Okazuje się, że mistrzami lewego pasa są Ślązacy, którzy obowiązek jazdy prawostronnej łamią nawet kilka razy częściej niż kierowcy w innych regionach kraju. Dlaczego? – Po pierwsze na Śląsku jest bardzo dużo dróg wielopasmowych, więc szansa na złamanie tego przepisu jest większa. Po drugie w południowej Polsce wciąż pokutuje przekonanie, że lewy pas jest nie tylko szybszy, ale także bardziej komfortowy, droga jest mniej zniszczona i powybijana – wyjaśnia Andrzej Grzegorczyk, wiceprezes Stowarzyszenia Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego. Znak „stop” najczęściej lekceważono w Wielkopolsce. Obszarem podwyższonego ryzyka jest także Lubelszczyzna. Szczególną ostrożność muszą zachować tam piesi przechodzący na pasach.

W opinii prof. Stanisława Gacy z Katedry Budowy Dróg i Inżynierii Ruchu Politechniki Krakowskiej regionalne cechy kierowców, a co za tym idzie, skłonność do popełniania konkretnego typu naruszeń nie jest niczym nowym. – W Wielkopolsce czy województwie lubuskim widać duży wpływ zachodniego stylu jazdy. Analogicznie w Lubelskiem czy na Podkarpaciu uwypuklają się wschodnie naleciałości. Najczęściej ma to związek nie tylko z kulturą jazdy, ale także z większą skłonnością do ryzyka – twierdzi Gaca, który przypomina, że większe znaczenie od liczby popełnionych naruszeń, ma ich typ. – To bardzo trudna analiza, bowiem nie mamy tutaj rozróżnienia naruszeń intencjonalnych i przypadkowych, wynikających z błędnej oceny sytuacji. Złamanie zakazu wjazdu i wyprzedzanie na przejściu dla pieszych trudno traktować na równi. W pierwszej kolejności należy zwalczać szczególnie niebezpieczne typy zachowań – przekonuje ekspert w rozmowie z DGP.

Powstaje pytanie, jak skutecznie eliminować złe praktyki drogowe. Andrzej Grzegorczyk podkreśla, że najskuteczniejszą bronią w walce z piratami drogowymi jest nieuchronność kary. – Od lat dużo w Polsce mówimy o podwyższaniu kwot mandatów, ale to nie wysokość kary, lecz właśnie jej nieuchronność budzi strach w kierowcach. Na tym powinni skupić się eksperci od walki o poprawę bezpieczeństwa – podkreśla Grzegorczyk.