Mniej więcej jedną trzecią z tej sumy wydano w internecie, ale wirtualny handel nie zaspokaja każdego i na ulice handlowe wyległy już od świtu miliony żądnych okazji Brytyjczyków. Ich szeregi zasilili turyści, w tym roku zwłaszcza liczni z Chin. Królowały wyprzedaże w najbardziej renomowanych domach towarowych: Harrods, Selfridges, Liberty, House of Fraser, czy Harvey Nichols.

Ale otworzyły się wszystkie znane sieci domów towarowych i wielkie galerie handlowe. Dyrektor jednej z nich, Brent Cross na północnym przedmieściu Londynu, powiedział BBC, że wielu gości jego galerii wcale nie przychodzi z jakimś konkretnym planem zakupów: "Tu chodzi o rodziny. Część to zatwardziali łowcy okazji, ale rodziny przychodzą tu, by wspólnie spędzić czas, zjeść coś, napić się kawy, spędzić miło dzień - i chcemy, żeby się czuli swobodnie, jak najwygodniej" - mówił.

O tym zwycięstwie komercji decyduje więc nie tylko okazja. I nie wydaje się, by pomogły protesty związku zawodowego pracowników handlu na pozbawienie ich normalnej przerwy świątecznej. 

>>> Czytaj też: E-commerce w przedsiębiorstwach UE. Jak na tle Europy wypada Polska? [INFOGRAFIKI]