Podatek bankowy jak i podatek dla handlu detalicznego są rozwiązaniami antyrozwojowymi dla polskich firm - powiedział Hausner podczas debaty plenarnej na Polskim Kongresie Gospodarczym.

Zdaniem Andrzeja Rzońcy z RPP, rynkowi kapitałowemu nie służy m.in. rujnowanie opinii o Polsce na świecie.

"Także nakładanie podatków sektorowych nie wpływa korzystnie, gdyż wysyłamy sygnał do firm, że jeśli będą miały zyski w Polsce, to mogą zostać opodatkowane. Nie służy również sytuacja związana z Trybunałem Konstytucyjnym" - powiedział Rzońca podczas debaty.

Zgodnie z postanowieniami ogłoszonego kilka dni temu projektu, podatek od sprzedaży detalicznej będzie podatkiem progresywnym ze stawką 0,7% obciążającą przychód nieprzekraczający w danym miesiącu kwoty 300 mln złotych oraz stawką 1,3% od nadwyżki przychodu ponad 300 mln złotych w tym miesiącu. Projekt przewiduje również stawkę – 1,9 % od przychodów ze sprzedaży detalicznej prowadzonej w soboty, niedziele i inne dni ustawowe wolne od pracy (to ostatnie kryterium odnosić się będzie do tych sprzedawców detalicznych, którzy na mocy przepisów będą prowadzili sprzedaż w takie dni).

Stawka tzw. podatku bankowego jest identyczna w przypadku banków, SKOK-ów oraz firm ubezpieczeniowych pożyczkowych i wynosi 0,44% (0,0366% miesięcznie). Podatek będzie obowiązywał od lutego 2016 r. 

Założenia

Nikt z branży handlowej, poza zwolnionymi z podatku handlowego, nie jest zadowolony z kształtu propozycji Ministerstwa Finansów. Proponuje ono, by nową daninę płaciły wszystkie firmy, które przekroczą próg obrotów 1,5 mln zł miesięcznie. W takim przypadku od obrotu w weekendy i święta zapłacą stawkę podatku 1,9 proc. obrotów, a za obrót w pozostałe dni 0,7 proc. lub 1,3 proc. od nadwyżki ponad 300 mln zł miesięcznie. Plany resortu krytykują zarówno przedstawiciele krajowego małego i średniego handlu (w tym spółdzielczego), jak i reprezentanci handlu wielkopowierzchniowego z zagranicznym kapitałem.

Ministerstwo Finansów zakłada, że w tym roku z podatku od instytucji finansowych pozyska 5,5 mld zł.

Może on jednak okazać się dla banków dużo bardziej bolesny. Powód? Sposób określenia podstawy opodatkowania.

W ustawie podpisanej już przez prezydenta Andrzeja Dudę jest to kwota „wynikająca z zestawienia obrotów i sald” na koniec każdego miesiąca, a nie z bilansu. Zestawienie obrotów i sald zawiera np. kwoty transakcji na rynku finansowym. W bilansie ujmowana jest tylko niewielka część wynikająca np. z różnicy w wartości przeciwstawnych transakcji z jednym partnerem. W „zestawieniu obrotów i sald” powinna znaleźć się kwota nominalna.

Zdaniem jednego z bankowców może to być kwota nawet 10 razy większa od zaplanowanej w budżecie. To zagrażałoby stabilności sektora.