Teraz resort planuje rozwiązania, które pozwolą uczniom dochodzić swoich praw. Mają być gotowe już w lutym. Wtedy do konsultacji publicznych i uzgodnień międzyresortowych trafi projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty.

Już wiadomo, że na ścieżkę odwoławczą będą mogli liczyć dopiero ci maturzyści, którzy do egzaminu przystąpią w 2017 r. – Egzamin maturalny w 2016 r. będzie przeprowadzany jeszcze zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami – zapowiada Justyna Sadlak z MEN.

>>> Czytaj też: Wydatki z budżetu na naukę wzrosną prawie o 6 proc. "Spodziewaliśmy się więcej"

Według obowiązujących dziś zasad po tym, jak zdający napiszą egzamin, testy wędrują do zespołów sprawdzających w różnych częściach Polski. Ponieważ dane piszących są zakodowane, egzaminatorzy nie wiedzą, czyją pracę oceniają ani nawet z jakiego regionu kraju ona pochodzi. Ocenione już testy są dodatkowo wyrywkowo sprawdzane. Wyniki następnie przekazywane są do szkół.

– Jeżeli zdający uzyska wynik, z którego nie jest zadowolony, ma prawo złożyć wniosek o wgląd do pracy, przyjść w wyznaczonym terminie i obejrzeć swój test. Ma do dyspozycji kryteria i schematy punktowania, według których była oceniana jego praca. Jeśli nie zgodzi się z oceną jakiegoś zadania, może złożyć wniosek z prośbą o ocenę powtórną. W ciągu dwóch tygodni rozpatrujemy zastrzeżenia i dajemy pisemną odpowiedź. Jeśli nasza odpowiedź nie satysfakcjonuje zdającego, może przyjść jeszcze raz – tłumaczy dyrektor łódzkiej OKE Elżbieta Zakrzewska. Jeśli wątpliwości nie uda się rozstrzygnąć na szczeblu regionalnym, można poskarżyć się do Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. Decyzja, która zapada w strukturach CKE, jest niepodważalna.

Właśnie tu MEN chciałoby dołożyć kolejną instancję. Jak będzie wyglądać nowa droga odwołania? Na razie CKE i resort pracują nad szczegółowymi rozwiązaniami. Urzędnicy zgadzają się co do jednego. – Maturzysta powinien odwoływać się do niezależnego od komisji ciała – mówi Marcin Smolik, szef CKE. Kto będzie je tworzył? Jeszcze nie wiadomo.

– Ustanowienie takiej ścieżki jest bardzo skomplikowane legislacyjnie – przekonuje Smolik. Jak po cichu dodają inni urzędnicy, może też spowodować rozmaite konsekwencje niezwiązane z maturą. Co konkretnie? Jeśli okaże się, że maturzystom odwołanie przysługuje, podobnej ścieżki mogą się domagać na przykład rodzice, którzy nie zgadzają się z oceną na szkolnej klasówce. Także ona jest do tej pory ostateczna.

Inny pomysł ma poseł Tomasz Jaskóła (Kukiz’15). Jeszcze jako nauczyciel częstochowskiego liceum walczył o wglądy do matury dla uczniów. – Powołanie kolejnego ciała, które miałoby oceniać maturę, mnie nie przekonuje. Nadal będzie się tym zajmować wąskie grono wybrane spośród jakichś ekspertów. Tymczasem problem tkwi w samej procedurze, która jest po prostu dziurawa. Maturzysta musi mieć możliwość skopiowania swojej pracy, by wynieść ją poza budynek komisji i poddać niezależnej ocenie. Dodatkowo ocena maturalna powinna być oceną administracyjną. Dałoby to uczniom możliwość dochodzenia swoich praw przed sądem – mówi.

Z takiej drogi chciała skorzystać Kinga Jasiewicz, maturzystka z Zakopanego. Maturalnych punktów zabrakło jej, by dostać się na stacjonarną medycynę, i za studia musi płacić. Ponieważ jednak nie mogła zaskarżyć samej oceny egzaminatora, złożyła pozew cywilny o ochronę dóbr osobistych. W listopadzie do kwestii matur odniósł się Trybunał Konstytucyjny. Sędziowie orzekli, że wynik matury jest oceną merytoryczną i nie podlega zaskarżeniu przed sądem administracyjnym.

>>> Czytaj też: Nadchodzi rewolucja w szkolnictwie wyższym? Jakość kształcenia zamiast papierologii