Powód do zmartwienia? Niekoniecznie. Spowolnienie to w głównej mierze skutek mniejszego przyrostu kredytów mieszkaniowych, których wartość skokowo urosła w styczniu ub.r. – za sprawą gwałtownego umocnienia franka szwajcarskiego. Teraz nastąpił powrót do dawnego trendu – stopniowego spadku kredytów walutowych. Hipoteki złotowe cały czas rosną o blisko 10 proc. w skali roku (po części to efekt spłacania starych kredytów walutowych – denominowanych w krajowej walucie). O 7 proc. rosną z kolei typowe kredyty konsumpcyjne (bez uwzględnienia debetów na rachunkach bieżących czy zadłużenia z tytułu kart kredytowych).

W przypadku firm wysoką dynamikę notują kredyty inwestycyjne. Styczniowy wzrost o 14,5 proc. był najwyższy od trzech i pół roku. Popyt na kapitał obrotowy także rośnie, ale nieco wolniej – tu przyrost kredytów w styczniu nie przekroczył 10 proc. w skali roku.