Od początku roku rejestr wyrobów niezgodnych z zasadniczymi, szczegółowymi lub innymi wymaganiami prowadzony przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wzbogacił się o 24 pozycje. Tym samym w 2016 r. może paść kolejny rekord pod tym względem. Ostatni miał miejsce w ubiegłym roku. Wówczas bowiem zostało do niego wpisanych 100 produktów. To o 11 proc. więcej niż w 2014 r. Na przestrzeni ostatnich pięciu lat natomiast wzrost nastąpił już o ponad 100 proc.

Co istotne, co roku ponad 30 produktów trafiających do rejestru stanowią te najbardziej niebezpieczne, mogące doprowadzić do śmierci użytkownika. W tym roku zasiliły go trzy takie produkty. W ubiegłym aż 33. W sumie rejestr liczy ponad 300 pozycji.

W rzeczywistości takich produktów jest więcej. Nie wszystkie są ujawniane w trakcie kontroli przeprowadzonej przez Inspekcję Handlową w sklepach lub hurtowniach.

– Do rejestru nie trafiają produkty, których producenci lub dystrybutorzy w trakcie prowadzonego przez nas postępowania zastosują się do wytycznych, czyli na przykład wycofają je z rynku lub naprawią w taki sposób, że nie będą stanowiły zagrożenia dla użytkownika – komentuje Barbara Zyśko z UOKiK.

Eksperci nie mają wątpliwości, że coraz więcej produktów w rejestrze to konsekwencja narastającego importu towarów z Dalekiego Wschodu. W 2015 r. według danych GUS wartość importu z Chin zwiększyła się o 15,9 proc., do 85,1 mld zł. Tym samym kraj ten jest obecnie drugim po Niemczech największym dostawcą na polski rynek.

– Choć według dokumentów wystawionych przez tamtejsze laboratoria produkty spełniają europejskie normy, w rzeczywistości tak nie jest – w konsekwencji mogą one nie spełniać wymagań bezpieczeństwa – wyjaśnia Barbara Zyśko.
Bywa jednak, że niebezpieczne towary powstają też w europejskich fabrykach. Najczęściej, jak dodaje, zastrzeżenia inspektorów w zakresie bezpieczeństwa budzą ubranka dla dzieci. Powód – zawierają sznurki, których nie powinno być w odzieży dla najmłodszych, albo które są za długie w bluzach, kurtkach lub spodniach dla starszych dzieci.

– Mamy świadomość tego, że bardzo wielu przedsiębiorców specjalizuje się w sprzedaży odzieży dziecięcej. Dlatego jej kontrole przeprowadzamy co roku, podczas gdy inne produkty sprawdzamy pod kątem wymagań w zakresie bezpieczeństwa średnio raz na dwa lata, w zależności od rozeznania rynku pod kątem produktów stwarzających zagrożenia dla konsumentów. Z tego też powodu dziecięce ubranka to kategoria dominująca w rejestrze – tłumaczy Barbara Zyśko.

Na co trzeba jeszcze uważać? Na grille i meble ogrodowe, na które już niedługo zaczyna się sezon.

Jak ujawniają inspektorzy, często się zdarza, że zawierają ostre wystające elementy mogące doprowadzić do uszkodzenia ciała albo wadliwe konstrukcje. W przypadku grillów brakuje na przykład uchwytów przy ruszcie, co uniemożliwia bezpieczne podnoszenie ich. Może to spowodować poważne poparzenia. Bywa, że dołączone instrukcje nie zawierają żadnych informacji i ostrzeżeń umożliwiających użytkownikowi bezpieczne korzystanie. Na buble można też trafić w sklepach z elektronarzędziami, AGD i elementami wyposażenia domu. Badania laboratoryjne przeprowadzone przez UOKiK nieraz już wykazały, że salaterki – deklarowane jako naczynia do zapiekania w piekarniku – używane w wysokiej temperaturze mogą pęknąć, co grozi poparzeniem i skaleczeniem.

Do rejestru co roku trafia też mnóstwo zabawek. Są w nim zamieszczane najczęściej z powodu niezgodności z wymaganiami, stawianymi tego rodzaju produktom. W praktyce oznacza to na przykład brak oznaczenia ostrzeżeniem dotyczącym wieku dziecka, dla którego zabawka jest przeznaczona.

Na wadliwe towary można trafić najczęściej na bazarach, ale zdarza się to też w sklepach popularnych sieciówek. Przykład z ostatnich dni pochodzi z Ikei, która wycofuje ze sprzedaży wszystkie lampy podłogowe i stołowe Gothem ze względu na ryzyko porażenia prądem. Decyzję podjęto po wykryciu uszkodzonych przewodów wewnątrz korpusu pewnej liczby lamp. Zostały zapewne zagięte podczas montażu w zakładzie produkcyjnym, co mogło doprowadzić do ich przełamania. Mogą kierować napięcie na metalowy korpus lampy, stanowiąc tym samym zagrożenie dla użytkowników. W H&M ujawniono piłkę z pianki, która w wyniku rozerwania bądź nagryzienia może rozpadać się na drobne elementy, które stwarzają ryzyko zakrztuszenia. W C&A buty dla niemowląt, przy których produkcji zastosowano chrom VI, w Tchibo drążek treningowy, w którym istniała możliwość niekontrolowanego odczepienia się linki elastycznej z uchwytu karabińczyka, z kolei Decathlon sygnalizował, iż w hulajnogach Oxelo MF 3.6 może dojść do złamania kierownicy.

Cieszy natomiast fakt, że powiadomienia o wadliwych towarach coraz częściej składają producenci, którzy nieprawidłowości wykryją podczas własnych kontroli. W 2014 r. złożyli 116 dobrowolne powiadomienia o niebezpiecznych produktach do UOKiK – o 27 więcej niż w 2013 r. W tej kategorii niezmiennie króluje branża motoryzacyjna. Choć donosy na siebie chętniej składają również firmy z branży artykułów dziecięcych i sprzętu elektrycznego. Robią to, wywieszając informację w widocznym miejscu w sklepie lub poprzez stronę internetową. Co może konsument w tym przypadku? Jeżeli rzeczy nie da się naprawić, może ją zwrócić bez względu na stopień zużycia. Jeśli ma dowód zakupu, może wystąpić z takim żądaniem do sprzedawcy, jeśli nie – bezpośrednio do producenta.

>>> Czytaj też: „Tak” dla Wspólnoty, „nie” dla euro. Polacy są pewni: Unia była wyborem cywilizacyjnym