Słynny podatek Religi powraca w nowej odsłonie. Ministerstwo Zdrowia planuje, że część pieniędzy pochodzących ze sprzedaży obowiązkowych ubezpieczczeń OC zasili szpitalne oddziały ratunkowe. Odpowiednia ustawa ma zostać przygotowana jeszcze w tym roku, ale kiedy zacznie obowiązywać, nie wiadomo. Natomiast już znana jest argumentacja resortu: kierowcy powodują wypadki, a ich ofiary trafiają do SOR. Sprawiedliwe więc wydaje się rozwiązanie, w którym właściciele pojazdów składają się na leczenie poszkodowanych.

Problem w tym, że nie od razu wiadomo, kto jest sprawcą wypadku, a kto jego ofiarą. I właśnie to zadecydowało o porażce pierwszej wersji podatku Religi z 2007 r. Jego stawka wynosiła 12 proc. wartości polisy, ale jako że nikt nie był w stanie rozliczyć pieniędzy, to ostatecznie trafiły one m.in. na podstawową opiekę zdrowotną i psychiatrię.

PiS wyciągnął lekcję z tamtych błędów i tym razem nie przewiduje żadnych rozliczeń. SOR-y zasili stały ryczałt. A ile on wyniesie? Tego resort zdrowia nie chce powiedzieć. Tłumaczy, że najpierw musi porozmawiać z ubezpieczycielami. Najprawdopodobniej jednak nowy podatek nie pokryje całkowitych kosztów funkcjonowania oddziałów ratunkowych. Ewentualną różnicę dopłaci budżet państwa. – Najważniejsze, że pieniądze z ubezpieczenia trafią do osób poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych – uważa wiceminister zdrowia Piotr Gryza.

Obecnie za SOR-y płaci NFZ – w tym roku da im 1,1 mld zł. Aby taką kwotę otrzymać z polis, stawka podatku musiałaby wynosić ok. 14 proc. (w ubiegłym roku przychody ubezpieczycieli z OC wyniosły ok. 7,8 mld zł). A to – zdaniem ekspertów – doprowadzi do gwałtownego wzrostu cen. – W takim wypadku polisy podrożałyby o co najmniej 10 proc. – szacuje Adam H. Pustelnik, prezes firmy doradczej AhProfit. A to dopiero początek złych wiadomości. Już teraz bowiem ceny OC rosną w związku z podatkiem od instytucji finansowych, potocznie zwanym bankowym. 

Na szpitalnych oddziałach ratunkowych osoby poszkodowane w wypadkach komunikacyjnych stanowią tylko 10–20 proc. Tymczasem jak wynika z naszych informacji, to właśnie SOR-y mają być utrzymywane przez właścicieli aut. – Plany są takie, żeby do finansowania szpitalnych oddziałów ratunkowych skierować strumień składki z ubezpieczenia komunikacyjnego. I nad tym rozwiązaniem pracuje w resorcie zdrowia specjalny zespół ekspercki – potwierdza DGP wiceminister zdrowia Piotr Gryza.

>>> Czytaj też: Gigantyczne podwyżki OC dla ciężarówek. Będzie jeszcze drożej

Drugie podejście

Ze składek spływających do ubezpieczycieli część regularnie trafiałaby na osobne konto, a stamtąd do szpitali. – Idziemy w kierunku rozwiązań ryczałtowych opartych na rzetelnych wyliczeniach. Jedną stroną jest tu płatnik narodowy – w tej chwili NFZ – który finansuje leczenie ofiar wypadków komunikacyjnych, z drugiej strony towarzystwa ubezpieczeniowe, które zbierają składki od właścicieli pojazdów – dodaje wiceminister Gryza.

Podobna próba obciążenia przez PiS właścicieli aut parapodatkiem skończyła się w 2007 r. fiaskiem. Pieniądze z tego źródła – 12 proc. ceny obowiązkowej polisy komunikacyjnej – miały być dodatkowym źródłem przychodów szpitali z tytułu leczenia wyłącznie ofiar wypadków (podatek Religi). Po objęciu rządów przez PO–PSL podatek został zlikwidowany. Nie tylko z powodów politycznych, głównie dlatego, że nie było go jak rozliczyć. PiS teraz wraca do pomysłu, ale nie zamierza powielać poprzedniego rozwiązania.

