Najwięcej ludności nasze miasta miały w 1999 r. Wtedy mieszkało w nich 23,7 mln osób. Od tego czasu opuściło je prawie pół miliona mieszkańców. Gdzie się podziali? Przenieśli się na wieś, wyjechali za granicę, albo żyją w miastach bez stałego lub choćby czasowego meldunku, ponieważ statystyki obejmują oficjalnych mieszkańców.

Na przykład według GUS Warszawa miała w 2014 r. ponad 1,7 mln mieszkańców. W tym bilansie nie ma jednak osób, które mieszkają w stolicy bez zameldowania. Tymczasem według szacunków Środkowoeuropejskiego Forum Badań Migracyjnych i Ludnościowych wynikało, że w 2007 r. mieszkało na stałe w Warszawie bez meldunku aż ćwierć miliona osób. Obecnie może być ich znacznie więcej. Podobnie w innych dużych miastach.

Początkowo exodus związany był z upadkiem dużego przemysłu – na przykład na Śląsku czy w Łodzi. Spowodował on duży wzrost bezrobocia. Dlatego wiele osób zwerbowanych do pracy jeszcze w czasach komunizmu wracało na „ojcowiznę” - między innymi na Podlasie, po utracie zajęcia albo osiągnięciu wieku emerytalnego. Inni wyjechali na wieś, bo przeszkadzała im uciążliwość życia w aglomeracji - hałas, korki, brak zieleni i szybkie tempo życia. Do przeprowadzek zachęcały i zachęcają nadal między innymi ceny mieszkań oraz domów, które poza administracyjnymi granicami miast są znacznie niższe. Tym bardziej, że wraz z rozwojem infrastruktury drogowej, powszechnym dostępem do samochodów i rozwojem komunikacji publicznej praktycznie zniknęły problemy związane z dotarciem do pracy w centrum miasta.

Z drugiej strony wiele osób przeprowadza się na obrzeża miast, bo dzięki między innymi łączom internetowym pojawiło się wiele zawodów, których wykonywanie nie musi być związane z codzienną obecnością w firmie, ponieważ wystarczy tylko komputer w domu.

– W rezultacie następuje proces „rozlewania się” miast, których najbliższe, „wiejskie” otoczenie zmienia się w sieć uliczek z jednorodzinnymi domami i pozbawione jest najczęściej infrastruktury rozbudowanej, czy choćby dostosowanej do zaspokojenia podstawowych i tych nieco bardziej wyszukanych potrzeb swych mieszkańców – twierdzi prof. Piotr Szukalski z Uniwersytetu Łódzkiego.

Miasta tracą mieszkańców także z powodów czysto demograficznych. Po prostu Polska się starzeje i rodzi się bardzo mało dzieci. Dlatego kurczyć się będzie także liczba ludności całego kraju. Według prognozy GUS w 2050 r. będzie nas o 4,5 mln mniej niż obecnie . Ubytek ten niemal w całości (4,4 mln ) dotyczyć będzie ludności miast.

W rezultacie liczba dużych miast z co najmniej 100 tys. mieszkańców skurczy się do 27 z 39 obecnie. Zwiększy się tylko ludność Warszawy i Rzeszowa. To oczywiste, że stolica będzie nadal przyciągać przyjezdnych z różnych części kraju ze względu na między innymi większe możliwości zdobycia dobrze płatnej pracy i większe możliwości edukacyjne. – Natomiast Rzeszów będzie zyskiwał mieszkańców, ponieważ Podkarpacie jest stosunkowo mało zurbanizowane. Dlatego ci, którzy będą chcieli mieszkać w dużym mieście wybiorą właśnie Rzeszów, bo nie będą mieli większego wyboru – twierdzi prof. Piotr Szukalski.