Koncepcja domów budowanych bez pozwolenia, a jedynie na zgłoszenie, to populistyczny niewypał – tak można podsumować ocenę, jaką obowiązującej od ponad pół roku nowelizacji prawa budowlanego wystawiło właśnie Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa. O tym, że Polacy nie sięgają po rozwiązanie, które miało uprościć i skrócić proces inwestycyjny, informowaliśmy w minionym tygodniu. Wszystko wskazuje więc na to, że zmiany przepisów są raczej nieuniknione.

Jak informuje resort, od 28 czerwca 2015 r. – a więc od wejścia w życie nowelizacji ustawy – Prawo budowlane (Dz.U. z 2015 r. poz. 443) wprowadzającej uproszczoną procedurę zgłoszenia budowy domu jednorodzinnego z projektem – w całej Polsce zostało zarejestrowanych ledwie 6084 takich zgłoszeń. W tym samym okresie wpłynęło aż 62 679 wniosków o wydanie klasycznego pozwolenia na budowę domu jednorodzinnego. Tymczasem szykując te zmiany przekonywano, że w ciągu roku z uproszczonej procedury skorzysta około 30 tysięcy inwestorów.

– To jednoznacznie wskazuje, że chlubne zapowiedzi o rewolucji w systemie realizacji inwestycji okazały się jedynie propagandą i zakładana liczba 30 tys. zgłoszeń to jedynie pobożne życzenia ustawodawcy, nie poparte żadną sensowna analizą – komentuje Elżbieta Kisil, rzecznik prasowy MIiB.

>>> Czytaj też: Bezprecedensowy wzrost cen ziemi. Rząd zakończy gruntową hossę?

W jej ocenie zmiana polegająca na zniesieniu obowiązku uzyskania pozwolenia na budowę domu jednorodzinnego z projektem, jeżeli jego obszar oddziaływania zamyka się w granicach działek inwestora, nie odpowiadała realiom i potrzebom budujących.

– Zgłoszenie miało zrewolucjonizować proces budowy domów jednorodzinnych, a ostatecznie okazało się rozwiązaniem nietrafionym, nie do końca przemyślanym – uważa rzeczniczka resortu.

I wskazuje, że doświadczenia innych krajów – gdzie funkcjonuje taka uproszczona procedura – świadczą, że większość inwestorów preferuje posiadanie urzędowego dokumentu potwierdzającego zgodę na budowę, wyrażoną przez właściwy organ. To bowiem daje gwarancję stabilności decyzji, nierzadko kluczowej dla zainwestowania oszczędności całego życia lub podjęcia wieloletnich zobowiązań kredytowych.

– Biorąc powyższe pod uwagę oraz mając na względzie zidentyfikowane bariery występujące w procesie inwestycyjno-budowlanym, resort rozpoczął już prace nad jego kompleksową regulacją – przyznaje Elżbieta Kisil.

Argument, że instytucja budowy domów jednorodzinnych na zgłoszenie nie sprawdzi się w praktyce już na samym początku prac legislacyjnych podnosiła m.in. Izba Architektów RP. W jej ocenie nowela, zamiast rozprawiać się z największymi bolączkami inwestorów (związanymi z procesem przygotowania dokumentacji projektowej) wyszła z błędnego założenia, że problem tkwi w długości oczekiwania na pozwolenie na budowę.

>>> Czytaj też: Zaskakująco złe dane z polskiej budowlanki. Spirala długów pogrąża branżę