Spadek cen ropy był odzwierciedleniem topniejących nadziei inwestorów na porozumienie pomiędzy kartelem OPEC a Rosją.

W minionym tygodniu to właśnie spekulacje dotyczące możliwych wspólnych działań tych ważnych producentów ropy naftowej pchnęły notowania tego surowca wyżej. Jednak w obliczu obecnych niskich cen ropy naftowej, inwestorzy wyczekują już nie tylko obietnic, lecz konkretnych rozwiązań – a do tych na razie jest daleko.

Wielu uczestników i obserwatorów rynku otwarcie przyznaje, że nie wierzy w to, że Rosja i OPEC solidarnie zdecydują się na cięcie wydobycia ropy naftowej. Goldman Sachs wczoraj podkreślił, że takie działanie byłoby dla obu stron porozumienia niekorzystne, ponieważ nawet jeśli dzięki niemu notowania ropy naftowej by wzrosły, to po takiej zwyżce na rynku ropy pojawiłaby się dodatkowa podaż, która automatycznie zbiłaby notowania tego surowca w dół.

W rezultacie, bank niezmiennie spodziewa się spadku cen ropy naftowej do okolic 20 USD za baryłkę. W horyzoncie całego bieżącego roku Goldman Sachs jest jednak bardziej optymistyczny, ponieważ zakłada średnią cenę baryłki ropy naftowej na poziomie 45 USD (dla ropy Brent). 

W krótkoterminowej perspektywie inwestorzy na rynku ropy są pesymistyczni, jednak wiele instytucji wierzy w to, że bieżący rok będzie już okresem zmiany długoterminowego trendu na rynku ropy naftowej. Większość instytucji zakłada, że średnia cena baryłki ropy naftowej, zarówno WTI, jak i Brent, wyniesie w tym roku nieco ponad 40 USD. Jest to sygnał, że oczekują one zwyżki notowań w dalszej części bieżącego roku.

Paweł Grubiak - członek zarządu, doradca inwestycyjny w Superfund TFI