Chodzi przede wszystkim o wzmocnione środki bezpieczeństwa we Francji i w Belgii, które dały się nieco we znaki lokalnym przedsiębiorcom.

„Jestem przekonany, że nasze otwarte społeczeństwa i nasze otwarte gospodarki wiedzą, jak stawić opór terroryzmowi” - powiedział komisarz Moscovici. Jak dodał, po zamachach w Stanach Zjednoczonych, w Wielkiej Brytanii czy w Hiszpanii po pewnym czasie gospodarki tych krajów wracały do normy, zwłaszcza pod względem konsumpcji, i nie było znaczących skutków dla wzrostu gospodarczego. „Za wcześnie jeszcze, by mówić, czy tak będzie i tym razem, ale wydaje się, że zaufanie naszych społeczeństw i ich zdolność do stawiania oporu będą miały tutaj decydujący wpływ” - podkreślił komisarz.

We Francji do końca listopada obowiązuje zakaz większych zgromadzeń publicznych, a do końca lutego przyszłego roku - stan wyjątkowy. W stolicy Belgii w związku z najwyższym poziomem zagrożenia terrorystycznego, który obowiązywał przez kilka dni, zamknięte były kina i teatry, odwołano większe koncerty. Właściciele restauracji i kawiarni ubolewali, że mają mniej klientów, a dyrektorzy hoteli wskazywali, że ich goście odwołują przyjazdy i konferencje. Belgijscy eksperci jednak także twierdzą, że długotrwałe skutki dla gospodarki byłyby odczuwalne raczej tylko wtedy, jeśli taka sytuacja utrzymywałaby się przez dłuższy czas.

>>> Czytaj też: Deficyt utrzymamy w ryzach, rozruszamy polską gospodarkę [WYWIAD Z MINISTREM ROZWOJU]