Pod koniec 2015 roku ENTSO-E – organizacja zrzeszająca operatorów sieci przesyłowych w UE – opublikował raport opisujący stan sieci i bezpieczeństwo systemu energetycznego. Takie opracowania ENTSO-E publikuje co pół roku.

W grudniowym raporcie znalazła się informacja o krytycznym 10 sierpnia 2015 r. Po raz pierwszy od lat 80. ogłoszono wtedy w Polsce dwudziesty stopień zasilania. Wprowadzono ograniczenia w zużyciu prądu dla kilku tysięcy firm. Przedstawiciele ówczesnego rządu tłumaczyli problemy wyjątkową sytuacją – trwające od wielu dni upały spowodowały rekordowo niski poziom wody w rzekach. To uniemożliwiło chłodzenie kilku systemowych elektrowni węglowych, które musiały ograniczyć produkcję. Do tego doszła nieplanowana awaria bloku o mocy 858 MW w Bełchatowie oraz remonty kilku innych bloków. Rezultatem był wielomilionowe straty dla przedsiębiorstw i całej gospodarki.

Zgodnie z prawem Polskie Sieci Elektroenergetyczne przekazały w listopadzie 2015 r. do Urzędu Regulacji Energetyki i Ministerstwa Gospodarki raport na temat tych wydarzeń. Został on jednak utajniony – zawierał dane objęte tajemnicą przedsiębiorstwa.

Przez bez mała trzy miesiące żadna z tych trzech instytucji nie zdołała sporządzić obszernego streszczenia tego raportu, nie zawierającego danych niejawnych, tak aby poinformować opinię publiczną w Polsce o przyczynach i konsekwencjach tego co się stało, a także podjętych środkach zaradczych. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, prace nad takim dokumentem trwają, ale nie wiadomo kiedy będzie gotowy.

PSE przekazały jednak obszerną informację do ENTSO-E, która jest częścią raportu tej organizacji. Czego się można z niej dowiedzieć?

Zdaniem naszego operatora znaczną część winy za sierpniowy brak mocy ponosi „dobrze znana kwestia przepływów kołowych pomiędzy Niemcami a Polską”.

Tym spośród naszych Czytelników, którzy nie co dzień czytają o sprawach podnoszących ciśnienie energetykom, wyjaśniamy, że chodzi o nieplanowane przepływy energii z Niemiec do Austrii. Oba te kraje traktowane są jak jeden rynek energii. Ale stan sieci na południu Niemiec nie pozwala przesyłać całej energii przez połączenia na granicy niemiecko-austriackiej, musi ona znaleźć sobie inną drogę. I znajduje – przez Polskę, Czechy, Słowację i Węgry. Sytuację dodatkowo pogarsza fakt, że energia ze wschodnich Niemiec pochodzi głównie ze źródeł odnawialnych –wiatru i słońca. Nie sposób zaplanować jej produkcji.

Jak tłumaczy PSE żeby zapobiec destabilizacji systemu, należy uruchomić wszystkie krajowe elektrownie, najlepiej w pobliżu zachodniej granicy. Upraszczając, chodzi o „odepchnięcie” niechcianego niemieckiego prądu. Gdy pozwalają na to warunki pracy sieci w regionie, taka energia przepływa przez Niemcy, Danię i Szwecję i wraca z powrotem do Polski podmorskim kablem. Drugą, bardziej kosztowną opcją, jest zmniejszenie produkcji energii w Niemczech i wzrost generacji w Polsce – wówczas energia już do nas nie wraca. W ramach tych mechanizmów ubiegłym roku PSE kupiła od krajowych elektrowni i wysłała do Niemiec 1,5 TWh, czyli prawie 1% krajowej produkcji.

Ale jest to coraz trudniejsze, bo dostępnych mocy krajowych brakuje, a prądu z Niemiec jest coraz więcej. Od czerwca do września 2015 roku ilość energii potrzebnej do ograniczenia przepływów kołowych była siedem razy wyższa niż w tym samym czasie w 2014 roku i aż 78 razy wyższa niż latem 2013 roku.

Najdroższym rozwiązaniem ostatniej szansy jest zmniejszanie produkcji energii we wschodnich Niemczech i większa produkcja w innych regionach – zwykle w Austrii, Szwajcarii i południowo-zachodnich Niemczech.

