Czynnikiem, który wciąż spycha ceny tego surowca w dół, jest jego globalna nadpodaż. Stronie podażowej pomogły ostatnio także decyzje polityczne, które zniosły ważne bariery w handlu ropą na świecie: w USA zniesiono zakaz eksportu ropy naftowej, natomiast Iran przestał być objęty amerykańskimi i europejskimi sankcjami, w wyniku czego może dowolnie zwiększyć produkcję ropy naftowej i jej sprzedaż za granicę.

Obecna sytuacja na rynku ropy daje się mocno we znaki zwłaszcza amerykańskim firmom wydobywczym. Produkcja ropy naftowej ze skał łupkowych jest bowiem relatywnie droga – jej koszty na ogół znacząco przekraczają 30 USD za baryłkę, a przed zjazdem cen ropy w dół sięgały nawet 90 USD za baryłkę. Dla większości amerykańskich firm wydobywczych dopiero cena ropy naftowej w rejonie 40-60 USD za baryłkę pozwoliłaby im wyjść na zero – i to nawet biorąc pod uwagę fakt, że firmy te drastycznie cięły koszty przez wiele ostatnich miesięcy. Obecnie przedstawiciele tamtejszych przedsiębiorstw zaznaczają, że nie ma już pola do dalszego zwiększania efektywności, więc jeśli notowania ropy naftowej utrzymają się na obecnych poziomach (tj. poniżej 40 USD za baryłkę) przez kolejne tygodnie, to wiele firm będzie musiało zmierzyć się z bankructwem.

Kłopoty amerykańskich spółek wydobywczych i widmo upadku niektórych z nich to czynniki, które mogą stworzyć podstawy pod trend wzrostowy na rynku ropy naftowej. Jednak na to nie warto liczyć zbyt prędko. Globalny rynek jest dobrze zaopatrzony w ropę naftową i minie jeszcze wiele miesięcy zanim z rynku zniknie nadwyżka (prawdopodobnie nastąpi to dopiero w 2017 r.). Do tego czasu cena ropy będzie znajdowała się pod presją podaży. Tymczasem dzisiaj warto zwrócić uwagę na wieczorne dane Amerykańskiego Instytutu Paliw, dotyczące zapasów ropy naftowej w USA – prognozy zakładają, że w minionym tygodniu wzrosły one o 3 mln baryłek.

>>> Czytaj też: Ceny miedzi spadają. Inwestorzy boją się spowolnienia gospodarczego w Chinach

Cena złota w górę, coraz bliżej 1100 USD za uncję

Niepewność dotycząca przyszłości globalnej gospodarki sprawia, że na początku bieżącego roku do łask inwestorów wróciło złoto. Cena tego kruszcu dzisiaj rano rośnie, przekraczając poziom 1095 USD za uncję. Wciąż jest to mniej niż maksima sprzed niemal dwóch tygodni (rejon 1110 USD za uncję), jednak widać, że opinia złota jako „bezpiecznej przystani” wciąż działa inwestorom na wyobraźnię.

Warto jednak pamiętać, że scenariusz dalszych wzrostów notowań złota wcale nie jest pewny. Nerwowa ucieczka inwestorów od ryzyka bywa krótkoterminowa i stronę popytową na rynku złota będą musiały wesprzeć także inne czynniki, jeśli wzrosty miałyby być trwałe. Tymczasem niepewność na tym rynku związana jest także z kondycją gospodarki Chin, będących – obok Indii – największym konsumentem złota na świecie. W lutym obchodzony będzie Nowy Rok chiński, który na ogół poprzedzany jest zakupami złotych przedmiotów na prezenty. Ten czynnik może wspierać ceny złota krótkoterminowo, jednak przez dalszą część roku popyt na złoto w Chinach może być rozczarowujący.

Dorota Sierakowska, analityk DM BOŚ