PKB Finlandii kurczy się systematycznie od 2012 roku. Po trzech kwartałach ubiegłego roku, gospodarka tego kraju radziła sobie najgorzej w całej strefie euro – wynika z danych Eurostatu. Deficyt Finlandii relatywnie przewyższa deficyt Włoch i to mimo faktu, że pod względem obciążenia podatkami i opłatami Helsinki plasują się na czwartym miejscu w Europie. Jednocześnie fińska stopa bezrobocia jest zdecydowanie wyższa niż w sąsiednich nordyckich państwach. Sam minister finansów Finlandii Alexander Stubb określa już swój kraj mianem nowego “chorego człowieka Europy”.

"Finlandia stała się gospodarką, którą napędza deficyt. Pod względem konkurencyjności znajduje się o 10-15 proc. w tyle za Szwecją czy Niemcami. To właśnie dlatego, musimy nadrobić zaległości" – mówił w tym miesiącu fiński minister gospodarki Olli Rehn.

Na kondycję fińskiej gospodarki negatywnie wpłynął spadek zamówień z Rosji, słabnący krajowy przemysł papierniczy i upadek Nokii.

"Finlandia ma coraz mniej czasu"

Jeszcze niedawno Finlandia należała do grona najsilniejszych gospodarek Europy Zachodniej. W 2008 roku Nokia miała w swoich rękach ok. 40 proc. rynku telefonu komórkowych, a eksport produktów z branży papierniczej był o 22 proc. wyższy niż obecnie. Technologiczną gwiazdą okazał się Rovio Entertainment, producent popularnej na całym świecie gry Angry Birds. Wszystko to sprawiło, że Finlandia była stawiana za modelowy wzór radzenia sobie w czasie globalnego kryzysu finansowego.

Tymczasem w Grecji, Hiszpanii i Portugalii prawdziwe problemy miały się dopiero zacząć. Kryzys zadłużenia, który wybuchł rok później, pociągnął za sobą trzy wielkie bailouty, których wartość sięgnęła w sumie 581,5 mld euro.

Według ostatniego raportu Światowego Forum Ekonomicznego (WEF), Finlandia spadła w globalnym rankingu konkurencyjności z czwartej na ósmą pozycję. Fiński system negocjacji płacowych jest najbardziej scentralizowany ze wszystkich 140 państw analizowanych przez WEF. Zdaniem rządu, naprawa tego obszaru wymaga szybkiego przeprowadzenia głębokich reform. Inaczej Finlandii grozi kryzys w „południowo-europejskim stylu” i utknięcie w pułapce słabego wzrostu gospodarczego i niskiego zatrudnienia – uważa Rehn.

„Status Finlandii jako jednego z najsłabszych państw strefy euro jest potęgowany przez starzejące się społeczeństwo i wyjątkowo twarde stanowisko w sprawie imigrantów. Pokolenie wyżu demograficznego będzie niebawem odchodzić z rynku pracy, Finlandia ma coraz mniej czasu” – uważa Helge Pedersen, główny ekonomista Nordei, największego skandynawskiego banku.

Oczywiście sytuacja Finlandii nie jest aż tak zła, by kraj potrzebował jakichkolwiek międzynarodowych programów pomocowych, które były masowo przyznawane innym państwom w czasie kryzysu zadłużenia. Środki oszczędnościowe proponowane przez fiński rząd również nie są szczególnie drakońskie i nie przypominają cięć przeprowadzonych w krajach z południa Europy. Jak zapewnia Olli Rehn, wszystkie środki oszczędnościowe będą stanowić równowartość ok. 0,5 proc. PKB rocznie. Dla porównania, kryzys w Portugalii wymagał podwyżek podatków i cięć wydatków o łącznej wartości ok. 2,5 proc. PKB rocznie. W przypadku Irlandii było to ok. 1,5-2 proc. PKB.

Niku Maattanen z Research Institute of the Finnish Economy podkreśla jednak, że głównym problem fińskiej gospodarki jest spadająca produktywność, a kraje takie jak Portugalia, Grecja i Hiszpania cierpiały przede wszystkim z powodu zadłużenia, które było motorem ich gospodarek. „Nie znajdujemy się na skraju upadku w kontekście uzależnienia od postrzegania nas przez międzynarodowych inwestorów” – mówi Maattanen.

Finlandia, jako jeden z nielicznych państw strefy euro, wciąż utrzymuje najwyższy rating AAA od agencji Moody’s. Standard & Poor’s już w październiku 2014 roku obniżył ocenę wiarygodności tego kraju. Dług publiczny Finlandii sięga dziś ok. 60 proc. PKB i jest o połowę mniejszy, niż zadłużenie Portugalii.

Związkowcy alarmują: grozi nam polaryzacja społeczeństwa

Choć sytuacja Finlandii różni się pod wieloma względami od tej w krajach Europy Południowej, między tymi państwami można też znaleźć sporo analogii. Podejmując próby zwiększenia konkurencyjności, Helsinki muszą walczyć z potężną siłą fińskich związków zawodowych. Rządowe plany cięcia wydatków, redukowania liczby dni wolnych od pracy i ograniczania absencji pracowników poprzez utrudnione korzystanie ze zwolnień lekarskich już spotkały się z falą protestów i strajków.

Antti Palola, szef drugiego największego związku zawodowego w Finlandii STTK, uważa, że fińskiemu społeczeństwu grozi teraz polaryzacja. Ci, którzy mają stałą pracę będą w komfortowej sytuacji. Jednak reszta obywateli będzie wykluczona z życia zawodowego. Lauri Lyly, przewodniczący SAK, największej organizacji związkowej w kraju, zapowiada: „Zrobimy wszystko, by zwalczyć te inicjatywy, które są niesprawiedliwe dla obywateli”.

Eksperci oczekują, że rząd Finlandii przeforsuje w parlamencie swoje pro-konkurencyjne propozycje jeszcze przed czerwcem tego roku. Choć konfrontacyjny styl rządzenia premiera Sipili spotyka się ze sprzeciwem związkowców, a jego poparcie w sondażach spada, koalicja rządząca ma 123 ze 199 miejsc w parlamencie.

Polityczni liderzy w Hiszpanii, Irlandii i Grecji przypłacili wprowadzane cięcia oszczędnościowe utratą władzy. Do następnych wyborów w Finlandii pozostały jeszcze 3 lata. Sipila musi więc odpowiednio szybko wcielić w życie swoje reformy i udowodnić, że przynoszą efekty. Inaczej czeka go ten sam los.