Przychody firmy w 2015 r. wyniosły 6,7 mld dol. To o przeszło miliard więcej niż w 2014 r. Zysk netto przekroczył 122,6 mln dol. Rok temu wartość ta wyniosła ok. 266 mln dol., co można tłumaczyć zwiększonymi wydatkami na agresywną ekspansję na kolejne rynki. Ale nie tylko, bo jak wskazuje Łukasz Zembik z domu maklerskiego TMS Brokers, przyrost nowych użytkowników na głównym, amerykańskim rynku wyhamował – przybyło ok. 1,5 mln Amerykanów. Ogółem liczba ta wzrosła o 5,6 mln osób, a to już rekord w historii Netflixa. Łukasz Zembik wyniki ocenia jako solidne. – Po publikacji wycena akcji spółki podskoczyła ze 105 do ponad 110 dol. – mówi.

Polacy długo czekali na Netflixa. Gdy jego prezes Reed Hastings ogłosił na początku stycznia, że serwis pojawi się nad Wisłą, internauci zareagowali ogromnym entuzjazmem. Choć nie był to ukłon w stronę Polaków, bo równolegle zadebiutował w 129 krajach. Tym samym obecny jest już na 190 światowych rynkach.

Jak wyliczył Instytut Monitorowania Mediów, hasło „Netflix w Polsce” internauci powtórzyli w styczniu blisko 10 tys. razy. Aż 5 tys. tylko podczas pierwszej doby. Informacja o tym debiucie dotarła do 15 mln osób. Na Facebooku spośród wszystkich komentarzy wartościujących 76 proc. było pozytywnych. Na Twitterze – 67 proc. Znacznie bardziej krytyczni byli użytkownicy Wykopu, gdzie odsetek pozytywnych komentarzy nie przekraczał 38 proc. Jednak jak podaje IMM, nastroje zaczęły opadać. Po pierwszym tygodniu od premiery komentarzy pozytywnych ogółem było 74 proc., po następnym tygodniu – już 64 proc.

Naturalnie, częściowo wynika to z faktu, że internauci już się z tą wiadomością oswoili. Ale też dlatego, że w ofercie nie brakuje niedociągnięć. – Ciężko mówić o wejściu serwisu do Polski, a raczej o odblokowaniu części zasobów dla polskich użytkowników. Platforma nie oferuje praktycznie żadnych lokalnych treści i ma bardzo okrojoną względem oczekiwań ofertę – mówi Marek Włodarczyk z zarządu Independent Digital, firmy zajmującej się cyfrową dystrybucją muzyki i wideo.

Serwis Finder.com podaje, że w polski użytkownik ma dostęp do 17 proc. seriali i 12 proc. filmów dostępnych dla amerykańskiego odbiorcy. W wielu brakuje napisów, nie ma też polskiego interfejsu. Na ironię zakrawa fakt, że najbardziej znana wizytówka Netflixa, czyli serial „House of Cards”, nie pojawiła się w polskiej wersji, bowiem koncesję zdobył wcześniej nc+. – Przed polską premierą tego serialu nc+ nie nadążała z realizowaniem zamówień na dostęp do niego jeden dzień po premierze w USA. Jednocześnie wiadomo, że Polacy byli w czołówce największych piratów poprzednich sezonów – wspomina Radosław Krawczyk z Gemiusa.

– Uważam, że Netflix nie przekaże licencji innemu podmiotowi w Polsce na ten serial. To może być rozmyślna strategia, gdzie w pierwszym etapie Netflix po prostu odblokowuje dostęp do treści na Polskę w ograniczonym zakresie – mówi Marek Włodarczyk. Adresatami są głównie ci użytkownicy, którzy omijali ograniczenia geolokalizacyjne i oglądali amerykańską wersję – im brak napisów nie jest straszny. – Następnie Netflix z pewnością otworzy się na nowych klientów i tutaj konieczne będzie wyjście z atrakcyjniejszą ofertą, jak np. „House of Cards”, i dostosowaniem biblioteki do języka polskiego – tłumaczy Marek Włodarczyk. Dodaje, że polskie telewizje prędko nie udostępnią mu swoich seriali, stanowiących ważną część rynku VoD w Polsce.

– Ilość polskich treści może być ważna dla części widowni, ale brak polskiej oferty nie przesądzi o sukcesie w Polsce. Kluczem są najatrakcyjniejsze filmy z pełnej oferty, ceny i polskie wersje językowe – uzupełnia Radosław Krawczyk.
Jednak ceny są na razie mało konkurencyjne. Najtańszy miesięczny dostęp to koszt niecałych 8 euro, czyli ponad 35 zł. Zwłaszcza że Polacy nie lubią płacić za cyfrowe treści, szukają ich w kanałach nieoficjalnych. Częściowo wynika to z mizerii oferty rodzimych serwisów VoD, ale całej winy za piractwo na to zrzucić nie sposób.

Netflix studzi nastroje, tłumacząc, że braki to wynik problemów z regionalnymi koncesjami. – Proszę, bądźcie cierpliwi. Choć Netflix jest teraz dostępny na wielu rynkach, to dopiero początek naszej podróży, nie koniec. Mamy dużo do zrobienia, by stać się istotnym graczem na tych rynkach, w tym polskim – mówi Joris Evers, szef komunikacji Netflixa w regionie. Dodaje, że oferta stopniowo będzie się poprawiać. Nie chciał odnieść się do kwestii cen – takich samych dla użytkownika polskiego i tego z zachodniej Europy.

>>> Czytaj też: Internetowy ruch oporu przed inwigilacją. Sprawdź, jak chronić swoją prywatność