważniejszym kryterium przyjmowania uchodźców – mówi DGP Witold Waszczykowski, przyszły szef MSZ.

Kraje przyjmujące uchodźców mają mieć ostatnie słowo w każdym przypadku i właśnie ten mechanizm nowy rząd może wykorzystać, by ewentualnie zmniejszyć liczbę uchodźców, którzy trafią do Polski. Na razie jednak UE nie zaczęła wprowadzać w życie mechanizmu relokacji. Zresztą wynika z tego, że najważniejszym postulatem polskim także na forum unijnym będzie takie przygotowanie procesu selekcji uchodźców, którzy mają podlegać relokacji, by minimalizować ryzyko, że przez kontrolę prześlizną się terroryści. O tym jak to ważne, świadczy fakt, że niektórzy zamachowcy z Paryża dostali się do Europy właśnie tą drogą.

>>> Czytaj też: Prof. Chazbijewicz: Europa nie powinna przyjmować uchodźców. Ich aymilacja jest prawie niemożliwa

Rząd Beaty Szydło duży nacisk w dyskusjach na forum unijnym chce położyć na kwestię takich działań, które zmniejszą napływ uchodźców do Europy. Ten plan ma być oparty na trzech filarach. Z jednej strony maksymalne uszczelnienie granic UE i wypracowanie procedur odsiewania imigrantów ekonomicznych od prawdziwych uchodźców. Z drugiej to pomoc dla krajów sąsiadujących z obszarami niestabilności, tak by maksymalna liczba uchodźców pozostała w obozach na ich terenie. – Trzeba zacząć współpracować z krajami wokół Syrii i pojechać z pytaniem „jak wam pomóc” do Turcji i Jordanii. Zastanawiać się, jak możemy zatrzymać falę uchodźców – mówi Waszczykowski. Trzecie i najtrudniejsze to działania, których celem jest zakończenie konfliktów, tak by możliwy stał się powrót osób wypędzonych przez działania wojenne do ich domów. Ta kwestia jest najtrudniejsza, bo z jednej strony może wymagać zaangażowania militarnego, z drugiej na razie rozwiązanie konfliktu w Syrii przypomina węzeł gordyjski.

Jednocześnie zdaniem Witolda Waszczykowskiego na terenie Polski mają być wzmocnione działania ostrożnościowe, zwłaszcza na lotniskach. Nie można wykluczyć, że właśnie z powodu tego, że nie spodziewamy się ataku, Polska może być łatwym celem dla terrorystów.

Paryskie zamachy nastąpiły w momencie zmiany ekipy rządowej w Polsce. Dziś ma się odbyć zaprzysiężenie nowego rządu. Premier Ewa Kopacz w sobotę była informowana na bieżąco przez służby za pośrednictwem ministra koordynatora do spraw służb specjalnych Marka Biernackiego, premier odwiedziła także Centrum Antyterrorystyczne, które koordynuje działania polskich służb specjalnych i ma kontakt ze służbami innych państw. – Pani premier miała pełną informację. W tej chwili nie ma żadnych sygnałów o zagrożeniu naszego kraju. Więc nie ma sensu zmieniać poziomu zagrożenia terrorystycznego – mówi rzecznik rządu Cezary Tomczyk. Nie wiedział jednak, czy była wymiana informacji w tej sprawie między odchodzącą premier Ewą Kopacz a desygnowaną na premiera Beatą Szydło. Natomiast szef MSZ Grzegorz Schetyna rozmawiał w sobotę rano z Witoldem Waszczykowskim o sytuacji po zamachach i działaniach polskiej ambasady w Paryżu.

>>> Czytaj też:Koniec epoki europejskiego spokoju. Rozpoczęła się wojna światów

Niepokojące jest jednak to, że w polskich służbach specjalnych panuje atmosfera tymczasowości. – Od pół roku w ABW i AW trwa wielkie czekanie na to, co wydarzy się po wyborach. Część osób boi się, że straci pracę, część zaciera ręce i czeka na awans – mówi Michał Rybak, były funkcjonariusz AW, który obecnie prowadzi własną kancelarię bezpieczeństwa. – Zgłaszają się do mnie ludzie, którzy już teraz szukają pracy, bo wiedzą, że najpewniej zostaną wyrzuceni. To, że siłą rzeczy mniej się skupiają na obowiązkach służbowych, np. wyłapywaniu potencjalnych zamachowców, jest oczywiste. Robione przez każdą wygrywającą partię powyborcze miotły w służbach obniżają poziom bezpieczeństwa naszego kraju – dodaje ekspert.