Wczoraj na pograniczu turecko-syryjskim doszło do zestrzelenia rosyjskiego bombowca Su-24, który uczestniczył w operacji wojskowej na terytorium Syrii. Przyznały się do tego tureckie siły powietrzne, twierdząc, że do zdarzenia doszło nad terytorium tego kraju. Według Turków, rosyjski samolot był ostrzegany o możliwości użycia siły co najmniej 10 razy.

Tymczasem jeden z rosyjskich pilotów, który się uratował, twierdzi, że nie było żadnych ostrzeżeń. Dodaje, że nie miał kontaktu z myśliwcami tureckimi, ani przez radio, ani wizualnie. Pilot relacjonuje, że został zaskoczony i nie miał szans na odpowiedzenie ogniem. Zdążył się jednak katapultować. Drugiego pilota pojmali dżihadyści z Państwa Islamskiego i zabili.

Wczorajszy incydent zaostrzył relacje rosyjsko-tureckie. Moskwa zdecydowała się zerwać oficjalne kontakty wojskowe na szczeblu charge d'affaires. Rząd w Moskwie zapowiada restrykcje wobec swojego sąsiada.

>>> Czytaj też: Strategiczne partnerstwo Polski i Chin. Staniemy się bogatsi niż Niemcy?