Określana nieraz jako nadzieja dla polskiego węgla technologia podziemnego zgazowania tego surowca wciąż jeszcze jest w powijakach i do jej przemysłowego zastosowania bardzo daleka droga – twierdzą w raporcie inspektorzy NIK.

Przyznają przy tym, że podziemne zgazowanie węgla byłoby pionierskim przedsięwzięciem. Proces ten znany jest wprawdzie już od XIX wieku, jednak nie ma on jeszcze większego znaczenia gospodarczego. Obecnie funkcjonuje na świecie tylko jedna komercyjna instalacja tego typu w Uzbekistanie – przyznaje NIK, niemniej uznaje działania resortu gospodarki w wypracowaniu własnej metody eksploatacji złóż w tej technologii za nieefektywne.

„W okresie objętym kontrolą minister nie zapewnił przede wszystkim skutecznego planowania i monitorowania projektów badawczych i inwestycyjnych, a jego działania koordynacyjne dotyczące rozwoju nowych technologii sprowadzały się do biernego oczekiwania na wyniki prowadzonych prac badawczych. Nie została wypracowana wizja dalszego rozwoju tych technologii oraz ich wdrożenia w przemyśle” – czytamy w raporcie. To, zdaniem izby, może doprowadzić do zmarnowania potencjału innowacyjności, jaki został wypracowany przez środowiska naukowe w tej dziedzinie. Bo może być problem z wdrożeniem efektów tych prac. A osiągnięcia na tym polu mamy – przyznaje NIK.

Między innymi w ubiegłym roku doszło do udanego eksperymentalnego zgazowania złoża w KWK Wieczorek – z 245 t węgla otrzymano nieco ponad milion m sześc. syngazu (mieszanina kilku gazów, przede wszystkim tlenku węgla i wodoru), który może być cennym surowcem dla przemysłu chemicznego, można go przetworzyć na paliwa płynne, syntetyczny gaz ziemny oraz wykorzystać do produkcji energii.

To obiecujący wynik, ale NIK zwraca uwagę, że próbę przeprowadzono w czynnej kopalni „w warunkach skrajnie trudnych dla bezpieczeństwa ludzi. Eksperyment zakończył się powodzeniem, ale sformułowanie twierdzeń o bezpiecznej eksploatacji tą metodą wymaga zbudowania i przetestowania instalacji demonstracyjnej”.

Szacuje się, że może to potrwać od 2 do 3 lat. Jej koszt szacowany jest na 80–100 mln zł, a dopiero na podstawie analizy jej funkcjonowania będzie można pokusić się o dokładniejszą analizę opłacalności całego przedsięwzięcia, ale i niezbędne zmiany w prawie. Wbrew pozorom ma to duże znaczenie. „Przystępując do ewentualnej zmiany przepisów, należy rozważyć sposób, w jaki będzie ujmowane podziemne zgazowanie węgla; czy jako forma/technologia wydobycia kopaliny stałej, czy jako przetwarzanie kopaliny w złożu (wydobycie kopaliny gazowej), czy raczej jako przetwórstwo kopaliny stałej w wyrobisku, produkcja surowca gazowego”. Wybór każdej z tych definicji może oznaczać inne wymogi formalne i środowiskowe, jakie będzie należało spełnić.

Jak widać, droga do wdrożenia tej obiecującej technologii jest daleka, stąd pewna irytacja NIK nikłą aktywnością administracji w tej dziedzinie. Z jednej strony w dokumentach wszystko się zgadza – prace nad czystymi technologiami węglowymi wpisano do wszystkich ważniejszych strategii: od Bezpieczeństwa Energetycznego i Środowiska poprzez Politykę Energetyczną Polski do 2050 roku aż po program Śląsk 2.0. W żadnym z tych dokumentów nie ma ani spójnej koncepcji rozwoju, ani zarysowania programów wykonawczych.

Resort gospodarki w dołączonym do raportu stanowisku odpowiada na zarzuty, twierdząc, że „bez szczegółowych badań minister gospodarki nie mógł inicjować projektu wdrażania technologii zgazowywania węgla na skalę przemysłową”.

Resort zwraca również uwagę na uwarunkowania geologiczne w Polsce, które sprawiają, że przeniesienie zagranicznych technologii na polski grunt jest wątpliwe. Rzeczywiście, również w opinii wielu polskich ekspertów technologię ową będzie można stosować do mocno wyeksploatowanych wyrobisk – niejako na zakończenie funkcjonowania pracy kopalni. Warunki geologiczne wskazują również, że będzie to możliwe jedynie w złożach górnośląskich.

– Raport jest oderwany od realiów ekonomicznych. Gazyfikacja węgla w złożu to piękne, a nawet perspektywiczne hasło, ale zawsze trzeba stawiać pytanie o opłacalność. Kilka lat temu były analizy, z których wynikało, że po zainwestowaniu od 3 do 6 mld zł taki proces może być opłacalny przy cenie 130 dol. za baryłkę ropy. Dziś Iran proponuje ropę po 17 dol., a związane z tym ceny innych surowców energetycznych, w tym węgla, także idą w dół – odpowiada na te zarzuty Janusz Piechociński, były wicepremier i szef resortu gospodarki. – To nowa technologia i trzeba wyłożyć spore pieniądze na jej badanie i wdrożenie. Mówimy, że Polska jest za mało innowacyjna i za mało wydaje na badania i rozwój, ale – nie kwestionując konieczności zwiększenia wydatków na ten cel, co zresztą następuje – weźmy pod uwagę, że rozwinięte kraje zachodnie stać na nieporównanie większe inwestycje, a tam również te technologie nie zostały wdrożone – dodaje były wicepremier.

Przypomina, jak pojawiła się u nas australijska firma Linc Energy, która zapowiadała wdrożenie w Polsce technologii podziemnego zgazowania węgla. Otrzymała nawet koncesję na użytkowanie złóż. – W Australii firma ta musiała zamknąć swój projekt, gdyż nawet liberalny nadzór górniczy doszedł do wniosku, że zastosowana przez tę firmę technologia powoduje ogromne szkody dla środowiska. Widać więc, że wdrożenie zgazowywania węgla niesie ze sobą wiele problemów, które trzeba będzie rozwiązać – podkreśla Piechociński.

Podziemne zgazowanie węgla nie jest jednak jedyną czystą technologią węglową. NIK nie wspomina o naziemnym zgazowaniu węgla, a tu już dysponujemy odpowiednimi technologiami i przymierzamy się do ich komercyjnego wykorzystania. W kędzierzyńskich Azotach ma do 2020 r. powstać instalacja przerabiająca na gaz nawet do miliona ton węgla rocznie. ©?