Czasem jednak i to nie wystarczy. Kolejne po sierpniu krytyczne dni, kiedy system był o włos od załamania to 1 i 15 września. W ciągu tych obu dni polski system nie spełniał tzw. kryterium N-1. A więc nie wypełniał podstawowej zasady bezpieczeństwa pracy sieci energetycznych, która mówi, że system zawsze musi pracować w taki sposób, żeby awaria jednego dowolnego elementu (np. odcinka sieci, dużej stacji transformatorowej, czy dowolnego bloku energetycznego w elektrowni) nie doprowadzi do awarii całego systemu.
W sierpniu i wrześniu byliśmy w takiej sytuacji, że jedna awaria mogła doprowadzić do blackoutu w wielu krajach Europy. 1 września trzeba było uruchomić interwencyjny import z Ukrainy oraz zmniejszyć zapotrzebowanie u zakontraktowanych w tym celu firm (tzw. zarządzanie popytem, z ang. demand response).

Najgorszy jednak był 15 września, kiedy trzeba było uruchomić redispatching rekordowej mocy 6237 MW. Tego dnia „PSE pracowało na granicy przez większość dnia i operator nie był w stanie poradzić sobie z nieprzewidzianymi wydarzeniami takimi jak utrata 2,2 GW mocy, która mała miejsce od 9 do 10 sierpnia” – czytamy w dokumencie ENTSO-E.

System nie spełniał kryterium N -1 przez w sumie pięć godzin– między 8:50 a 9:07, potem między 10:47 a 15.10 oraz między 16.30 a 17:10. Na szczęście nic niezaplanowanego się tego dnia już nie wydarzyło.

PSE ostrzega: "w tym czasie zagrożone było bezpieczeństwo wszystkich połączeń na kontynencie (ryzyko kaskadowych awarii prowadzących do rozpadu systemu jak 4 listopada 2006 r. z trudnymi do oszacowania konsekwencjami” )." W wyniku takiej awarii w 2006 roku bez prądu zostało 15 mln Europejczyków w północno-zachodnich Niemczech, Belgii i Holandii.
Czy sytuacja z sierpnia może się powtórzyć? PSE ostrzega, że tak, jeśli warunki w zimie będą trudne, tzn. przyjdą długie i silne mrozy połączone właśnie z niekontrolowanymi przepływami energii z Niemiec. Z prognozy, którą PSE przedstawił, wynika, że największe niebezpieczeństwo braku mocy w systemie będzie w 12 i 14 tygodniu roku czyli w połowie marca.

Trudne są też święta, bo wtedy spada popyt i polskie elektrownie produkują mniej, co powoduje większe przepływy kołowe. „PSE potwierdza, że w czasie trudnych dni w ciągu roku (szczególnie Bożego Narodzenia, Wielkanocy i długiego weekendu majowego) kiedy niski popyt i jednocześnie silne wiatry (napędzają elektrownie wiatrowe w Niemczech –red.) może spowodować problemy z bilansem polskiego systemu energetycznego”.

Niestety w raporcie ENTSO-E polski operator nie ujawnił kosztów, które ponieśliśmy jako odbiorcy aby zapłacić sąsiednim operatorom za redispatching. Podobno sięgnął „ekstremalnego poziomu”, zapewne w grę wchodzi kilkadziesiąt mln euro.

PSE z goryczą pisze: „odnosząc się do problemów bilansowych tego lata PSE było pytanie przez uczestników rynku dlaczego polski system ze szczytowym letnim zapotrzebowaniem circa 20 GW, działając na obszarze gdzie synchronicznie połączone jest 400 GW, nie był w stanie zapewnić importu 1 gigawata, nawet w sytuacji awaryjnej. Trzeba postawić ważne pytanie jak to się ma do europejskiej idei regionalnego bilansowania? Można też zapytać o korzyści jakie odnoszą klienci spoza Polski z transakcji zawieranych poza Polską (tzn. między Niemcami i Austrią – red.) w relacji do kosztów ponoszonych przez Polskę, aby zredukować ich negatywny wpływ na polski system energetyczny i cały system Środkowej Europy. Polscy konsumenci są odcięci od europejskiego rynku, gdyż większość mocy dostępnej w imporcie jest pochłonięta przez nieplanowane przepływy."

Co na to wszystko Niemcy? O tym piszemy w dalszej części artykułu na portalu WysokieNapiecie.pl