Jak czytamy, Wielka Brytania nie musi już zmierzać do szlachetnego celu jakim jest budowa coraz bardziej zintegrowanej Europy. Londynowi pozwolono wybierać rodzynki z ciasta. Pozostałe kraje członkowskie muszą zjeść resztę. Komentator gazety ocenia, że to bezczelne i niesprawiedliwe.

Mimo to, ugoda z Cameronem była właściwa. "Unia Europejska znajduje się bowiem w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Zarówno od środka jak i od wewnątrz działają siły, które chcą zniszczyć ten unikatowy projekt" - pisze. Jak czytamy, utrata Wielkiej Brytania w takim momencie, mogłaby okazać się dla Wspólnoty zabójcza.

Kompromis z Brukseli pokazuje jednocześnie w jak opłakanym stanie jest Unia. Prawie wszyscy członkowie chcą wywalczyć jak najwięcej dla siebie. Prawie nikt już nie pyta jak można pomóc wspólnej sprawie - czytamy w „Sueddeutsche Zeitung”. 

Brak planu B

Unijny komisarz Pierre Moscovici mówi, że Komisja Europejska nie ma planu B w przypadku, gdy Brytyjczycy zechcą opuścić Unię Europejską.

Komisarz do spraw ekonomicznych i finansowych UE przyznał, że na razie jest tylko jeden plan, plan "A": "Zjednoczone Królestwo w zjednoczonej Europie". Inne scenariusze na razie nie są rozpatrywane, a plan "B" pojawi się tylko wtedy, gdy Brytyjczycy zagłosują przeciwko dalszemu członkostwu.
Pierre Moscovici zapewnił, że unijne kierownictwo nie weźmie udziału w kampanii przed brytyjskim referendum ponieważ może to przynieść skutek odwrotny od zamierzonego.

Komisarz dodał także, że odpowiedzią na tak ważne wyzwania, jak kryzys grecki, czy migracyjny, mogą być tylko rozwiązania na poziomie europejskim, a nie narodowym. Ewentualne wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej byłoby odwróceniem istniejących od lat tendencji polegających na tym, że coraz więcej krajów chce dołączyć do Wspólnoty.

Dziś zwolenników tak zwanego Brexitu wsparł najpopularniejszy polityk Wielkiej Brytanii - konserwatywny burmistrz Londynu Boris Johnson.

>>> Czytaj też: "Plan B" w sprawie imigrantów. Na co szykuje się Grupa Wyszehradzka?