W tekście zatytułowanym „KGB wróciło do Europy” znalazło się sformułowanie - „w poniedziałek IPN opublikował dokumenty świadczące o współpracy Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa komunistycznej Polski i odpowiednio, z KGB”. Dalej portal, powołując się na wypowiedź szefa IPN Łukasza Kamińskiego stwierdza, że „laureat pokojowej nagrody Nobla w 1975 roku podpisał dokumenty o współpracy z polskimi służbami specjalnymi, które w tamtym czasie ściśle współpracowały z KGB”.

Gazieta.ru cytuje też wypowiedź emerytowanego generała Federalnej Służby Bezpieczeństwa, następczyni KGB Aleksandra Michajłowa, który nie dziwi się, że w latach 70 tych XX wieku radzieckie służby „próbowały wyjść na Wałęsę”, ponieważ jak tłumaczy, w tamtym okresie państwa Układu Warszawskiego współpracowały ze sobą nie tylko w kwestiach wojskowych, ale również w sprawach bezpieczeństwa.

Portal przypomina, że w przeszłości podobne zarzuty o różnego rodzaju związki z radziecką bezpieką padały już wobec wielu europejskich polityków. Wymienia między innymi: kanclerz Niemiec Angelę Merkel, byłego premiera Włoch Romano Prodiego i obecnego szefa NATO Jensa Stoltenberga. Przypomina także o podejmowanych w przeszłości przez KGB próbach zwerbowania obecnego premiera Wielkiej Brytanii Davida Camerona. Na końcu tekstu, cytowany przez Gazietę.ru generał FSB Aleksandr Michajłow stwierdza, że udowodnienie takim osobom kontaktów z bezpieką jest praktycznie niemożliwe.

Po pierwsze, gdy znajdą się one na szczytach władzy nie dają się już kontrolować, a po drugie rosyjskie służby niszczą dokumenty, które mogłyby skompromitować czołowych polityków innych krajów.

Krytyka Morawieckiego

Marszałek senior Kornel Morawiecki mówi, że Lech Wałęsa, ze względu na swoją współpracę z SB, nie był człowiekiem samodzielnym ani w PRL, ani po 1989 roku. Wśród akt znalezionych w domu zmarłego szefa komunistycznej bezpieki Czesława Kiszczaka, są materiały, dotyczące kontaktów z SB tajnego współpracownika o pseudonimie Bolek. Są one podpisane nazwiskiem Lecha Wałęsy.

Kornel Morawiecki powiedział w radiowej Trójce, że ludzie systemu komunistycznego, którzy mieli teczki TW Bolka, mogli szantażować go w PRL i po 1989 roku. To sprawiało, że Lech Wałęsa, także jako prezydent, nie był człowiekiem wolnym i samodzielnym, co można zauważyć, analizując jego postępowanie w różnych sytuacjach - dodał założyciel Solidarności Walczącej.

Kornel Morawiecki dodał, że zachowanie Lecha Wałęsy, który zaprzecza współpracy z SB, jest dla niego tym bardziej oburzające, iż należy on do Polaków najbardziej rozpoznawanych na świecie. Zdaniem marszałka, nie można jednak zapominać o zasługach tysięcy Polaków, którzy również walczyli z systemem komunistycznym, a nie byli na pierwszych stronach gazet. "Nie można mówić, że obalenie komunizmu to wyłączna zasługa Wałęsy, tylko dlatego, że był on promowany przez ówczesne media" - dodał Morawiecki. Jego zdaniem, Wałęsa był człowiekiem wygodnym dla układu komunistycznego, legitymizował także politykę grubej kreski.
Kornel Morawiecki dodał, że były prezydent powinien powiedzieć prawdę o swojej współpracy z SB. "Prawda jest potrzebna każdej społeczności, jemu samemu" - powiedział.

Wśród dokumentów opublikowanych przez IPN jest między innymi datowany na 19 grudnia 1970 roku "Wniosek o opracowanie kandydata na tajnego współpracownika". Czytamy w nim, że kandydat "od początku zajść grudniowych był (...) członkiem komitetu strajkowego w stoczni, brał aktywny udział w zajściach ulicznych przed Komitetem Wojewódzkim PZPR oraz Komendą Miejską MO." Znajduje się tam też zobowiązanie do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa, datowane na 21.12.1970 r. podpisane nazwiskiem Lecha Wałęsy.

W dokumencie czytamy, że oprócz zobowiązania do utrzymania w tajemnicy kontaktów z SB, domniemany podpisujący zapewnia, że będzie "współpracować ze służbą bezpieczeństwa w wykrywaniu i zwalczaniu wrogów PRL".

>>> Czytaj też: SB a Lech Wałęsa. Oto najważniejsze ustalenia