Ustawa kominowa ogranicza obecnie zarobki prezesów spółek Skarbu Państwa do sześciokrotności przeciętnej płacy w sektorze przedsiębiorstw, co na dziś oznacza niespełna 25 tys. zł brutto. Przepisy można jednak obejść – na przykład zawierając kontrakty menedżerskie. Poprzedni prezes PGNiG Mariusz Zawisza zarobił w 2015 r. 2,8 mln zł brutto (razem ze świadczeniami dodatkowymi, premiami i wynagrodzeniami za zasiadanie w radach nadzorczych spółek koncernu), szef PGE Marek Woszczyk dostał od firmy 1,6 mln zł, w Lotosie wynagrodzenie Pawła Olechnowicza wyniosło wprawdzie w skali roku 256 tys. zł, ale zarobił on blisko 1,7 mln zł za pracę w spółkach zależnych.

Resort skarbu deklaruje, że zamierza z takimi praktykami skończyć. Zapowiada nową ustawę regulującą zasady wynagradzania w państwowych spółkach. Prace nad nią trwają od początku roku.

– Trzeba oczywiście zaproponować należyte, godne wynagrodzenie, ale nie może być tak, że prezesi spółek Skarbu Państwa niezależnie od ich wielkości, niezależnie od tego, za jaki majątek odpowiadają, ilu zatrudniają pracowników, otrzymują bardzo podobne wynagrodzenie – zapowiadał minister skarbu Dawid Jackiewicz.

Jakie będą propozycje resortu? Na razie można opierać się jedynie na nieoficjalnych informacjach, wiadomo jednak, że pierwszą zasadą będzie zerwanie z automatyzmem – dzisiejsza maksymalna stawka zarobków dotyczy tak samo szefów spółek zatrudniających kilkadziesiąt osób, jak i prezesów wielkich koncernów. Spółki mają być podzielone na kategorie ze względu na skalę prowadzonej działalności. Niewykluczone, że prezesi największych firm będą mogli zarobić więcej niż owe 25 tys. zł miesięcznie, ale – jak wynika z deklaracji ministra Jackiewicza – znacznie mniej, niż zarobiliby w prywatnych spółkach o podobnej działalności.

I to właśnie oni będą mieli największe powody do niezadowolenia – w ich przypadku cięcia wynagrodzeń będą największe. – W niektórych spółkach wynagrodzenia menedżerów sięgają 200 tys. zł miesięcznie – zwraca uwagę Maks Kraczkowski, poseł Prawa i Sprawiedliwości. – Nie jestem zwolennikiem administracyjnych rozwiązań, ale niektórzy menedżerowie nie mają poczucia przyzwoitości – dodaje.

Według naszych informacji rozważany jest również pomysł, by wypłata wynagrodzenia była uzależniona od wyników osiąganych przez spółkę. Niekoniecznie chodziłoby o stopę zysku, ale o realizację postawionych przez właściciela celów – np. wyprowadzenie firmy ze strat lub zrealizowanie określonej inwestycji.

Kolejną ważną zmianą byłoby uwzględnienie w nowej ustawie również spółek z mniejszościowym udziałem Skarbu Państwa, ale pozostającym pod jego kontrolą – co oznaczałoby np. objęcie jej działaniem takich firm jak KGHM czy Orlen.

Według ministra Jackiewicza projekt ustawy ma być gotowy do końca marca, a to oznacza, że mógłby być uchwalony do połowy roku.

Jednak nowe zasady wynagradzania już są stosowane w praktyce – zgoda na obniżkę pensji jest, według nieoficjalnych informacji, jednym z warunków nominacji nowych zarządów spółek Skarbu Państwa. Nowy prezes Orlenu Wojciech Jasiński ma zarabiać o połowę mniej od swojego poprzednika. W 2014 r. Jacek Krawiec zarobił 1,7 mln zł plus 1,2 mln zł premii.

W końcu zeszłego roku została uchwalona ustawa wprowadzająca 70-proc. stawkę podatkową od wysokich odpraw w spółkach Skarbu Państwa.

>>> Czytaj też: Czy polskie firmy stać na odejście od folwarcznego systemu zarządzania?

Dywidendowe znaki zapytania

Według ustawy budżetowej w tym roku ma wpłynąć do Skarbu Państwa 4,5 mld zł z dywidend. To możliwe. Wszystko zależy od postawy resortu skarbu.

Na pierwszy rzut oka szanse na dywidendy nie są duże – spółki energetyczne (z wyjątkiem Energi) zakończyły ubiegły rok na minusie, rekordową – 5 mld zł – stratę miał KGHM. Mimo to resort skarbu może liczyć na spore wpływy, bo spółki mimo strat deklarują wypłaty.

PGE, która zakończyła rok ze stratą 3 mld zł, zamierza wypłacić dywidendę od zysku, który zostałby osiągnięty, gdyby nie było odpisów – czyli 4,3 mld zł. Koncern deklaruje wypłatę 40–50 proc. zysku, więc gdyby te zapowiedzi zostały zrealizowane, do Skarbu Państwa mogłoby wpłynąć 1,2 mld zł.

Podobnie może być w KGHM. – W mojej ocenie KGHM raczej nie zrezygnuje z wypłaty dywidendy, bo już przyzwyczaił do tego inwestorów. Ponadto spółka ma nowy zarząd, który nie będzie chciał rozpoczynać urzędowania od rezygnacji z wypłat dla inwestorów. Ewentualna wypłata nie zachwieje finansami firmy, dla których znacznie ważniejszym czynnikiem jest sytuacja na rynkach surowcowych – twierdzi Paweł Puchalski, analityk DM BZ WBK.

Dywidendowymi pewniakami są instytucje finansowe – PZU deklaruje wypłatę na niezmienionych zasadach, czyli od 50 do 100 proc. zysku (w ubiegłym roku było prawie 100). Ubezpieczyciel zarobił w ub.r. 2,3 mld zł – w najgorszym razie resort skarbu mógłby więc liczyć na 750 mln zł, w najlepszym – na 1,5 mld zł. PKO BP może wypłacić maksymalnie połowę z 2,6 mld zł zysku. Skarb Państwa może zyskać prawie 380 mln zł.

Deklaracje i rekomendacje zarządów to jedno, a decyzja właściciela, czyli Skarbu Państwa, to zupełnie inna sprawa. A minister skarbu nie wykluczał pozostawienia w spółkach części zysku, by mogły realizować inwestycje, także w górnictwo. Kluczowe zatem może okazać się pytanie, kto bardziej potrzebuje pieniędzy: budżet czy kopalnie.

– Odpowiedź jest prosta: górnictwo, co źle wróży tegorocznym dywidendom. W tym roku budżet przetrwa bez pieniędzy od energetyki, górnictwo – na pewno nie – ocenia Paweł Puchalski.

>>> Czytaj też: Wykształcone, więcej pracują i co z tego? "Lehman Sisters" nigdy by nie zbankrutował