Witamy w nowej Polsce: prawicowe Prawo i Sprawiedliwość z zawrotną prędkością pędzi do zburzenia status quo z Unią Europejską. Jednocześnie wprowadza nowy pakiet socjalny, który jest mieszanką skandynawskiej szczodrości z odrobiną imperializmu w stylu Kremla.

Program wsparcia rodzin, który rusza w Polsce za kilka tygodni, jest hojniejszy niż te, które obowiązują w bogatej Norwegii. Dzięki niemu dochód statystycznej 5-osobowej rodziny wzrośnie o jedną czwartą. Celem rządu jest zmniejszenie poszerzających się nierówności majątkowych i odwrócenie trendu kurczenia się populacji, który jest uważany za jeden z najszybciej postępujących w Europie. Koszt całego programu to niemal połowa narodowych wydatków na obronę. Jego realizacja stawia też pod znakiem zapytania napływ kluczowych funduszy z Brukseli do Polski. Krytycy projektu podkreślają, że jest to populistyczny chwyt, który ma odwrócić uwagę wyborców od nacjonalistycznej polityki rządu.

“Ludzie przychodzą do ratusza i prawie codziennie pytają o pieniądze, które obiecał PiS” – mówi Bloombergowi Robert Biedroń, prezydent Słupska. „Wydaje się, że są gotowi oddać część swoich wolności w zamian za większy komfort finansowy” – dodaje.

>>> Czytaj też: Bogactwo centralnie planowane. „Tu na razie jest ściernisko, ale...” rząd zrobi San Francisco

Polska hojniejsza niż Norwegia

Program Rodzina 500 plus to dobry interes dla Polaków, którzy wciąż zarabiają zaledwie ułamek tego, co obywatele Norwegii czy Niemiec. Wynagrodzenia nad Wisłą pozostają niskie mimo dwóch dekad wzrostu gospodarczego i 100 mld euro unijnych funduszy, które napłynęły do Polski.

31-letni Mariusz Kosowski pracuje w magazynie oddalonym o 100 kilometrów na południowy zachód od Warszawy. Jak mówi, 2,5 tys. zł, które co miesiąc przynosi do domu, nie wystarcza, by utrzymać żonę i trzech małych synków. Żona pracuje na niepełny etat, by zarobić dodatkowy 1 tys. zł, którego im brakuje.

Wszystko jednak zmieni się, gdy rząd zacznie wypłacać im 500 zł miesięcznie za drugie i następne dziecko. Dla rodziny Kosowskich będzie to oznaczać zwiększenie dochodu o około jedną trzecią, co zapewni im niewielką ale istotną poduszkę finansową. W Norwegii państwo wypłaca rodzicom kwotę podobnej wielkości, jednak przeciętne wynagrodzenia są tu aż pięć razy wyższe niż w Polsce i sięgają 5 tys. dol. miesięcznie (ok. 19,5 tys. zł).

“To będzie spory zastrzyk finansowy dla mojej rodziny” – mówi Kosowski, chwaląc PiS za bycie pierwszym ugrupowaniem, które zmusiło „ludzi na szczycie”, by pochylili się nad losem biedniejszych. „Nierówności majątkowe w tym kraju są tak bolesne, jak inne partie mogły tego nie widzieć?” – dodaje.

>>> Czytaj też: Takich skutków "500 plus" nikt się nie spodziewał. Polacy chcą niższych pensji

Coraz więcej protestów, coraz większe poparcie

Władze oczekują, że polski PKB będzie się rozwijać w tempie 3,5 proc. rocznie w tym i przyszłym roku. Korzystając z dynamicznego wzrostu gospodarczego, PiS zapowiada kolejne reformy. Wprowadzono już podwyżkę płacy minimalnej, teraz rząd chce ustanowić minimalną stawkę godzinową dla pracowników zatrudnionych na śmieciówkach, podnieść kwotę wolną od podatku i obniżyć wiek emerytalny.

W tym samym czasie PiS zacieśnia kontrolę nad Trybunałem Konstytucyjnym, mediami publicznymi i służbami specjalnymi, zmuszając Brukselę do wszczęcia procedury kontroli praworządności w Polsce. W reakcji na politykę rządu, agencja Standard & Poor’s po raz pierwszy obniżyła w styczniu rating Polski. Analitycy stwierdzili w uzasadnieniu, że rząd naruszył równowagę instytucjonalną w Polsce.

Od czasu nowych rządów polska waluta osłabiła się o 3,2 proc. wobec euro. Żadna inna waluta wschodnioeuropejska, z wyjątkiem rubla, nie zanotowała takich strat. Akcje spółek na GPW obniżyły się w tym czasie o 13 proc. Dla porównania, indeks rynków rozwijających się MSCI spadł o 8,4 proc.

Choć przeciwnicy PiS zwołują manifestacje i protestują przeciw polityce rządu, rząd wciąż cieszy się dużym poparciem. Jak wskazują najnowsze sondaże TNS, za PiS-em opowiada się 40 proc. Polaków – to o 1 proc. więcej niż wynik z wygranych wyborów i 5 proc. więcej, niż suma poparcia dla PO i Nowoczesnej.

Oferta nie do przebicia

Polityka społeczna i wynagrodzenia to jednak nie jedyne obszary, na które stawia PiS. W zeszłym miesiącu rząd Beaty Szydło ogłosił wielki plan rozwoju Polski. W ciągu najbliższych lat, władze zamierzają zainwestować 1 bln zł, czyli prawie połowę wartości PKB kraju, w przemysł i innowacje. Dzięki temu Polska ma być w stanie dogonić bogatsze kraje UE. Niemal połowa tej kwoty ma pochodzić z unijnych funduszy, a pozostała część od państwowych przedsiębiorstw, obligacji, nowych podatków od banków i handlowców oraz z szeroko pojętego wkładu prywatnego.

Komisja Europejska już teraz jednak ostrzega – sam program wypłat 500 zł na dziecko może zwiększyć polski deficyt budżetowy do 3,4 proc. PKB w przyszłym roku z ok. 2,8 proc. szacowanych na ten rok. Oznaczałoby to przekroczenie unijnego progu deficytu w wysokości 3 proc. PKB i zagroziło miliardom euro funduszy płynących z UE.

Żadne z tych zagrożeń nie stanie jednak PiS na przeszkodzie w wytyczaniu nowej drogi rozwoju Polski – uważa Andrzej Rychard, socjolog z Polskiej Akademii Nauk.

„Ani opozycja ani Unia Europejska, sama borykająca się ze spowolnieniem gospodarczym i kryzysem imigracyjnym, nie mogą przebić oferty, jaką PiS przedstawił wyborcom” – mówi socjolog.

>>> Czytaj też: Duży skok, ale też ryzyko zwiększenia deficytu. KE ocenia sytuację w Polsce