Uczniowie, którzy dziś chodzą do piątych klas, mogą odetchnąć: na koniec szkoły nie będą mieli państwowego egzaminu. Minister edukacji w rozmowie z DGP zapowiada likwidację sprawdzianu. Ten, który dwunastolatki napiszą w kwietniu 2016 r., będzie ostatni.

Według minister sprawdzian na koniec szóstej klasy to niepotrzebny stres i wydatek. Z wyliczeń Centralnej Komisji Egzaminacyjnej wynika, że jego organizacja corocznie kosztuje około 10 mln zł. Najwięcej, 5,5 mln zł, wiąże się ze sprawdzaniem prac – wydatkami na pensje egzaminatorów, wynajmem sal itd. Około 3,8 mln zł kosztuje wydrukowanie arkuszy, które rozwiązują uczniowie. Same zaświadczenia o wyniku, które na koniec szkoły dostaje każdy uczeń, to wydatek rzędu 250 tys. zł.

Zdaniem Anny Zalewskiej sprawdzian niepotrzebnie obciąża i uczniów, i szkoły. Zwłaszcza że nie jest potrzebny do rekrutacji – rejonowe gimnazjum musi przyjąć każde dziecko mieszkające w jego obrębie, niezależnie od wyniku. Punkty z testu szkoły wykorzystują jako kryterium, na podstawie którego przyjmują na wolne miejsca dzieci spoza rejonu. Minister uważa jednak, że szkoły powinny sobie poradzić, np. wprowadzając testy predyspozycji.

Wycofanie się ze sprawdzianu szóstoklasisty to pierwszy krok na drodze do likwidacji gimnazjów. Minister zapowiedziała, że już od września 2017 r. szóstoklasiści będą mogli przejść płynnie do siódmej klasy. Minister Zalewska zastrzega jednak, że szczegóły rozwiązań pokaże w grudniu, a dokładny harmonogram reformy – w styczniu przyszłego roku. Sprawdzian ma być jednak zlikwidowany, nawet jeśli się okaże, że wygaszenie gimnazjów się opóźni.

Pomysł wspierają Karolina i Tomasz Elbanowscy, organizatorzy akcji „Ratuj Maluchy”. Ich zdaniem szkoła poddana jest dziś „testomanii”, a dzieci nie mają czasu na naukę, bo szykują się do rozwiązywania sprawdzianu na koniec szkoły.
– To jest bardzo dobry pomysł – przyznaje Monika Banak, nauczycielka w podwarszawskim gimnazjum i podstawówce. Z jej obserwacji wynika, że dzieci denerwowały się testem, a nauczyciele mieli dodatkową pracę z przygotowaniem do egzaminu zamiast skupić się na swoim przedmiocie. – Dobry nauczyciel cały czas monitoruje poziom wiedzy ucznia, to wystarczy – uważa.

Przeciwnicy likwidacji testu przekonują, że uczniowie stracą motywację do powtarzania materiału. Są tacy nauczyciele, którzy uważają, że sprawdzian był dla nich argumentem, którym przekonywali uczniów do pracy.

Bez sprawdzianu trudniej będzie też o rzetelną ocenę stanu edukacji – dane, których dostarcza sprawdzian pozwalają statystykom obliczyć, czy polska szkoła uczy coraz lepiej, czy gorzej. Jego wyniki służą też do obliczania wskaźnika edukacyjnej wartości dodanej. Od kilku lat można dzięki niemu zobaczyć, nie tylko jakie miejsce osiąga szkoła w rankingach robionych według wyników egzaminów końcowych, lecz także ile nauczyła swoich uczniów. Ocena ta bazowała na różnicy między sprawdzianem szóstoklasisty a egzaminem gimnazjalnym.

Anna Zalewska proponuje, by uczniowie kończący podstawówkę, pisali test sprawdzający poziom ich wiedzy na początku pierwszej klasy gimnazjum. Dzięki temu unikną stresujących egzaminów – a zarazem nie pozbędą się narzędzia oceny pracy szkół. Szczegółów jednak nie ma. – Czekamy na decyzję ministerstwa – wyjaśnia Marcin Smolik, szef CKE.

Likwidacja sprawdzianu szóstoklasisty to nienowy pomysł. Taki postulat znalazł się także w programie wyborczym PO. Prace nad zmianami w egzaminowaniu młodzieży rozpoczęła minister edukacji w rządzie Ewy Kopacz, Joanna Kluzik-Rostkowska. W rozmowie z DGP przekonywała, że sprawdzian powinien zostać zastąpiony badaniem umiejętności uczniów w losowych 10 proc. szkół. Tak aby jednocześnie nie pozbawiać MEN możliwości monitorowania wyników dzieci. – Szkoły i tak będą rzetelnie pracować, ale nie będzie paliwa do rankingowania i stresu – przekonywała była minister. Jednym z jej pomysłów było również przeniesienie sprawdzianu na pierwszą klasę gimnazjum. Tak jak obecnie proponuje Anna Zalewska.

Sprawdzian szóstoklasisty wprowadzono w ramach reformy oświatowej Mirosława Handkego. Po raz pierwszy pisali go uczniowie podstawówek w roku 2002. Do roku 2014/15 sprawdzał wiedzę uczniów z przyrody, historii, matematyki i polskiego. W tym roku – obecni już uczniowie gimnazjów – pisali nową wersję, składającą się z trzech części: polonistycznej, matematycznej oraz języka. Jednak nie miał prawnego statusu egzaminu. Dlatego też nie było wyznaczonego limitu punktów potrzebnych do uzyskania zaliczenia. Miał on stanowić główne źródło wiedzy na temat stanu edukacji. Jednak ten, kto do niego nie przystąpił, musiał powtarzać klasę.

>>> Czytaj też: Najmądrzejsze dzieci na Ziemi, czyli jak Polska pobiła bogate kraje w dziedzinie edukacji