Jako jedno z nielicznych państw osiągnęliśmy tak ogromne redukcje emisji – aż 30% w stosunku do roku bazowego 1988 przy jednoczesnym dwukrotnym wzroście PKB według parytetu siły nabywczej. Czujemy się liderami i mamy do tego realne podstawy – mówiła wczoraj na szczycie klimatycznym ONZ w Paryżu premier Beata Szydło.

Zarówno premier Szydło, jak i prezydent Duda, podobnie jak i poprzedni rząd, wielokrotnie powtarzali, że Polska do 2012 roku zredukowała emisje gazów cieplarnianych znacznie powyżej określonego w Protokole z Kioto celu 6% i to powinno być punktem wyjścia do dalszych negocjacji.

Sukces? Zależy od punktu widzenia

Ekolodzy słusznie podkreślają, że to nie zasługa polskiego rządu, tylko upadku komunizmu i transformacji gospodarczej, która doprowadziła do zamknięcia ciężkiego przemysłu z powodów ekonomicznych.

To prawda. Co więcej, Polska zredukowała swoje emisje najmniej na tle regionu. Dla przykładu Rosja zmniejszyła je o ponad 36%, Słowacja o 37%, Rumunia o 57%, a Łotwa o 61%. Wszędzie wystarczyła zmiana struktury gospodarki – wzrost udziału usług kosztem przemysłu i poprawa efektywności.  

Jednak dla klimatu sposób redukcji emisji nie ma znaczenia. Ważne, że się zmniejszają i na tym tle Polska, razem z innymi krajami bloku wschodniego, rzeczywiście może się poszczycić znacznym postępem.

>>> Czytaj też: Kleiber: Szczyt klimatyczny - kolejna porażka czy racjonalny kompromis?

Gorzej radziły sobie bogatsze gospodarki wysokorozwinięte, w których jednak każdy kolejny procent redukcji kosztuje znacznie więcej, niż w byłych krajach socjalistycznych. Francja, Wielka Brytania i Niemcy także zredukowały swoje emisje w większym stopniu, niż zobowiązały się w Protokole z Kioto, ale żadne z nich nie przekroczyło nawet 25%.

Zdecydowanie najgorzej w tym czasie wypadły USA i Kanada, które podpisały Protokół, ale go nie ratyfikowały (USA) lub z niego wystąpiły (Kanada w 2011 roku). U naszych partnerów za Atlantykiem emisje w latach 1990-2012 wzrosły odpowiednio o prawie 10% i ponad 18%.

W zupełnie innym miejscu są kraje rozwijające się i największy aktualny emitent CO2 na świecie – Chiny (odpowiadają za ok. 10 mld ton, czyli niemal co trzecia tonę CO2 wypuszczana przez człowieka do atmosfery). W latach 1990-2012 emisje w Państwie Środka wzrosły o 220%, przy czym te pochodzące z procesów przemysłowych (gł. produkcji stali i cementu) wzrosły o… 1031% (do 1,3 mld ton). W tym czasie w Indiach całkowity wzrost emisji wyniósł 116%, w Brazylii 86%, a Meksyku 34%.

Ile emitujemy? Zależy kto liczy

O jednoznaczne stwierdzenie kto jest prymusem ekologii, a kto emituje za dużo nie jest też łatwo gdy próbujemy stworzyć aktualny ranking oparty o jakiś obiektywny wskaźnik. Z oczywistych względów porównanie bezwzględnych wielkości emisji Chin i Polski nie ma sensu (chociaż taką retorykę, pokazującą, że Polska jest jednym z największych "trucicieli" w Europie czasami się spotyka).

Polska jest w czołówce państw emitujących najwięcej CO2 na głowę mieszkańca – z poziomem 7,8 tCO2/rok jesteśmy na 40. miejscu na ponad 200 krajów i terytoriów zamorskich sklasyfikowanych przez Komisję Europejską (przy średniej arytmetycznej 5 ton i medianie 2,70 tony). Niemal taki sam wkład w emisje co statystyczny Polak, mają także statystyczny Chińczyk i Irańczyk, którzy właśnie nas dogonili i w najbliższych latach znacznie wyprzedzą. Jednak wśród najwyżej rozwiniętych państw świata – OECD reprezentujemy dokładnie średnią. Podobnie jest wśród państw Unii Europejskiej.

>>> Czytaj też: Szydło: Zredukowaliśmy emisję CO2 o 30 proc. przy dwukrotnym wzroście PKB

Najwięcej na głowę mieszkańca zużywają kraje Zatoki Perskiej (tania ropa nie zachęca do inwestowania w efektywność) – od 39 ton w Katarze do 15 ton w Bahrajnie. Blisko znajdują się także Australia, Stany Zjednoczone i Kanada (efektem tanich, nisko opodatkowanych paliw, dużych przestrzeni, klimatu i poziomu industrializacji są emisje na poziomie 17-16 ton per capita). Dalej w kolejce znajdują się państwa Unii Europejskiej – od 15 ton w Estonii do 4 ton w Rumunii. Wśród Nich Czesi i Niemcy zużywają więcej od nas (odpowiednio 10 i 9 ton), a Brytyjczycy, Hiszpanie i Francuzi mniej (6-5 ton). Za nimi znajdują się już kraje Ameryki Południowej (ok. 3 ton emitują np. Ekwadorczycy i Panamczycy), Azji (niespełna 2 tony emitują Hindusi) i Afryki (Nigerczycy, Kameruńczycy, czy Somalijczycy emitują mniej niż 0,5 tony na osobę).

Sytuacja zmienia się, gdy zrobimy zestawienie emisji w przeliczeniu na efekt – czyli wytwarzany PKB. Wówczas Polska okaże się "kopciuszkiem" Europy, daleko za najwyżej rozwiniętymi krajami.

Jak wygląda wg danych ONZ sytuacja w Afryce? O tym w dalszej części artykułu na portalu WysokieNapiecie.pl