– System ewidencyjny zdarzeń jest taki, że nie da się skierować pieniędzy z OC tylko do poszkodowanych – tłumaczy Gryza. Dodaje, że winien może być kierowca, ale też pieszy, który poniósł największą utratę zdrowia. Poza tym ustalanie sprawcy trwa czasem latami. W efekcie zdaniem resortu ryczałt od wszystkich kierowców dla wszystkich pacjentów SOR będzie prostszy w obsłudze. A jeśli środków przekazanych za pośrednictwem ubezpieczycieli będzie za mało, dołoży je budżet państwa.

Wiceminister Gryza przyznaje, że z SOR-ów korzystają też osoby, których stan zdrowia pogorszył się nagle z różnych powodów. Szefowie placówek często opowiadają, że trafiają do nich np. chorzy, którzy nie mogą lub nie chcą czekać na wizytę u specjalisty.

O to, jaka część osób trafiających na SOR, to faktycznie ofiary wypadków, spytaliśmy przedstawicieli kilkunastu szpitali. Ich zdaniem to 10–20 proc. wszystkich pacjentów. Podkreślali też, że gros kosztów na leczenie ofiar wypadków ponoszą inne oddziały niż ratunkowe. – SOR to miejsce przejściowe. Pacjent przebywa tam krótko. Właściwe leczenie odbywa się tam, gdzie zostanie skierowany dalej – wskazuje Marta Pióro z Grupy Nowy Szpital, która prowadzi kilkanaście szpitali powiatowych.

>>> Czytaj też: Właścicieli aut czeka rewolucja. Duże zmiany w ubezpieczeniach

OC w górę

Wyjęcie finansowania SOR z NFZ spowoduje, że fundusz będzie miał więcej pieniędzy na wykupienie innych świadczeń. Tymczasem jak podkreślają eksperci i ubezpieczyciele, nie ma możliwości, by pobieranie ryczałtu pozostało bez wpływu na wysokość składek. A te i tak rosną, bo wbrew temu, co sugerują politycy, z OC opłacane są nie tylko naprawy aut, lecz także leczenia czy dożywotnie renty.

– Odnotowujemy ogromny wzrost wartości świadczeń związanych ze szkodami osobowymi, a zwłaszcza zadośćuczynieniami – tłumaczy Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Z kolei organizacje pacjenckie są na razie ostrożne w ocenie pomysłu resortu zdrowia. Ich zdaniem na temat powrotu podatku Religi w nowej formie powinna się odbyć publiczna debata.

– W prowadzonych przez nas badaniach respondenci wskazywali, że są za pokrywaniem przez sprawców kosztów leczenia ofiar wypadków spowodowanych przez nietrzeźwych kierowców, ale tu mamy do czynienia z propozycją, która obciąży wszystkich – zwraca uwagę Ewa Borek, prezes fundacji MY Pacjenci.

Także szefowie placówek medycznych nie są entuzjastycznie nastawieni. Przede wszystkim zwracają uwagę, że w systemie ochrony zdrowia brakuje pieniędzy. – Czy mają pochodzić z OC, czy też z dodatkowych składek, efekt będzie ten sam, zapłacą za to osoby fizyczne – stwierdza Agnieszka Szpara, prezes EMC Instytut Medyczny, który prowadzi dziesięć szpitali. Zastanawia się więc, czy jest sens tak komplikować przepisy.

>>> Czytaj też: Nowy podatek i koniec wojny cenowej ubezpieczycieli. OC mocno zdrożeje

Zembala nie podołał

Poprzednik Konstantego Radziwiłła – minister zdrowia za rządów PO Marian Zem- bala – też chciał przywrócić podatek Religi. Ale pieniądze planował przeznaczyć na ratownictwo. Na zapowiedziach się jednak skończyło. Do gabinetu Ewy Kopacz dołączył późno i nie było szans, by koalicja PO–PSL strzelała sobie w stopę, proponując przed wyborami parapodatek. Z kolei w sztandarowej ustawie poprzedniego rządu – o zdrowiu publicznym – wpisano finansowanie Narodowego Programu Zdrowia m.in. z akcyzy na tytoń czy alkohol oraz podatków z gier hazardowych.