ObserwatorFinansowy.pl: Dziś w Polsce przebywa premier Wielkiej Brytanii David Cameron. Projekt porozumienia UE z jego krajem zakłada możliwość ograniczenia świadczeń socjalnych dla imigrantów na cztery lata. Gdyby pomysł wszedł w życie, dotknąłby Polaków na Wyspach?

Iza Chmielewska: Z badań, które przeprowadzamy nie wynika aby świadczenia socjalne były ważnym źródłem dochodów Polaków w Wielkiej Brytanii. Nie są one też najważniejszym motywem emigracji. Ankietowani deklarują, że jest nim raczej chęć podjęcia pracy i, ogólnie, warunki życia w kraju emigracji. Dochody z pracy są głównym źródłem ich utrzymania.

Bardziej liczą się 1284 funty pensji (średnie zarobki Polaków w Wielkiej Brytanii, wg. ankiety NBP), czyli dwa, trzy razy więcej niż w Polsce?

Tak. Porównanie wynagrodzeń w Polsce, szczególnie na wsiach i w małych miasteczkach, do potencjalnych zarobków za granicą jest głównym motywem wyjazdu. Wiadomo, że ta różnica musi być na tyle duża aby emigranci decydowali się na rozłąkę z rodziną i mogli część pieniędzy przysłać z powrotem niejako rekompensując w budżetach domowych ubytek ich polskich pensji, jeśli takie w ogóle mieli.

Wartość przeciętnego transferu z Wielkiej Brytanii w 2014 roku wynosiła blisko 400 funtów. To równowartość połowy miesięcznego dochodu rozporządzalnego w polskim gospodarstwie domowym. Emigranci utrzymują niektóre regiony Polski?

Tak daleko idącej tezy bym nie stawiała, ale faktem jest, że jeśli przelew z Anglii stanowi połowę dochodu miesięcznego jakiejś rodziny to jest to kwota znacząca. Szczególnie, że większość tych środków od razu przeznaczana jest na wydatki bieżące, nie na oszczędności.

>>> Czytaj też: Brytyjczycy nie poradzą sobie bez imigrantów z UE? Zaskakujące wyniki badań

I gdzie te środki w Polsce trafiają?

W zdecydowanej większości do małych miejscowości i na tereny wiejskie. Ciekawie wygląda podział na województwa, bo na pierwszym miejscu jest śląskie, na drugim dolnośląskie, na trzecim mazowieckie. Działa tu proste przełożenie – wysoka liczba emigrantów z tych regionów wpływa na wysoką liczbę transferów pieniężnych.

„Polscy emigranci mimo iż w większości dobrze wykształceni i posiadający doświadczenie zawodowe zatrudniani są głównie przy pracach fizycznych: w sektorach takich jak przemysł, hotelarstwo, gastronomia i rolnictwo. Co więcej, nie widać aby na przestrzeni lat, mimo zdobywanego doświadczenia, sytuacja ta uległa zmianie”- czytamy w raporcie. Dlaczego emigranci stoją w miejscu?

To wynika ze specyfiki brytyjskiego rynku pracy. Polacy zatrudniają się tam gdzie są wakaty, a jeśli nie są informatykami albo lekarzami to często pracują poniżej swoich kwalifikacji. Zastanawiamy się też czy nie jest to kwestia słabej znajomości języka. Będziemy chcieli to zweryfikować przy kolejnych badaniach.

Polacy nie awansują i nie zmieniają pracy na lepszą, ale aż trzy czwarte z nich przebywa na emigracji długookresowo, czyli powyżej roku. Jak to wytłumaczyć?

To „powyżej roku” w praktyce oznacza kilka lat, często od 2007 roku, kiedy to za granicą przebywało ponad 2,2 mln osób. Po tym szczycie kolejny nastąpił w 2014 roku, gdy liczba Polaków za granicą przekroczyła 2,3 mln. Dlaczego ta liczba znacząco się nie zmniejsza? Racjonalnym wytłumaczeniem byłoby to, że poziom zarobków zagranicą emigrantów zadowala i ta luka między płacami tam i płacami w Polsce wciąż istnieje.

Dlatego ankietowani odpowiadają, że wróciliby do Polski, ale za pensję około 5000 złotych netto?

Rzeczywiście takie są ich oczekiwania, ale najczęściej wymienianym powodem powrotu są jednak motywy rodzinne. Zatem gdyby sytuacja rodzinna zmusiła ich do powrotu, to na polskim rynku pracy oczekiwaliby właśnie takich stawek. Niemniej większość z nich nie chce wracać. Odsetek osób, które chcą zostać w Wielkiej Brytanii na stałe wzrósł w 2014 roku do 54 proc. Trochę mniej imigrantów chce zostać w Niemczech – 40 proc. i w Holandii- 34 proc. Wynika to też z tego, że więcej jest tam imigracji krótkookresowej związanej np. z pracami w rolnictwie.

>>> Czytaj też: Exodus Polaków za granicę znacznie większy niż pokazują statystyki GUS?

Jak te deklaracje mogą wpłynąć na transfery do Polski, które od 2009 roku wynoszą rok po roku ponad 4 mld euro?

Myślę, że ta liczba w najbliższych latach się nie zmieni. Z jednej strony obserwujemy bowiem prawidłowość, że im dłużej trwa pobyt za granicą tym strumień transferów mniejszy. To zrozumiałe – emigranci więcej wydają, ale też rozluźniają się ich relacje z rodziną w kraju, albo przeciwnie – rodzina dołącza do nich. Z drugiej strony ostatni wzrost liczby nowych emigrantów niweluje ten ubytek transferów. Ostatecznie więc te 4 mld euro powinny utrzymać się jeszcze przez kilka lat.

W 2014 roku ta kwota stanowiła poniżej 1 proc. PKB, nawet w rekordowym 2007 roku było to tylko 1,7 proc. PKB. Wszystkie przekazy z zagranicy nie rekompensują chyba faktu, że 2,3 mln Polaków powiększa PKB innych krajów?

Nie podejmuję się takiego bilansu, choćby dlatego że bardzo ciężko obliczyć ten drugi czynnik, o którym pan mówi. Jeśli mamy odnieść to jednak do skali polskiej gospodarki to dające do myślenia jest inne porównanie – od maja 2004 r. do Polski wpłynęło ponad 39 mld euro z tytułu pracy Polaków w krajach UE. W tym samym czasie w ramach funduszy unijnych napłynęło do nas prawie 140 mld euro. Widać więc, że transfery od imigrantów stanowiły równowartość niemal 28 proc. środków unijnych. Z tym, że o tych drugich mówimy cały czas, o tych pierwszych mniej.

Czytaj też: Obcokrajowcy w krajach UE. Zobacz najnowsze dane Eurostatu [INFOGRAFIKI]

Rozmawiał Marek Pielach

Iza Chmielewska jest ekspertem ekonomicznym w Departamencie Statystyki NBP. Autorka raportu „Transfery z tytułu pracy Polaków za granicą w świetle badań Narodowego Banku Polskiego”. Badania przeprowadzane są metodą CAPI od 2007 roku na grupie kilku tysięcy emigrantów. Ostatnie miało miejsce w 2014 roku, poprzednie w 2012 roku.